Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

5.2.17

Jak być szczęśliwym? - czyli post, który miał być o czymś innym.


Kochani, dziś mam dla Was post, który jest dla mnie bardzo ważny. Na początku miał być na w ogóle inny temat, ale kierowana swoimi myślami, pod o mandze i anime, po jakimś czasie zamieniłam na post o szczęściu. Każdy z nas pragnie szczęścia. Dla jednych szczęściem jest, to że przeczytają książkę ukochanego autora, pojadą na koncert zespołu, który słuchają od wielu lat, a dla jeszcze innych szczęściem jest ubieranie glanów i farbowanie włosów na niebiesko. Są tacy, którzy szukając tego prawdziwego szczęścia, patrzą na opinię innych, słuchają ich słów, przez co nie pozwalają sobie spełnić marzeń.

Dzisiejszy świat nie jest normalny. Każdy, kto odstaje od normy, jest dyskryminowany. Nie potrafimy tolerować czyjegoś szczęścia. Uważamy, że robi źle, bo jest inny niż my. Ktoś nie chodzi do szkoły, bo ma swoją pasję, którą się zajmuje? Zniszczmy go, to nie jest normalne! Ktoś zrezygnował z dobrze płatnej pracy i wyjechał do innego kraju, by tam zamieszkać. Idiota! Te osoby tylko chcą być szczęśliwe.

Nie wiem dlaczego, ale my ludzie myślimy strasznie streotypowo. Co mam na myśli? Uznajemy, że normalne jest tylko to, co znamy. Bardzo często wyśmiewamy obcą kulturę i osoby, które chcą się z nią zapoznać. Lepszym przykładem jest typowy Polak. Ty, ja, oni. Wydaje się nam, że np. niebieskie włosy oznaczają wyrzutka społeczeństwa, że taka osoba ma problemy ze sobą, miała problemy w dzieciństwie itd., przez co sami ranimy takie osoby, odrzucając je i sprawiając, że naprawdę stają się wyrzutkami. A może ktoś po prostu zrobił sobie takie włosy, bo mu się takie podobały? Wcale nie świadczą one o tym, że jest gorszy niż ty! To tylko włosy. Nie oznacza to od razu, że jest złym człowiekiem. Nie będzie chodził i mordował ludzi. Chciał po prostu być wolny i szczęśliwy. Unosić się na wietrze, patrzeć w słońce wiedząc, że ruszył za marzeniami. Wolny od słów, które rzuca mu się pod nogi. Świr, idiota, odmieniec. Każdy z nas jest inny, każdy lubi bo innego. Nie można kogoś dyskryminować, niszczyć, tylko dlatego, że ma niebieskie włosy, słucha k-popu, jest grubszy, czy ogląda anime.




Gdybym ja słuchała ludzi, nigdy nie byłabym szczęśliwa. Co innego słuchać rodziny, ale gdy obcy człowiek stara się narzucić mi swoje poglądy i zdanie, mam ochotę zamordować. Dlaczego ludzie nie potrafią zrozumieć, że może ktoś jest szczęśliwy, gdy się wyróżnia? Może nie każdy chce być jednym z szeregu, jednym z tłumu. Może po prostu, ktoś ma inny gust? Nie jesteśmy tacy sami. Gdyby każdy był taki sam, gdyby każdy lubił to samo, świat byłby nudny.


Każdy ma prawo do szczęścia, a my nie mamy prawa, aby go tego pozbawić!

Gdybym słuchała ludzi nie założyłabym tego bloga, nie poznałabym Was! Nie poznałabym ukochanej Natalii z bloga "Książki widziane oczami Natalii", czy Gosi z "Recenzje Knigoholiczki". Nie dołączyłabym do Redakcji Essentia, nie pojechałabym na wspaniałe Targi Książki w Warszawie, a co za tym idzie nie zdobyłabym autografu od Cyber Mariana, czy Remigiusza Mroza.

Czym innym jest, gdy ktoś Ci podaje inne rozwiązanie, przekazuje swoje zdanie, by skłonić Cię do refleksji. Jedna gdy ktoś na siłę chce Cię zmienić, nie pozwól na to. Moja babcia całe życie mówi, że najlepiej w domu. Tak, to prawda. Ale nie ma nic złego w tym, gdy raz na jakiś czas pojadę do Warszawy, na Targi czy koncert. Jednak ona sądzi inaczej. Kocham ją i tłumaczę, że to sprawia, że jestem szczęśliwa. I mam nadzieję, że kiedyś to zrozumie.

Gdybym słuchała ludzi, nie spędziłabym wielu nocy, zafascynowana najlepszym anime na świecie "One Piece". W końcu to "chińskie bajki", kto normalny to ogląda? Ile ty masz lat, żeby oglądać bajki Mangozjeb, azjozjeb, dziwak. Nie raz słyszy się takie określenia na tych, co interesują się kulturą azjatycką. To, że coś jest animowane, nie znaczy że jest bajką. To, że coś pochodzi z Japoni, nie znaczy, że jest gorsze. Dziś nie potrafię sobie wyobrazić, żeby nie znać Luffy'ego, Zoro, Nami, Robin, Usoppa, Chooppera, Brooka, Franky'ego, Sanji'ego! Może życie bez nich nie byłoby takie samo. Byłoby mniej szczęśliwe. Nie znałabym wielu wspaniałych historii, nie płakałabym ze szczęścia, lub wzruszenia. Nie miałabym przepięknego rysunku od przyjaciółki na ścianie. To nie byłoby już to życie.


Nasze szczęście jest najważniejsze! Pod warunkiem, że nie ingeruje w szczęście innych. Warto słuchać rodziców, bo żyją dłużej niż my i więcej wiedzą o życiu. Nie chcemy się do tego przyznać, ale w głębi serca doskonale o tym wiemy. Jednak jeśli rodzic, za wszelką cenę chce Cię zmienić, nie pozwól na to! Jeśli Cię kocha, zaakceptuje takim jakim jesteś. Nie bój się marzyć i spełniać tych marzeń. Nie bój się odstawać od reszty. Bycie innym niż wszyscy nie jest karą. Jest nagrodą. Śmieją się? Niech się śmieją! Po prostu są puści i Ci zazdroszczą, że Ty masz szczęście.

Gdybym słuchała ludzi, nie słuchałabym k-popu. Nie znałabym mojego ukochanego BigBangu i innych zespołów. Nie zakochałabym się w cudownym T.O.P, nie poznałabym zespołu 24K i przez co nie pojechałabym na ich koncert, nie spędziłabym tych wielu cudownych chwil oglądania śmiesznych filmików z ukochanymi zespołami. Nie poznałabym wielu cudownych ludzi, którzy wypełnili moje życie śmiechem i radością. Nie byłabym tak blisko z ukochaną Angeliką, która tą muzykę uwielbia.

Nie byłabym tak szczęśliwa jak jestem dziś. Co prawda nie jest idealnie, ale dążę do spełnienia swoich marzeń. Wiem, że ludzie to ignoranci i nie mogą tego zaakceptować. Ale nie przejmuję się tym. Nikomu nie robię krzywdy tym, że oglądam anime. Nikomu nie robię krzywdy, marząc o napisaniu książki. Nikomu nie robię krzywdy prowadząc bloga. Nikomu nie robię krzywdy pragnąc być szczęśliwa!

Co jest w tym złego? Dlaczego mamy słuchać innych i nie spełnić swoich marzeń? Chcesz wyjechać? Wyjedź! Chcesz zrobić tatuaż? Zrób! Chcesz mieć fioletowo zielono czerwone włosy? Nic nie stoi na przeszkodzie!

Jeśli będziemy całe życie patrzeć na innych, to nigdy, powtarzam nigdy nie będziemy szczęśliwi! Czasami warto posłuchać głosu serca. Nie tylko rozumu. Kiedyś umrzesz. Nie ma co się okłamywać. I co, chcesz później na starość żałować, że nie zrobiłeś tego tatuażu na kostce? Żałować, że nie wyjechałeś do Ameryki, choć strasznie o tym marzyłeś? Żyj jakby jutra miało nie być. A wiesz dlaczego? Bo kiedyś nastanie taki dzień, gdy naprawdę go nie będzie. I będziesz żałować, że całe życie się bałeś i nic nie przeżyłeś!


Teraz weź życie w swoje ręce i posłuchaj głosu serca. Nie bądź niewolnikiem życia. Bądź wolny jak ptak, fruwaj aż do chmur. Nie bądź kroplą w morzu, bądź słońcem, które rzuca na nie promienie!


Jak być szczęśliwym? Słuchaj siebie, nie innych. 

7.12.16

Jak stałam się k-poperką? Garstka wiedzy o k-popie!



Witajcie kochani!

Jeszcze tylko 17 dni do Świąt! Mam nadzieję, że okienka w swoich Kalendarzach Adwentowych otworzyliście. Ja otworzyłam tylko w tych wirtualnych. Prawdziwego niestety nie mam. Ale obiecuję, że za rok kupię! I będę każdego dnia otwierać na snapczacie. Sądzę, że to dobry pomysł.

Ale my dziś nie o tym! Dziś jest już 3 dzień "Blogowego Kalendarza Adwentowego", na tym blogu! (W skrócie B(e)KA) Od dziś, każdego dnia, aż do 24 grudnia, będziecie mogli "otworzyć" okienko adwentowe! Sądzę, że pomysł niegłupi, a ja powoli będę wprowadzać was w klimat świąt! Będą tagi, recenzje, zapowiedzi, książki idealne na prezent i nie tylko! 6 grudnia będzie dla was niespodzianka, ale to dopiero za 5 adwentowych okienek!

Dziś zaczniemy jednak od czegoś innego! Dziś trochę o k-popie!

Ej, gdzie uciekasz? Nie bądź leszcz, czytaj dalej! Daj szansę tej muzyce. Daj szansę mi, żebym mogła ci przedstawić k-pop i opowiedzieć swoją historię!

Zostajesz? Cieszę się! <3

Także, bez zbędnego gadania, przechodzimy do właściwej części!

Odpowiem dziś na kilka pytań (piszę to dlatego w tej formie, żeby łatwiej było mi to ogarnąć, a także po to by wam się lepiej czytało)


1. Czym jest k-pop?

2. K-popowy słowniczek.

3. Najpopularniejsze zespoły.

4. Jak zaczęła się moja przygoda z k-popem.

5. Moje ukochane grupy.

Jednak zanim odpowiem na te pytania, to muszę dodać jeszcze jedno. Nie odpowiem na nie dokładnie, nie pomijając żadnego szczegółu. Postaram się opisać to jak najtreściwiej, inaczej post ten byłby za długi. Ten temat wymaga kilku postów, żeby należycie i dobrze go opisać. Jeśli po przeczytaniu tego posta, stwierdzicie, że chcecie wiedzieć więcej o danym elemencie, to dajcie znać w komentarzach! Postaram się wtedy dokładniej przybliżyć dany temat. 

I jeszcze jedno. Sama w k-popie siedzę od roku, więc mogę nie wszystko wiedzieć. 

Także, lecimy!

1. Czym jest k-pop?

K-pop, to koreańska muzyka. Jednak  nie tylko. Stał się on także subkulturą. Powstał w latach 90, w Korei Południowej i od tamtego czasu cały czas staje się coraz bardziej popularny. Bardzo często w piosenkach używane są zwroty w języku angielskim. Ten rodzaj muzyki jest młody, ale już zdobył dużą popularność, jest w tym duża zasługa znanego każdemu Psy i jego piosenki "Gangam style", która obecnie w serwisie youtube posiada prawie 3 miliardy wyświetleń. 

Jednak sposób powstawania zespołów jest całkowicie odmienny niż ten znany nam. U nas po prostu ludzie sami zakładają zespół. W Korei, to wytwórnia decyduje, kto będzie w zespole, czy w ogóle będzie. Idole, zanim będą  mogli dołączyć do zespołu i zadebiutować, muszą czasami przez kilka lat uczyć się pod okiem trenerów. Uczą się śpiewu, tańca, i wszystkiego co przyda się im w "nadchodzącej" sławie. Często osoby, które przeznaczone są do nauki i później debiutu, wytwórnie znajdują dosłownie na ulicy.  Gdy już wytwórnia utworzy zespół zapowiada jego debiut. I w końcu, w dniu zapowiadanego debiutu, pojawia się pierwsze MV (Music Video). I zaczyna się wielka (bądź i nie) kariera! 

Mówi się, że Korea tworzy zespoły hurtowo i jest w tym trochę prawdy. Każdego roku, powstaje nawet do 100 i więcej nowych zespołów. Jednak, trudno jest im się przebić, przez tych najsławniejszych (patrz punkt 3.) i bardzo często są rozwiązywane (Disbanded) po nawet niecałym roku od debiutu.

2. K-popowy słowniczek.

- W zespołach każdy ma określoną pozycję, więc istnieją określenia, które mówią nam, kto jest kim w zespole:

MAKNAE [막내] - najmłodszy członek zespołu. Najlepiej żeby wyglądał i zachowywał się uroczo, jak przystało na jego wiek (np. Jungkook z BTS).

LEADER (lider) - lider zespołu, często najstarsza osoba z grupy (np. G-Dragon w Big Bang).

VISUAL - osoba uważana za najładniejszą/najprzystojniejszą w grupie, jest "twarzą" zespołu (np. Yoona z SNSD, L z Infinite).

I inne, których nie będę przytaczać. 


-Jedną z różnic kulturowych między Koreą a Polską jest na pewno sposób w jaki w obu krajach zwracamy się do innych. U nas mówi się po imieniu, ewentualnie dodaje się Pan/Pani, ale w Korei jest to bardziej skomplikowane. Wymienię tutaj kilka tych, które są często używane w relacjach między idolami:

OPPA [오빠]- tak zwraca się dziewczyna do starszego chłopaka, z którym ma dobry kontakt 

NOONA (lub nuna) [누나] - tak zwraca się chłopak do starszej dziewczyny, z którą ma dobry kontakt 

HYEONG (lub hyung) [형] - tak zwraca się chłopak do starszego chłopaka, z którym ma dobry kontakt.

EONNI (lub unni) [언니] - tak zwraca się dziewczyna do starszej dziewczyny, z którą ma dobry kontakt 


-Inne:
BIAS - ulubiony członek danego zespołu.

ULTIMATE BIAS (w skrócie UB)- ulubiony bias ze wszystkich biasów, czyli twój najukochańszy idol, najlepszy ze wszystkich.

OTP - Skrót od One True Paring, czyli nasz ulubiony paring, para, dwie osoby, które w naszym mniemaniu są sobie przeznaczone i świetnie wyglądają razem.

TRAINEE - osoba trenująca i przygotowująca się do debiutu w danej wytwórni.

COMBACK STAGE (COMEBACK) - powrót zespołu, pierwszy występ z danym utworem.


Dobra, kochani lecimy dalej, bo nigdy tego posta nie skończę ;)

3. Najpopularniejsze zespoły. 

Prawdą jest, że w Korei, tak naprawdę rządzi kilka zespołów. Są ich setki, ale tylko kilkanaście jest na samym szczycie. Oto najpopularniejsze zespoły w Korei Południowej z największą ilością sprzedanych albumów i największą ilością wyświetleń na YouTube:

Boysbandy:

1. Big Bang

2. SHINee 

3. Exo 

4. BTS (Bangtan Boys) 

5. B.A.P


Girlsbandy:

1. 2NE1

2. 4Minute

3. Twice

4. Girls Generation

Oczywiście zespołów jest o wiele więcej, nie sposób wszystkich przestawić.

4. Moja przygoda z k-popem. 

Dla mnie k-pop, to życie. I sądzę, że dla każdego k-popera także. Może się wydawać, zwykła muzyka. Nic bardziej mylnego kochani. K-pop wciąga. 

Jeszcze rok temu nie wiedziałam co to jest. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam, a nawet jeśli, to wypierałam to i nie chciałam sprawdzić co to jest. Jednak zaprzyjaźniłam się z osobą, która słucha tej muzyki od gimnazjum. 

I to właśnie ona wciągnęła mnie w to cudowne koreańskie bagno! Bagno, w którym zanurzam się każdego dnia coraz bardziej i nie mam zamiaru z niego wychodzić, choćbym  miała utonąć. 

Wiem, że był to 2015 rok, nie wiem dokładnie jaki miesiąc, ale nie ma to znaczenia. Pewnego dnia, moja przyjaciółka postanowiła mi puścić piosenkę. Wiem, że był to utwór BTS, tylko nie pamiętam który dokładnie. Pewnie "DOPE".

Na początku, nie wciągnęło mnie to jakoś za bardzo. Słuchałam, muzyka była przyjemna, okej. Ale im więcej mi puszczała, tym więcej chciałam poznać. Wpadałam w te ruchome piaski i nim się obejrzałam, sama zaczęłam szukać grup, piosenek, zaczęło się pobieranie ich, oglądanie MV na youtube i filmików związanych z k-popem. Uczenie się imion członków zespołów, spotkanie fanów k-popu, oglądanie rankingów k-popowych. Pierwszy Bias, pierwszy ukochany zespół, później tych biasów robiło się coraz więcej i więcej. 

Moje serce rosło z każdym dniem, oznajmiając mi, że tego właśnie potrzebowało. A później już całkiem przepadłam. Ściągnęłam aplikację V-live i oglądam live ukochanych zespołów, czatuję na comebacki, w normalnych sytuacjach życiowych, dobieram sobie do nich teksty piosenek i zaczynam je śpiewać. Słucham k-popu codziennie, nie usnę bez włączonej muzyki, każda sekunda mojego życia przepełniona jest Koreą. 

Rozpoznam członków ukochanych zespołów i piszczę, gdy widzę nowe zdjęcia, nowe MV, live, albumy, comebacki! Przepadłam totalnie i nieodwołanie. Ale nie wyobrażam sobie teraz, jak mogłam kiedyś żyć bez tego. K-pop stał się częścią mojego życia i w pewien sposób przejął nad nim kontrolę. W styczniu jadę na pierwszy koncert k-popowy, dokładniej na zespół 24K, który będzie wtedy w Warszawie. Oczywiście nie sama, tylko z wspomnianą wyżej przyjaciółką. W planach mam kupno nowego albumu Big Bangu (TYLKO 11 DNI DO COMEBACKU!!! AAAAAAAAA), a także mnóstwa innych albumów. Kupiłam plecak z logiem BTS, mam przypinkę z Big Bangiem, a w pamiętniku wydrukowane zdjęcia jego członków i podpisane imieniem, nazwiskiem, pseudonimem i datą urodzenia danego członka. 

Przepadłam kochani. Ale uwielbiam to!

5. Moje ukochane zespoły, bądź solowi artyści i ukochane MV (i Biasi w tych zespołach):

1. BTS - w BTS mam dwóch biasów ;) A nawet trzech :D Ale najbardziej kocham Rap Monstera ;) Kocham też J-Hope, którego możecie zobaczyć na obrazku wyżej ;) I Jimina oczywiście też <3

Rap Mon <3
Ukochana piosenka:


Dlaczego ta? Nie chodzi o samą piosenkę, ale także MV. To jak zostało wykonane, choreografia, stroje, scenografia, efekty, ogólny zamysł. Ale najbardziej kocham ją za moment w którym Kim Namjoon (Rap Monster) czyta fragment z książki "Demian". Jego angielski jest perfekcyjny, a głos ma cudowny! Uważam, że jeśli nie byłby w zespole, to spokojnie mógłby być lektorem!

2. EXO - w Exo zakochana jestem tak naprawdę od września. Są cudowni! Powoli uczę się imion członków, nadejdzie ten dzień, gdy tak samo jak w BTS, będę rozpoznawać każdego! Jestem tego pewna ;p Ale póki co, tylko jednego z nich mam w swoim serduszku!

Bias:
Doo Kyung So ;)

Cześć moja tapeto <3

Ukochana piosenka:


Kocham ją dlatego, że to od niej zaczęła się moja miłość do Exo. I miłość do D.O.sia <3


3. BIGBANG - o tak, moja wspaniała miłość, udokumentowana w pamiętniczku <3 Każdy członek, jego data urodzenia, pseudonim, prawdziwe nazwisko. I wydrukowane fotałki <3

Bias: 
T.O.P


Ukochana piosenka:


Uważam, że ma w sobie niesamowitą energię. Zawsze jak mi smutno, wystarczy że jej posłucham, albo obejrzę MV i jakoś lepiej się czuję. MV jest takie energiczne, radosne, powiedziałabym że nawet szalone! Uwielbiam BigBang za tę piosenkę! <3 I ten głupi G-Dragon, w rudych włosach! I Seungri, Daesung, Taeyang <3 KOCHAM!!! I czekam na COMEBACK! OD DZIŚ JUŻ TYLKO 5 DNI!!! AAAAAAA

4. SHINee - oni są po prostu wspaniali! Piękni, mili, o cudownych głosach! Ciężko ich nie lubić! ;) Kiedyś najbardziej kochałam Onew, teraz po tej piosence:


wszystko się zmieniło. Tak, to moja ukochana. I śpiewa tu tylko jedna osoba z SHINee. Jonghyun. Boże, rozpływam się jak słyszę jego głos! Moje serce drży i nie wie co ze sobą zrobić! Wariuję, moje myśli się plątają! Czy to już jest miłość? 

He's making me CRAZY <3

JONGHYUN we własnej osobie: 

*_* <3


5. JAY PARK - a to nie zespół :D Taki mały błąd. To solowy artysta, którego kocham tak bardzo, że pierwszy album koreański, który kupię, będzie właśnie jego! Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Nie dosyć, że przystojny, to jeszcze ma świetny, hipnotyzujący głos! AAAAA <3


I teraz takie pytanie. Czy to już pornografia? CO ZA BRZUCH!!! *_* Wyjdź za mnie!

A piosenki nie potrafię wybrać jednej. Za bardzo go kocham! I tak tego nie obejrzycie, więc dam dwie <3 A co mi tam ;)


Nie będę nic mówić o tej piosence. Sami posłuchajcie a przekonacie się, dlaczego ją wybrałam <3




Od tej piosenki zaczęła się moja miłość. Ten głos, ten bit, ten seksowny teledysk! Słuchałam jej nie raz na zapętleniu na telefonie i nie znudziła mi się do dziś. Jest w niej coś takiego *_*


Wow, ale długi ten post ;) jeśli dotarliście aż tu, to cieszę się! Jutro dodam coś krótszego! Obiecuję. Mimo tego, mam jednak nadzieję, że post się podobał! I że posłuchaliście chociaż jedną piosenkę <3

Życzę wam zaczytanego dnia <3



21.3.16

Moja miłość - Michał Bajor



Michał Bajor - ur. 13 czerwca 1957 r., wybitny polski aktor i piosenkarz. Syn aktora-lalkarza Ryszarda Bajora i brat aktora Piotra. Będąc uczniem występował jako piosenkarz m. in. na festiwalach w Zielonej Górze, Opolu, Sopocie i Kołobrzegu. W 1979 roku zadebiutował na scenie Teatru Ateneum w sztuce "Equus" P.Shaffera. Rok później ukończył PWST w Warszawie. W latach 1980-94 aktor Teatru Ateneum w Warszawie. Od drugiej połowy lat 80-tych występuje przede wszystkim z własnymi recitalami, często wzorowanymi na stylu i repertuarze piosenkarzy francuskich. Nagrał kilka płyt, występował w filmach, śpiewał w musicalach. Za wszechstronne osiągnięcia w teatrze, filmie i na estradzie otrzymał nagrodę im. S. Wyspiańskiego (1985). "Quo vadis" jest powrotem artysty, na plan filmowy. Ostatnie filmy, w których wystąpił powstały przed 10 laty ("Niemoralna historia" B. Sass, "Ucieczka z kina Wolność" W. Marczewskiego).



Moja miłość do pana Bajora, zaczęła się w drugiej klasie gimnazjum. I to za sprawą nauczycielki od polskiego, a dokładniej dzięki Quo Vadis. Mam oczywiście na myśli film. Książka mi się spodobała, jednak nie zdołałam jej skończyć, a ekranizację oglądałam z zapartym tchem, czekając na moment gdy Neron znów pojawi się na wielkim ekranie.

Nastała ta chwila. Rudowłosy Neron, gra na lutni. I śpiewa. Gdy wszyscy inni w klasie, rozmawiali, słuchali tylko jednym uchem, nawet nie patrząc na telewizor, ja siedziałam jak zamurowana i… Pochłaniałam każdy nutę jaka wydostała się z ust aktora. Jego głos był tak niesamowicie piękny, że moja dusza zakochała się w nim, stał się on jej melodią. To on obnażył we mnie niezwykłą wrażliwość i wzbudził miłość do muzyki innej, niż znany mi dotychczas pop. Wpatrywałam się w przystojne oblicze nieznanego mi wówczas Michała Bajora, wsłuchiwałam się w niespotykaną ton i barwę głosu. Bardzo męskiego, a jednocześnie nieziemsko delikatnego i pięknego.

Wzbudził we mnie ogromną moc uczuć, praktycznie ze łzami w oczach, starając się je ukryć przed resztą klasy, słuchałam tej iście boskiej muzyki. Moja dusza śpiewała razem z nim, choć gubiła się w tekście. I nagle koniec.

Ogarnął mnie tak ogromny niedosyt, nagle zaczęło mi czegoś tak straszliwie brakować. Ale jak to już koniec? Nie! Nie… Od razu po lekcji podeszłam do pani. Spytałam się kim jest ten aktor i czy to naprawdę jego głos. Tak też usłyszałam z ust nauczycielki dwa słowa. Dwa słowa, które na zawsze zmieniły moje życie.
Michał Bajor. 

Michał.

 Bajor.

Czyż nie brzmi to jak poezja? Czyż nie brzmi to jak droga dla zbłąkanej, okrytej ciemnością duszy? Czyż nie są to dwa słowa, które napawają nadzieją i miłością?

I tak też, zaczęła się moja przygoda z tym cudownym artystą. Nim się obejrzałam śpiewałam razem z nim przepiękne ballady, nie zważając nawet na to, że brzmię jakby mi ktoś gardło podrzynał, albo jakby mi słoń nadepnął na ucho. Śpiewałam  „Moja miłość największa”, „Moja Droga”, „Samotnie”, „Balladę o Brzasku”, „Błędnego Rycerza”, a także najukochańszą „Inną Bajkę”, do której nawet napisałam wiersz i pokazałam pani od polskiego, tłumacząc oczywiście co było inspiracją. Radość na twarzy nauczycielki, była czymś co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że Michał Bajor, to osoba z której głosem spędzę resztę życia. Bo raczej mało prawdopodobne było to, bym mogła posłuchać go kiedykolwiek na żywo. A pragnęłam tego niesamowicie mocno. Byłam zakochana po uszy, czego wyraz dawałam na każdym kroku, iście maniakalnie słuchając ulubionych 18 utworów.

Minęły 4 lata. A moja miłość ani odrobinę nie zmalała. Co prawda, nie słucham ulubionych dzieł już tak często, ale nadal wprawiają mnie w iście anielski nastrój. „Przychodzimy, odchodzimy - stópkami, nóżeczkami”.

Nadal trwam w tej miłości. I ostatnio dostałam szansę. Mówiąc ostatnio, mam na myśli zaledwie 48 godzin temu. Dostąpiłam zaszczytu tak ogromnego dla mojej umęczonej miłością duszy, który wcale ciężaru nie ściągnął, a jeszcze bardziej obciążył.

A moją szansą, był koncert pana Michała, w mieście obok mojej wsi. Jak tylko się dowiedziałam, że przyjedzie on do nas, to praktycznie oszalałam ze szczęścia. Chodziłam w kółko wokół plakatu, obserwując niezwykle przystojne oblicze ukochanego artysty, nie mogąc uwierzyć, że to naprawdę się stanie! Wiedziałam, że dostałam możliwość poznania go na żywo, posłuchania głosu, który tak mnie fascynował przez 4 lata, w Sali teatralnej, widząc Michała Bajora prawdziwego, z krwi i kości.

Jednak także wpadłam w przerażenie. Bilet rzędem 60, lub 70 złotych, w zależności od wybranego miejsca. Wątpiłam by rodzice dali mi taką kwotę. Może wydawać się że to niewiele. Jednak nie dla mnie. Bałam się spytać, wiem że są nauczeni ogromnego oszczędzania. Nasze życie kilka lat temu nie było łatwe, przez co pojawiła się w ich umysłach pewna ostrożność.

Jednak, pomijając mnóstwo wylanych łez, gdy serce prawie mi pękało na myśl, że mogę pominąć tak wspaniałą okazję, by poznać pana Michała, w końcu udało się. Zamówiłam bilet online, wydrukowałam i położyłam w bezpiecznym miejscu, na półce, by czekał na tę wiekopomną chwilę.

Najgorsze było czekanie.

I w końcu nastał ten dzień. Gdy cała drżąc usiadłam na balkonie w Sali, wokół mnie mnóstwo ludzi, a minuty dłużyły się jak godziny.

I nagle zgasło światło. A zza sceny wyszedł ON. Choć wydawał się niezwykle niepozorny, wiedziałam że tak nie jest. Serce trzepało mi w piersi, policzki miałam mokre od łez, które starałam się ukradkiem ocierać, tak by sąsiedzi po obu moich stronach niczego nie zauważyli. Nie mogłam przestać płakać przez 10 minut, denerwowało mnie to ale nie potrafiłam. Wzruszenie tak mocno przejęło mą duszę, przelewało się z prawa na lewo, ujście znajdowało właśnie przez zasłonięte okularami oczy.

Gdy pan Michał zaczął śpiewać, potok łez tylko się wzmógł. Czułam się jak idiotka, ale emocje zawładnęły mną bez reszty. To było zbyt piękne aby było prawdziwe. I dotąd bym w to nie uwierzyła, gdyby nie pamięć i stojąca przede mną ramka, co prawda nie ze zdjęciem, ale czymś równie cudownym. Gdy przechyliłam głowę w lewo, on patrząc na mnie także przechylił. Gdy przechyliłam w prawo, stało się to samo. I tak jeszcze kilka razy. Moją twarz ogarnął tak ogromny uśmiech, przepełniony szczęściem, jakiego nigdy nie czułam. Może mi się wydawało, może tak naprawdę wcale się na mnie nie patrzył, a był to jedynie przypadek, lub wymysł mojego umysłu. Nawet jeśli, to to domniemane urojenie, dało mi ogromne szczęście. Dziwne? Tak, wiem o tym.

Pan Michał opowiadał anegdotki, wspaniałe historie z życia swojej przyjaciółki Alicji Majewskiej, opowiadał o kompozytorach muzyki, z piosenek które śpiewał. Niestety miejsce w którym siedziałam, nie pozwalało mi widzieć go dokładnie, gdy kupowałam bilet został tylko balkon. Ale głos brzmiał pięknie i głośno. Zazdroszczę niesamowicie tym, co byli w pierwszym rzędzie. Przez cały koncert miały jego niezwykłe oblicze ledwie metr od siebie. A skoro jego aura docierała na o wiele oddalony balkon, to jak ogromna musiała być tak blisko niego?

Czas minął błyskawicznie. Nim się obejrzałam, zapaliło się światło.

Błagałam by nie była to prawda. I nagle usłyszałam te słowa: „Oczywiście, będzie możliwość dostania autografu, jak tylko się przebiorę to przyjdę do Was”.

Gdy stałam w kolejce, ręce trzęsły mi się niemiłosiernie, rozglądałam się dookoła, starając uspokoić tym swoje zszargane nerwy. Byłam coraz bliżej osoby, która przez 4 lata była mi ostoją, autorytetem. Ujrzałam swoją obecną wychowawczynię i w nerwach powiedziałam z ogromnym uśmiechem „Dzień dobry”, nie ważne że była już 20.30. Zaraz spłonęłam rumieńcem, zdając sobie sprawę z własnej głupoty. Boże, dziewczyno uspokój się!

Oczywiście, nie zdziwiłam się, gdy mój wzrok padł na uśmiechniętą od ucha do ucha, nauczycielkę z gimnazjum, dzięki której zakochałam się w pani Bajorze. Stałam wtedy z głupim uśmiechem na twarzy, odprowadzając ją wzrokiem. Wiedziałam że się pojawi, nie przepuściła by takiej okazji.

I nagle nastała moja kolej. Rozprostowałam bilet i powiedziałam swoje imię. Chciałam powiedzieć więcej, uśmiechnąć się, szepnąć jak bardzo go szanuję, jak bardzo go kocham, jak wielce jest ważny w moim życiu, ale nie potrafiłam. Patrzyłam tylko bezradna, jak jego pomarszczona dłoń niezwykle pięknym pismem kreśli moje imię. Marlena…
Pragnęłam go przytulić, objąć i nie wypuścić z ramion już nigdy. Ale nie potrafiłam… Strach i przerażenie do granic możliwości przejął moją duszę. Nie wolno mi prosić o coś takiego. Może i pan Michał zgodziłby się abym go przytuliła, ale co jeśli się nie zgodzi? Głupie rozterki nieśmiałej dziewczyny, sprawiły że straciłam tę szansę. Gdybym tylko wzięła aparat, to miałabym z panem Bajorem zdjęcie. Gdybym się odważyła, to może bym powiedziała kim dla mnie jest i jak wiele zrobił dla mnie, nie robiąc nic.

Ale nie potrafiłam…

Podziękowałam więc z nieśmiałym uśmiechem, w naprędce chowając zdobyty autograf do torebki, dbając by się nie pogniótł. A w domu z największym pietyzmem włożyłam go do ramki, czyniąc rzecz, z której mój tata dosłownie kilka minut temu się śmiał.

Nikt nie zrozumie tej miłości, jeśli sam jej nie pozna. I choć dla niektórych z was to co teraz mówię, może być dziwne, a nawet szalone, to dla mnie jest to coś całkowicie normalnego. Coś z czym żyję każdego dnia i tylko czasami na chwilę zamykam w sobie, by nie dręczyć swojej duszy za bardzo. Ale zaraz wracam i na nowo słucham ukochanych piosenek i głosu, który ogrzewa moje serce, sprawiając że na powrót staję się prawdziwa. Tylko wtedy mogę się uzewnętrznić, śpiewając razem z ukochanym artystą.

Michała Bajora kochałam, kocham i kochać będę aż po kres jego i moich dni. Bo taki głos, taki artysta jak on, nie trafi się więcej. Dla mnie jest to osoba niesamowicie ważna.

I obiecuję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. I wtedy odważę się. Może tych wszystkich słów nie wypowiem, ale spytam o to, co tym razem mi się nie udało. Dlaczego tak bardzo mi na tym zależy?

Nie wiem.

I nim skończę, pragnę zaprosić was do muzycznej uczty, z moją ukochaną "Inną Bajką". <3




Pozdrawiam cieplutko i życzę miłości takich jak moja,
Marlena Marszałek


Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.