Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

19.1.18

[Recenzja Przedpremierowa] 66. "Kredziarz" C. J. Tudor - Musicie to przeczytać!



Aż drżę z podniecenia, wprost nie mogąc się doczekać, aż podzielę się z wami swoimi przemyśleniami na temat książki, która za granicą zbiera same pochwały, a swoją premierę w Polsce będzie mieć 28 lutego. Dzięki akcji Wydawnictwa Czarna Owca, udało mi się ją zdobyć prawie dwa miesiące przed premierą i jak tylko dostałam ją w swoje lepkie łapki, to przyssałam się do niej, chcąc jak najszybciej ją przeczytać. Czy spełniła moje oczekiwania? Czy jest tak dobra, jak mówiono? Czy jest w ogóle warta waszego czasu i pieniędzy? 

3 razy tak. 

A niżej dowiecie się dlaczego.

Już nigdy nie zetrę kredy z dłoni.


W mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu kryją się najbardziej fascynujące koszmary i tajemnice.

Rok 1986. Eddie i jego przyjaciele dorastają w sennym angielskim miasteczku. Spędzają czas, jeżdżąc na rowerach i szukając wrażeń. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Pewnego dnia jeden tajemniczy znak prowadzi ich do ludzkich zwłok. Od tej chwili wszystko zmienia się w ich życiu.

Trzydzieści lat później Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Uważają, że to żart do momentu, gdy jeden z nich nie ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Do Eddiego dociera, że jedyną drogą do ocalenia siebie przed podobnym losem jest próba zrozumienia, co tak naprawdę stało się przed laty.
Kredziarz to najlepszy rodzaj suspense’u, w którym teraźniejszość doskonale współgra z reminiscencją, każda postać jest wyraźnie zarysowana i interesująca, żadna z zagadek nie pozostawia w czytelniku niedosytu, a zwroty akcji zaskoczą nawet najbardziej doświadczonego czytelnika. 

Jak tylko usłyszałam o tej książce, to wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać. Chciałam dowiedzieć się, co sprawiło, że jest o niej tak głośno. Co sprawiło, że poruszyła tak wiele osób i została hitem. Rzadko się zdarza, żeby debiut autora (autorką jest kobieta), był tak dobry, debiutantom bardzo ciężko jest się wybić spośród tysięcy. Ciężko jest też trafić, jeśli chodzi o swoją niszę. Ciężko jest teraz wymyślić coś, czego jeszcze nie było i sprawić, że czytelnik będzie chciał poznać kolejne twoje powieści. I dlatego też, jak pisała wcześniej, jak tylko wyciągnęłam "Kredziarza" z koperty, to pobiegłam do pokoju, wskoczyłam pod kołdrę i zaczęła czytać. 

Nie od razu zapałałam miłością do tej powieści. Wciągnęła mnie już od pierwszych słów, to prawda, ale było w niej coś odpychającego. Przeczuwam, że to jedynie moja własna wyobraźnia. Rzadko czytam takie książki i dlatego czułam się na początku trochę niekomfortowo. Krew, morderstwa, dosyć podejrzane dzieciaki, dziwne sny głównego bohatera wprawiały mnie w lekkie skonfundowanie. Ale nie trwało to długo, z każdą kolejną stroną coraz bardziej zagłębiałam się w fabułę i nie mogłam się doczekać zakończenia i rozwiązania wszystkich tajemnic. Obserwowałam niezbyt rozgarnięte dzieciaki, później dorosłych, którzy wbrew pozorom wcale się nie zmienili, później znów dzieciaki i tak na zmianę. 

Autorka opisuje wydarzenia sprzed 30 lat i czasy obecne, na zmianę, po jednym rozdziale. Często zdarzało się, że gdy kończyłam rozdział z roku 1986 i miałam ogromną ochotę ominąć rozdział 2016 i dowiedzieć się co było dalej w 86. Ale nie omijałam i taką samą sytuację miałam z rozdziałem 30 lat później. A to idealnie świadczy o tym, że nic tutaj nie jest przypadkowe, wszystko jest ze sobą perfekcyjnie połączone. C. J nie skupiła się wyłącznie na samym głównym wątku. Pokazała również relacje chłopców i "normalne" codzienne dni z ich życia, dzięki czemu są o wiele bardziej realni, o wiele bardziej prawdziwi, można ich dotknąć, poznać ich charaktery, uczucia, zrozumieć co nimi kierowało w danych momentach. Jest to naprawdę ogromnym plusem, bo dzięki temu mamy wrażenie, że to wszystko jest zapisem realnych wydarzeń! Uwielbiam takie książki, w których w pewnym momencie czytelnik już sam nie wie, czy to tylko fikcja, czy zapis prawdziwych zdarzeń. I też takie, w których nie wie, w co ma wierzyć i kto tak naprawdę zawinił.

C. J jest subtelna. W jej książce krew nie leje się strumieniami, a czytelnik nie trzęsie się ze strachu przez cały czas. Wszystko jest delikatne subtelne, przychodzi z niezwykłą łatwością i prostotą. Każdy element jest przemyślany i choć na początku może się wydawać, że został tam wrzucony jako zapychacz, to jest wręcz przeciwnie. Jednak, nie myślcie sobie, że "Kredziarz" jest nudny. Nic bardziej mylnego. Akcja nie pędzi, ale również się nie ślimaczy. Jej prędkość moim zdaniem jest idealna, a stopniowanie napięcia bardzo dobrze przemyślane. Nawet przez chwilę nie miałam wrażenia, że coś tu jest nie tak. I do tego, moja czujność została uśpiona, tak bardzo się zaczytałam, że pominęłam wiele istotnych faktów (które później nadrobiłam) i miałam ogromną frajdę, gdy w końcu połączyłam prolog i ostatni rozdział. I dopiero wtedy całe napięcie wybuchło, a mi zrobiło się niedobrze.


Wiem, że brzmi to źle. Ale to jest ogromny komplement, uwierzcie mi. Nawet tylko dla tego jednego uczucia było warto przeczytać tę książkę. Ale plusów jest o wiele więcej, nie tylko zakończenie. Mogłabym pisać o nich godzinami, bo "Kredziarzem" jestem bezgranicznie zachwycona i już mam w planach ponowne przeczytanie go za jakiś czas, by wyłapać wszystko co mogłam pominąć za pierwszym razem. A jako, że czyta się niesamowicie szybko i naprawdę ciężko się oderwać, to nie żal mi czasu. Bardzo rzadko czytam książki więcej niż raz. A tutaj po prostu muszę zrobić wyjątek. Cieszę się, że to cudo zdobi moją półkę, nie dosyć że treść jest po prostu perfekcyjna, boska, świetna itd, to do tego jeszcze ta świetna okładka i grzbiet w którym się po prostu zakochałam. Póki co, uznaję tę książkę za najpiękniejszą wśród wszystkich które mam. I jak na razie, jest to najlepsza książka w tym roku. I coś czuję, że jeszcze długo tak pozostanie.

No cóż, mogę podsumować to jedynie tak. Dzieci również mają swoje sekrety. I to takie, które nawet dorosłej osobie mogą zmrozić krew w żyłach, tak jak sekret Eddiego zmroził moją. Ta książka pozostawiła mnie z dziwnym uczuciem niepokoju i ogromnym zadowoleniem. Nie podejrzewałam o to chłopca, chociaż autorka nie skąpiła wskazówek. To, co odkryłam na końcu powieści, nawet przez sekundę nie przyszło mi wcześniej do głowy. Byłam zniesmaczona, czułam się naprawdę dziwnie. Nie miałam pojęcia co myśleć i gapiłam się tylko na białe kredowe ludziki na grzbiecie i zastanawiałam się nad wieloma nierozwiązanymi sprawami (niby zostały rozwiązane, ale jeśli spojrzeć na to wszystko już po skończeniu powieści, to nagle to spojrzenie jest inne). Wszystko się wyjaśniło, jednak największa tajemnica. No cóż, chyba wolałabym tego nie wiedzieć. Jak przeczytacie to zrozumiecie. Ostatnie kilka stron całkowici to zmieniło, zaczęłam postrzegać ją w ogóle inny sposób i nie ukrywam, przeraziłam się. W jednej chwili brakło mi tchu, a kredowe ludziki rozpoczęły pełen radości taniec.


Ta książka jest po prostu genialna. Pozostawia po sobie ślad kredy, który za cholerę nie chce zejść. Jest w niej coś takiego, co po prostu nie pozwala szybko o niej zapomnieć. Styl autorki jest naprawdę dobry, w szczególności jak na to, że jest to debiut! Przeczytałam trochę debiutów w swoim życiu i żaden nie był tak dobry, jak "Kredziarz". Pomysł na fabułę jest prosty, ale jednocześnie wyjątkowy. Nie brakuje akcji, mroku, tajemnicy. I nawet jeśli chciałabym przytoczyć wam jakieś wady, to po prostu ich nie widzę. No może oprócz momentami zbyt długi opisów, jednak mi to kompletnie nie przeszkadzało. Konieczne musicie zrobić miejsce dla "Kredziarza" na waszej półce. Dajcie mi później znać jak się wam podobało. Ja jestem zachwycona, co pisałam już chyba ze 4 razy.

Jeżeli szukacie czegoś niekonwencjonalnego, co ma w sobie to "coś", to "Kredziarz" będzie doskonałym wyborem. Łatwo o nim nie zapomnicie ;) Zapomniałam jeszcze dodać, że na początku, książka ta bardzo przypominała mi "To" Stephena Kinga, ale to tylko na początku. Później to wrażenie znikło. Obie książki można do siebie porównać, ale nie powinno się tego robić, bo obie są naprawdę dobre.

Perła wśród kryminałów. Nic dodać, nic ująć.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca, za możliwość przeczytania tej powieści.

Pozdrawiam was kochanie serdecznie i życzę wspaniałego dnia!
Marlena Marszałek

17.1.18

[Recenzja przedpremierowa] Recenzja 65. "Czerwony Parasol" Wiktor Mrok



Dawno mnie tutaj nie było, za co naprawdę bardzo was przepraszam! Zima zawsze tak na mnie działa, mam ochotę jedynie zaszyć się w łóżku i wygrzewać pod ciepłą kołderką, oglądając jakiś serial, np. ostatnio moją uwagę pochłania "Gra o Tron". Miały być blogmasy aż do świąt, a było ich zaledwie 6. Obiecuję, za rok lepiej się do tego przygotuję. Jednak, nie myślcie sobie, że podczas ten przydługiej przerwy, oglądałam jedynie seriale. Od tego czasu udało mi się przeczytać 5 książek, a o jednej z nich mam zaszczyt opowiedzieć wam w tym właśnie poście. Niestety, nastawiałam się na bardzo optymistyczną i pełną pochwał opinię. Jednak nie będzie tak kolorowo. 

Naprawdę rzadko zdarza się, żebym krytykowała jakąś książkę. Mam to szczęście do książek, że jakimś cudem zawsze trafiam na coś niesamowitego. Albo po prostu mój gust nie jest szczególnie wysmakowany, co może być bardzo prawdopodobne. Jednak i mnie czasem zdarza się "zhejcić" książkę. Książka, o której wam dziś opowiem swoją premierę ma 19 stycznia i zapowiadała się naprawdę interesująco. I taka była, jednak pozostawiła po sobie ogromny niedosyt i uczucie, że coś tu poszło nie tak. Jednak, zacznijmy od początku.
Mam naprawdę ogromny problem, by dostatecznie opisać swoje myśli na temat tej książki. Pragnę jak najlepiej opisać wam, jak się czułam czytając ją, opowiedzieć ciutkę więcej o fabule, rozwinąć jakiś sensowny monolog. Nie potrafię ich ubrać w słowa, nie przez przerwę, a przez to, że nie mam doświadczenia w pisaniu opinii o książkach zawierających taką tematykę. Postaram się jednak jak najlepiej ją wam przybliżyć, choć coś czuję, że nie będzie to łatwe.

Zimowa Moskwa. Siedemnastoletnia Tatiana, wracając z treningu gimnastyki, nie wie jeszcze, że jej życie za chwilę zmieni się nieodwracalnie. Kiedy w swoim domu, w zamożnej dzielnicy miasta, znajduje brutalnie zamordowanych rodziców i siostrę, nie pozwala sobie na rozpacz. Działa instynktownie, wiedziona twardym sportowym charakterem. Zabezpieczona przez ojca, odkrywa w domowej skrytce tajemnicze ampułki i pendrive’a. Los nie dał jej wyboru − musi dorosnąć, musi podejmować decyzje, od których zależy jej życie i dużo, dużo więcej. Czy wykaże się bezwzględnością? Czy będzie potrafiła zabić z zimną krwią? Liczy się wykonanie zadania.

Czerwony Parasol to oparta na faktach historia, wyciągnięta z tajnych akt służb specjalnych. Od początku do końca trzyma czytelnika w niesłabnącym napięciu, zaskakując nagłymi zwrotami akcji. Wyraźne wątki polityczno-historyczne stanowią mocne tło szpiegowskiej, kryminalnej akcji, która toczy się w różnych krajach i na różnych kontynentach. Książka odsłania tajne metody działania służb specjalnych, zachowując jednocześnie lekkość przekazu i barwny, często dowcipny styl. Powierzając młodej dziewczynie rolę głównej postaci, autor w odważny sposób przełamuje stereotyp bohatera powieści sensacyjnej, dbając przy tym o zachowanie konwencji gatunku.


Ostatnio staję się coraz większą fanką takich książek. Ślinię się na ich widok, nie mogąc doczekać się pędzącej akcji, która wyciśnie ze mnie ostatnie poty, sprawi że dosłownie będę aż drżeć z emocji. I choć zwykle moje oczekiwania nie są wysokie, to tutaj, po historii wyjętej prosto z akt służb specjalnych, oczekiwałam czegoś co powoli mnie na kolana. Pewnie po moim niezbyt optymistycznym wstępie, sądzicie, że książka moich zachcianek nie spełniła. No i po części macie rację. Gdyby nie pewien mankament, to spokojnie dałabym tej książce ocenę 9/10 i uplasowałaby się dosyć wysoko na liście książek przeczytanych w tym roku. Więc, spytacie, skoro książka cię zadowoliła, to skąd takie myśli o niej? Tego dowiecie się za chwilkę. 

Jako, że nie jestem znawcą takich książek, to będę jak zawsze, kierować się jedynie moim odczuciami. Zawsze jestem z wami szczera, może nie aż do bólu, bo uważam, że to jest całkowicie nie potrzebne. Jednak, mniejsza z tym. Nie będę wam bardziej przybliżać fabuły, bo sądzę że opis doskonale ją oddaje. A jeżeli chcecie wiedzieć, jak to wszystko się zakończy, to nie pozostaje wam nic innego, jak tylko przeczytać tę recenzję i lecieć do księgarni. Bo w gruncie rzeczy, sądzę że warto. Książka ma naprawdę wiele plusów, dla których warto się z nią zapoznać. Jednak, są też minusy. A raczej jeden, bardzo mocno bijący po oczach minus, który bardzo stłamsił potencjał tej powieści. Wydusił z niej to, co na początku było jej ogromnym atutem. A chodzi mi tutaj o wątek miłosny, który mam wrażenie został tutaj wepchnięty na siłę, tylko po to by zadowolić również czytelniczki, które w powieściach tego typu aż tak bardzo się nie lubują. 

Nie ukrywam, że naprawdę mocno mnie to raziło po oczach. To nie tak, że jest on tutaj niepotrzebny, gdy nie on bohaterka stałaby się albo bezwzględną, pełno okrucieństwa i chęci zemsty, dziewczyną ze złamanym sercem, albo po prostu umarłaby kilka dni po utracie rodziny. Nie mam nic, do tej części miłosnego wątku, bo akurat ona ma sens i nie jest tutaj wstawiona od tak. Jednak, boli mnie to, że na opis przytulanek, miłostek, całowania, seksu itd. autor przeznaczył tak ogromną ilość stron. To sprawiło, że klimat kompletnie opadł, sflaczał jak przebity balon. Za słodko, za tęczowo. To jest naprawdę ogromny kontrast z pierwszym stronami powieści, który wypala oczy. Wiem, mogę brzmieć teraz jak przeciwnik wszystkiego, co związane jest z miłością. Nie oznacza to jednak, że wątek ten był jakoś szczególnie odpychający, jedynie uważam, że autor za bardzo skupił się na nim, zamiast na głównym wątku. 

Podobała mi się relacja Tatiany z Igorem, jednak kompletnie nie pasowała mi do tej powieści. Takie jest moje zdanie ;) Jest jeszcze jedna rzecz, która łączy się z wyżej wspomnianą. Powieść miała naprawdę ogromny potencjał, jednak przez to, jak wiele z akcji zabrał wątek miłosny, zakończenie kompletnie mnie nie usatysfakcjonowało. Nastąpiło za szybko (co z tego, że powieść ma prawie 600 stron) i jakoś tak od czapy. Czułam się naprawdę dziwnie jak do niego dotarłam. To wszystko skończyło się jakoś za prosto, brakowało mi potężnej dawki skumulowanych wcześniej emocji. A no tak, przecież balonik został przebity... Oczekiwałam, że dowiem się o co dokładnie chodziło, oczekiwałam, że wszystko zostanie wyjaśnione. Nie zostało. Jednak to już minusem nie jest, a raczej ogromnym plusem. Koniec marudzenia, nie od tego tu jestem. Mimo tych dwóch minusów, książka miała też wiele plusów, ale opowiem wam tylko o kilku, resztę odkryjcie sami. 

Ogółem pomysł na powieść jest naprawdę dobry i naprawdę niewiele brakło, by była ona naprawdę doskonała. Mogłoby się wydawać, że ustanowienie główną bohaterką, 17-letniej dziewczyny, może być naprawdę złym pomysłem, ale nic z tych rzeczy. Tatiana ma charakterek, który nie raz zaskakuje. I to zawsze na plus. Nie da się przewidzieć jej reakcji, zawsze robi coś całkowicie przeciwnego. Jest stanowcza, mocna i bardzo szybko zapada w pamięć. To bohaterka, jakiej po tak młodej dziewczynie, kompletnie bym się nie spodziewała. Może to przez rosyjską krew? Kto wie ;) Powieść bardzo szybko przyciąga uwagę czytelnika opisem i okładką, która naprawdę ma w sobie coś wyjątkowego. Całość czyta się naprawdę szybko, nie tylko dzięki dużej czcionce, ale również dzięki stylowi autora, który co prawda jest specyficzny, ale jednocześnie intrygujący. Ja jak czytałam, to wiele razy się uśmiałam lub uśmiechałam się jak głupia. Całość mimo ponurej z pozoru atmosfery, jest napisana lekkim barwnym stylem, dzięki czemu, mimo że wydaję się, że książka będzie ciężka, to jest wręcz przeciwnie! Ją się dosłownie pochłania i chce się więcej!

Wiktor Mrok doskonale wie co robi, powoli buduje napięcie, by nagle wypalić z czymś czego się kompletnie nie spodziewaliśmy. Mamy tutaj niezwykłą, jak dla zwykłego człowieka, akcję, niesamowite gadżety, szpiegów. Do samego końca nie wiemy czy komukolwiek możemy zaufać. Na szczęście główna bohaterka ufa jedynie sobie, gdyby nie to, to ta biedna dziewczyna dawno by już zginęła. Widać, że autor włożył w powieść naprawdę dużo serca. Nie można mu również odmówić talentu, bo już od pierwszych stron widać, że ma go naprawdę wiele. Po prostu nie potrafi go jeszcze w pełni wykorzystać. Troszkę pracy i będzie idealnie. W szczególności, że jest to jego, jeśli się nie mylę, pierwsza książka. Naprawdę polubiłam jego styl pisania i nie mogę się doczekać kolejnych powieści! Coś czuję, że autor kryje w sobie ogromny potencjał i że jeszcze nie raz nas zaskoczy.  

"Czerwony Parasol" nie jest powieścią idealną, jednak nie można również powiedzieć, że jest zła. Potrafi trzymać w napięciu i zaskoczyć czytelnika. Jest to pozycja idealna na długie "zimowe" wieczory, którą pochłoniecie, jeśli dobrze pójdzie, w ciągu dwóch takich posiedzeń. Sądzę, że mogę z czystym sumieniem ją wam polecić, jednak radzę nie podchodzić do niej z aż tak dużymi wymaganiami jak ja. Jeżeli szukacie lekkiego dreszczyku, tajemnicy, odrobiny szpiegostwa i zaskakujących rozwiązań, to ta książka jest właśnie dla was. Jeżeli lubicie takie powieści, to koniecznie musicie ją przeczytać. 

Premiera już 19 stycznia! 

To by było na tyle, całuję i ściskam, naprawdę bardzo za wami tęskniłam <3
Marlena 

4.7.16

28. "Niezrównani" Alyson Noel

Na początek pragnę was z całego serca przeprosić za tak długą nieobecność na blogu. Wiele się przez ten czas działo i dobrego, i złego. Może kiedyś wam o tym opowiem, jednak dziś, cieszmy się! Powracam i mam zamiar ukoić spragnione książkowe dusze! 

Od dziś, na blogu zachodzi zmiana. Duża zmiana. Pewnie już zauważyliście, prawda? Nowa nazwa, nowe logo, nowa ja. 

Mam nadzieję, że nasza przygoda, rozpocznie się na nowo i będzie jeszcze bardziej niesamowita i wypełniona wspaniałymi książkami i nie tylko. Rozpoczyna się era pomysłów, marzeń i radości. Mam nadzieję, że zechcecie oddać mi kilka minut swojego życia, bym mogła na nowo pokazać wam czym jest dobra książka. Jesteście gotowi na nowe książkowe doznania, które ukoją wasze dusze? 

Jeśli tak, zapraszam.

***

Marzenia, które stają się koszmarem...

MÓJ INSTAGRAM!

Los Angeles, miasto wiecznych imprez, hedonistyczne niebo dla klubowiczów. Tutaj są najlepsze imprezy i największe gwiazdy. To tutaj możesz stać się kimś, na którego widok wszyscy krzyczą i piszczą. Ale jest jeden warunek. Musisz dać z siebie wszystko, im więcej siebie oddasz, tym lepiej.

Jak wiele zrobisz, by zyskać sławę? Do czego jesteś zdolny, byle tylko być na pierwszych stronach gazet?

Sunset Boulevard najlepiej oglądać w ciemnych okularach i z grubym portfelem w kieszeni. Jest szansa, że jakimś cudem dostaniesz się na listę vipów. A wtedy… Wszystkie najlepsze nocne kluby, stoją dla ciebie otworem. Tutaj królują ci piękni i bogaci. Istnieje tylko ryzyko, że jak wstąpisz do tego świata, to zostaniesz przez niego doszczętnie pochłonięty i już się nie wyrwiesz. Ale czego się nie robi dla sławy?

Poznaj Laylę, Aster i Tommy’ego, trójkę zwykłych-niezwykłych nastolatków. Każde z nich ma swoje marzenia, które wymagają od nich dużo pracy. To właśnie oni wejdą do kręgu wybrańców.

Gdy dowiadują się o pewnym konkursie, w którym można zdobyć nie tylko pieniądze ale także i sławę, od razu postanawiają wziąć w nim udział. Ich celem jest bycie promotorem i przyciągnięcie jak największej ilości celebrytów, znajdujących się na otrzymanej liście. Jednak najbardziej zapunktują, gdy uda się im przyciągnąć najpopularniejszą, niezwykle piękną i tajemniczą dziewczynę, młodziutką gwiazdę Hollywood, która mimo tak młodego wieku, zdobyła o wiele więcej, niż większość celebrytów.

Nagroda jest tak duża, że warto zrobić dla niej wszystko. Pieniądze, które otrzyma zwycięzca, są duże.
Jednak mimo iż na początku wszystko idzie dobrze, uczestnicy mają kolejne pomysły i walczą między sobą o wygraną, gdy jeden z konkurentów jest bliski zwycięstwa, staje się coś strasznego. Madison zaginęła. Czyżby ktoś ją porwał? A może została zamordowana?

Promotorzy są przerażeni. Co mogło się jej stać? Jakie tajemnice skrywa największa młoda gwiazda Hollywood? Kim  tak naprawdę jest?

Po opisie może wydawać się, że nie warto zawracać sobie głowy tą książką. Wydaje się typową młodzieżówką, która nie jest zbyt głęboka i nie niesie głębszego przesłania. Trójka nastolatków, która bierze udział w konkursie, by zdobyć pieniądze i sławę. Mamy wrażenie, że książka jest płytka. Jednak nic bardziej mylnego.

Już od pierwszych stron wiemy, że bohaterowie nie są zwykli. Każdy z nich wyróżnia się nie tylko marzeniami, ale także i zachowaniem, sposobem bycia, talentami. Nie są to mdłe, pozbawione życia postaci, śniące tylko o pieniądzach. Oni żyją od samego początku, są z krwi i kości, są tacy sami jak my. Layla pełna pasji blogerka, o ostrym charakterku, zadziorna, nienawidząca gwiazd, z całego serca pragnąca zostać dziennikarką. Aster niezwykle piękna, obdarzona talentem aktorskim, wyrazista i ognista. Tommy, przystojny, marzący o zostaniu muzykiem,  skrywający pewien sekret, którego nikomu nie może wyjawić. A raczej może, ale boi się jak zostanie on przyjęty. W szczególności, jak przyjmie go osoba, której on dotyczy.
Bohaterowie wykreowani przez Alyson są doskonali. Każdy z  nich jest inny, na swój sposób wyjątkowy. Każdy się czymś wyróżnia. Nie mówię już nawet o bohaterach pobocznych takich jak Madison, Ryan czy właściciel klubów i organizator konkursów Ira.

Wygrana w konkursie może spełnić marzenia naszych bohaterów. Jednak czy warto? Czy cena nie jest zbyt wysoka?

Książkę czyta się niezwykle szybko. Nie jest gruba, liczy sobie 334 strony. Rozdziały są krótkie, historia jest nam dawkowana  po trochu z perspektywy każdego bohatera. Raz narratorką jest Aster, innym razem Tommy i tak w kółko. Zazwyczaj nie lubię gdy książka jest tak napisana, bo jak się wciągnę w wydarzenia, których doświadcza jeden bohater, to nagle jego opowieść zostaje przerwana w najciekawszym momencie i muszę czytać historię kolejnego bohatera.

Jednak w „Niezrównanych”, nie przeszkadzało mi to tak bardzo. Co prawda na początku byłam zirytowana, ale czego się miałam spodziewać jest mamy nie jednego, a trzech głównych bohaterów? Rekompensatą były dla mnie poruszane przez Alyson wątki, a także kierunek w jaki ruszyła opowieść. Z sielanki, zamieniła się pod koniec w delikatny kryminał. Niesamowicie mi się to spodobało!

Niesamowicie podoba mi się okładka, jest przepiękna! Jednak samo wydanie już nie za bardzo. Mam na myśli grubość obwoluty. Moim zdaniem jest zbyt cienka, przez co łatwo się wygina. Jednak nie ma to aż takiego znaczenia w treści książki, więc nie będę się nad tym więcej rozwodzić.

„Niezrównani” są tak świetną książką, że jak ją czytałam w czytelni, to siedziałam z otwartą buzią, nie mogąc się oderwać nawet na sekundę, by pójść do ubikacji, bądź pobiec na autobus. Przez nią pojechałam godzinę później, a i tak miałam ochotę siedzieć tak do końca świata i nie kończyć jej w ogóle. Mimo, że nie jest to lektura, która wniosła do mojego życia wiele wartości i nie zmieniła ona mojego światopoglądu, nie odwróciła go o 180 stopni i nie sprawiła że piałam z zachwytu, to i tak jestem w niej zakochana.


I nie mogę doczekać się kolejnego tomu! Modlę się o to, by jak najszybciej się pojawił. Chcę odkryć tajemnice, jakie skrywa w sobie ta niezwykła seria! A coś czuję, że szykuje się coś naprawdę ogromnego! 

Pozdrawiam i życzę wspaniałych lektur, Książkowa Dusza.

29.4.16

25. "Srebrny chłopiec" Kristina Ohlsson

Gdy tylko skończyłam Szklane dzieci, od razu zabrałam się do lektury tomu drugiego, Srebrnego chłopca. Co prawda spodziewałam się opowieści o Billie, ale to, co dostałam, okazało się o wiele lepsze i niesamowicie intrygujące. Nawet bardziej niż pierwsza część!

Tym razem głównym bohaterem jest przyjaciel Billie, Alladin. 

Po wydarzeniach z pierwszej części wydawało się, że do Ahus w końcu zawitał spokój. Zagadka nawiedzonego domu dziewczynki została rozwiązana, a ona sama w końcu pokochała swój dom. Jednak w miasteczku jeszcze długo nie będzie spokojnie. Do portu przybija łódź z uchodźcami, którzy nie wychodzą z niej nawet na chwilę. Jakby tego było mało, rodzina Alladina, mieszkająca wcześniej w barce, teraz w wieży ciśnień, na której szczycie prowadzi restaurację, popada w kryzys finansowy. 



Interes nie idzie najlepiej, a na dodatek z kuchni restauracji zaczyna znikać jedzenie. Nikt nie wie, kto je podkrada, a wszelkie próby przyłapania złodzieja kończą się fiaskiem. Alladin bardzo często natyka się na dziwnego chłopca, swojego rówieśnika, ubranego mimo bardzo mroźnej pogody wyłącznie w stary sweter i krótkie spodenki. Niby nie byłoby to nic takiego, gdyby nie fakt, że pojawia się on i znika niespodziewanie, nie pozostawiając za sobą żadnych śladów. Czyżby do Ahus znów przybyły duchy? 

Trójka przyjaciół ze wszelką cenę próbuje zdemaskować złodzieja. Od tego, czy go złapią, zależy naprawdę wiele. Jednak zajmują się także inną, niezwykle intrygującą sprawą. Dowiadują się o pewnej legendzie, która, jeśli okaże się prawdą, może być ogromnym wsparciem w czasie finansowego kryzysu. Rozpoczynają poszukiwanie zaginionego skarbu. Dowiadują się, że kilkadziesiąt lat temu, w miejscu, gdzie dziś stoi wieża ciśnień, swój warsztat miał pewien złotnik, który został okradziony z ogromnej ilości srebra. Skarbu nigdy nie odnaleziono, a całkiem możliwe, że miejsce jego ukrycia jest bardzo blisko. 

Mimo iż strach paraliżuje dzieci, za wszelką cenę chcą odkryć dręczącą Ahus tajemnicę. To, czego się dowiedzą, będzie niezwykłe. 


W chwili gdy sięgnął po karton z żarówkami, zerknął przez przypadek w lustro. Najpierw zobaczył tylko siebie, ale potem spojrzał jeszcze raz i poczuł, jak serce mu zamiera. 
Za nim stał chłopiec w krótkich spodenkach. 
Alladin wydał z siebie krótki krzyk.
W tym momencie lampa pod sufitem zgasła i zrobiło się kompletnie ciemno.



Najlepsze w tej serii jest to, że może przeczytać ją każdy. Dla dziecka będzie wspaniałą, prawie że magiczną przygodą, od której nie będzie mogło się oderwać, a dorosły odnajdzie w niej skrawek swojego dzieciństwa, chwilę odprężenia i spokoju. Co prawda dziecko będzie o wiele bardziej zachwycone przekazaną na stronach historią, ale starszy czytelnik także znajdzie coś dla siebie. 

Mogłoby się wydawać, że książka przeznaczona dla dzieci nie będzie zawierała w sobie głębszych wartości, ale jest dokładnie odwrotnie. Oprócz ciekawej tajemnicy mamy też problemy, jakie spotykają każdego z nas, dzięki którym opowieść staje się prawdziwsza. Bohaterowie są jak żywi, bardzo łatwo można się z nimi utożsamić, nie są sztuczni. Podczas czytania cały czas ma się wrażenie, jakoby stali oni obok nas, a nie ukrywali się między literami na kartce. Są wiarygodni i niezwykle sympatyczni. 

Najlepsze jednak jest to, że momentami nawet ja miałam delikatne ciarki. Srebrny chłopiec, tak samo jak Szklane dzieci, wciąga niesamowicie i subtelnie przeraża. Nazwanie tej książki horrorem dla dzieci nie jest całkowicie trafne, ale sądzę, że w pewnym stopniu do niej pasuje. Obie części można czytać oddzielnie, mimo że są połączone w serię. Aby zapoznać się ze Srebrnym chłopcem, nie musimy znać pierwszej części. Ale lepiej jest przeczytać obie. 

Srebrny chłopiec to książka niezwykle ciekawa, która młodszych czytelników zachwyci, a i starszym może się spodobać. Wydanie jest równie piękne jak w przypadku pierwszej części. Cudowna okładka, twarda oprawa, powiększone litery, które ułatwiają czytanie osobom noszącym okulary i nie męczą oczu. Coś świetnego! 

Mogę z czystym sercem polecić ją każdemu, bez względu na wiek. Kristina Ohlsson jest niezwykle zdolną pisarką i mimo iż zwykle pisze kryminały, idealnie poradziła sobie w tego typu powieści. Widać, że potrafi się wgłębić w odczucia młodszych i zrozumieć, co jest dla nich warte uwagi, jednocześnie sprawiając, że starsi czytelnicy również nie będą zawiedzeni.

Pozdrawiam cieplutko, Marszałek Marlena

25.4.16

23. "Szklane dzieci" Kristina Ohlsson

Szklane dzieci to moje pierwsze spotkanie z Kristiną Ohlsson. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, ale nie ma się czemu dziwić. Jest ona pisarką kryminałów, a ja kryminały zaczęłam czytać dopiero w styczniu tego roku. Jednak po przeczytaniu tej książki jestem pewna, że jeszcze nie raz i nie dwa do niej wrócę. Skoro napisany przez nią horror dla dzieci wydaje się taki świetny, to kryminał spod jej pióra musi być czymś niemal boskim.

Przez wielu nazywana królową kryminałów, tym razem postanowiła napisać coś innego. I choć mogłoby się wydawać, że nie powinna odbiegać od obranego sobie gatunku, to moim zdaniem zrobiła bardzo dobrze.

Szklane dzieci to pierwszy tom nowego cyklu przeznaczonego dla dzieci. Kolejne części to Srebrny chłopiec i Kamienne anioły.

Może wydawać się, że książka przeznaczona dla dzieci nie spodoba się starszym. Ale w tym przypadku jest całkowicie odwrotnie. Ja, 18-letnia, poważna dziewczyna, która czyta książki pokroju Dziewczyny z ogrodu Parnaz Foroutan bądź Zwilczonej Adrianny Trzpioty, zakochałam się w cyklu pani Kristiny. Gdy zgodziłam się ją zrecenzować, nawet nie spodziewałam się tak ciekawej powieści. A świadomość, że przeznaczona jest młodszym czytelnikom, nie pomagała.

Główna bohaterka Szklanych dzieci to 12-letnia Billie. Gdy umiera jej ojciec, razem z matką przeprowadza się z Kristianstad do maleńkiej miejscowości Ahus. Rozpoczynają nowe życie w starym, drewnianym domu. Nie jest ona tym zachwycona i przeraźliwie tęskni za swoim dawnym miejscem pobytu. Dom, w którym musi teraz zamieszkać, przeraża ją tak samo jak fakt, że wygląda, jakby jego poprzedni właściciele w każdej chwili mieli wrócić. Opuszczając dom, pozostawili wszystkie swoje rzeczy, tak jakby uciekali w wielkim pośpiechu. Jedyną oznaką, że nie wrócą, jest ogromna warstwa kurzu pokrywająca wszelkie sprzęty. Wydaje się, że wszystko będzie dobrze. Minie trochę czasu, dziewczynka przyzwyczai się do nowego miejsca zamieszkania i wkrótce będzie cieszyć się, że teraz tu mieszka.

Ale ten dom skrywa pewną tajemnicę, która dręczy nowych mieszkańców. Już pierwszego dnia w nocy słychać stukanie w okno w znajdującym się na piętrze pokoju dziewczynki; w salonie zawieszona na haku lampa buja się bez żadnego powodu. W pomieszczeniu nie ma przeciągu…

Jakby tego było mało, ktoś na starej gazecie zostawia groźby, a na dachu słychać dziwne tupanie. Farba z elewacji odchodzi płatami, mimo iż nie powinna. Coś tu jest nie tak. Czyżby w tym domu były duchy? Billie nie wierzy w tego typu istoty i nawiedzone domy. Ale wszystko wskazuje na to, że tym razem musi uwierzyć. Najgorsze jednak wydaje się to, że dziewczynka na początku zmuszona jest sama uporać się ze swoim strachem, jej mama nie wierzy jej, starając się wszystko prosto wytłumaczyć.

Billie podeszła do stoliczka i pochyliła się, żeby go podnieść. Zamarła. Musiało jej się zdawać. Ukucnęła, żeby lepiej się przyjrzeć (…) Nad kreską, którą sama zrobiła z kurzu, ktoś zostawił odcisk bardzo małej dłoni. Jakby do domu weszło dziecko, kiedy się kąpały, położyło rękę na zakurzonej powierzchni i wyszło.

Jednak Billie nie daje się przestraszyć. Razem z Alladinem i Simoną rozpoczynają śledztwo. To, co odkryją, zmrozi im krew w żyłach.

Czytelnikowi także…

Jeśli szukasz książki, która przypomni ci, jak to jest być dzieckiem, to Szklane dzieci są idealne dla ciebie. Czytając, ma się wrażenie, jakby powieść nie była pisana teraz, ale przed kilkunastoma latami. Budzi ona w czytelniku tęsknotę za dzieciństwem. Wtedy, gdy człowiek był bardziej odważny, bystrzejszy. Jest ona jak powrót do Dzieci z BullerbynAni z Zielonego WzgórzaPsa, który jeździł koleją. Niezwykle swojska, prosta i jednocześnie intrygująca, na długo pozostanie w naszej pamięci.

Dla dorosłych czytelników jest idealną książką, gdy chcemy się zrelaksować, odpocząć od trudów życia; wydaje się lekka i z dreszczykiem emocji, który nie wystraszy docelowych młodzików. Może nie przejmiemy się aż tak bardzo historią w niej zawartą, ale na pewno nie odłożymy jej. Jest klimatyczna, wciągająca, bohaterowie raczej nie zachwycają, ale nie są także obojętni! Dzieci będą się przy niej niesamowicie bawić, a opowieść na pewno pochłonie je na długie godziny. I pewne jest, że jak dorosną, to wrócą do niej nie raz i nie dwa.

Wydanie jest genialne. Przepiękna okładka, twarda oprawa. I niezwykle przyjemne są też powiększone litery, które nie obciążają oczu, tak jak większość dzisiejszych książek. Czytelnik, który nosi okulary, tak jak ja, nie będzie się męczył, a czytanie stanie się dla niego czystą przyjemnością!

Zapraszam was serdecznie do zapoznania się z tą książeczką, na pewno się Wam spodoba! :)
Pozdrawiam, Marlena Marszałek

26.1.16

13. "Ekspozycja" Remigiusz Mróz


Jeśli jeszcze nie przeczytaliście "Ekspozycji" Remigiusza Mroza, to możecie albo tego żałować, albo w końcu to zrobić! Czeka Was kalejdoskop wrażeń, a także śmiertelna karuzela pełna emocji i adrenaliny, która wciągnie Was i nie wypuści aż do ostatniej strony. A całkiem możliwe, że nigdy nie będziecie w stanie z niej wyjść. 

"Ekspozycja", to kryminał o jakim tylko można marzyć. Kryminał, który straszy, zadziwia, przeraża. Lubisz mroczne tajemnice? Lubisz śmierć, która czyha na każdym kroku? A może pociągają cię przystojni, wygadani bohaterowie, którzy swoim wyjątkowym ironicznym i lekko sarkastycznym humorem, mimo zła wokół nich, rozbawią Cię praktycznie do łez? (Och, Forst, jak ja Cię lubię!).

Cała historia zaczyna się dosyć makabrycznie. Pewnego ranka turyści znajdują na Giewoncie coś strasznego. Powieszonego na krzyżu nagiego mężczyznę, a z jego ust komisarz Forst wyciąga starą złotą monetę. Nie ma żadnych śladów prowadzących do zabójcy, Wiktor Forst, mimo wielu lat pracy w policji, nigdy nie spotkał się z czymś takim. Z takim bestialstwem. 

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.