Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecam. Pokaż wszystkie posty

28.2.18

75. Recenzja "Bieg do gwiazd" Dominika Smoleń


Dziś mam dla was bardzo emocjonującą lekturę. Recenzję książki, która była najlepszym, co mnie w tamtym roku spotkało. Wprost nie mogłam się doczekać, by wam o niej opowiedzieć, ale musiałam poczekać. Przeczytałam ją dawno temu i nie jestem pewna, czy uda mi się w opisać te wszystkie emocje, które wtedy mną targały, ale będę się starać jak najlepiej przekazać wam swoje odczucia, co do tej powieści. Jedno mogę wam zdradzić już teraz, jeśli po nią sięgniecie, to nie będziecie w stanie jej zapomnieć. Historia Ady zawładnie waszym sercem, by na koniec je złamać. Oj, to nie będzie łatwa lektura. 

Czy diagnoza lekarska przekreśli marzenia młodej dziewczyny?
Cukrzyca. Słowo, które zmienia życie na zawsze. Choroba, z którą każdy może mieć do czynienia. Błogosławieństwo czy klątwa?
Ada była pewna, że usłyszała wyrok śmierci. Bez wsparcia rodziców i przyjaciół coraz bardziej zamykała się w sobie, popadając w depresję. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego dostała list od babci, który diametralnie zmienił jej nastawienie do rzeczywistości. Zapragnęła stać się normalną nastolatką, nawet jeśli oznaczałoby to walkę z własnymi słabościami.
Bieg do gwiazd to wstrząsająca historia o dziewczynie, która uczy się żyć na nowo. Historia, obok której nie można przejść obojętnie.

Czytałam ją jako ebook, wtedy jeszcze nie była wydana i wprost nie mogłam się doczekać, aż egzemplarz papierowy w końcu wyląduje w moich rękach. Ten czas upłynął szybciej niż się tego spodziewałam, ale to dobrze. Bo gdy w końcu trafiła w moje ręce, to po prostu się w niej zakochałam. I choć jeszcze nie przeczytałam jej po raz drugi, to na pewno to zrobię. "Bieg do gwiazd" zasługuje na to bardziej niż każda z książek, które przeczytałam do tej pory. Myślę, że porównanie jej do "Promyczka" Kim Holden, "Terapii" Kathryn Perez czy "Present perfect" Alison G. Bailey, którą dosłownie wczoraj przeczytałam, jest jak najbardziej prawdziwe i adekwatne. Ta książka, poruszyła nie tylko moje serce ale i rozum. To jedna z tych książek, które nie są tylko wypełniaczem nudnych chwil w naszym życiu, a stają się nim. W sensie naszym życiem. Sama nie wierzę, że to piszę. Ale tak właśnie jest! 

Polska potrzebuje takich książek, co do tego nie mam wątpliwości. W szczególności napisanych przez naszych polskich autorów! Nigdy wcześniej nie trafiłam na powieść, w której bohaterka walczyłaby z cukrzycą. Bardzo mało się o niej mówi, czasami mam wrażenie, że unika się jej na wszelkie sposoby. Depresja, rak, tak mówmy o nich. Myślimy, cukrzyca, nic takiego. Błąd. Cukrzyca to choroba, która zabija, której nie da się wyleczyć. Przyznam się wam, że mimo iż znałam jej objawy i następstwa z nią związane, to jakoś nie potrafiłam w to uwierzyć. A teraz czuję się jak ignorantka. Zawsze myślałam, że to nic takiego. Ot, wystarczy jedynie pilnować cukru i wszystko jest cacy. 

W mojej rodzinie, dziadzio choruje na tę chorobę już od ponad 30 lat. Babcia od dwóch. Nawet nie wiecie, jak bardzo, po zakończeniu czytania "Biegu do gwiazd" bolało mnie, że nigdy nie brałam tej choroby na poważnie. Dopiero w tamtej chwili otworzyły mi się oczy i spojrzałam na dziadzia całkowicie inaczej. Ujrzałam w nim zmęczonego, chorego człowieka, który każdego dnia wstaje z łóżka, choć jest to dla niego bardzo trudne. Wstaje, bo kocha żyć i nie wyobraża sobie nie wstać i nie spojrzeć babci w oczy. Ledwo chodzi, rany nie chcą mu się goić, jest cały czas zmęczony, ale nie poddaje się. 



I wtedy zdałam sobie sprawę, że naprawdę go podziwiam. Gdybym ja była na jego miejscu, to stałabym się taka sama jak Ada, główna bohaterka powieści. Nie radziłabym sobie sama z sobą, straciłabym chęć do życia i chciałabym jedynie zakończyć to cierpienie. Dziadzio sobie z tym radzi, bo gdy zachorował, był dojrzałym mężczyzną, musiał walczyć by utrzymać rodzinę. Ale co w przypadku Ady, dziewczyny, która zachorowała mają zaledwie 7 lat? W czasie, gdy jej psychika dopiero się kształtowała, a rodzina się od niej odsunęła? Tak jak mówiłam, "Bieg do gwiazd" nie jest łatwą powieścią. Nie przeczytacie jej na jednym tchu, bo po prostu nie dacie sobie rady z cierpieniem, które się z niej wylewa. Oczywiście, są też momenty gdy serce rośnie i uśmiech pojawia się na twarzy. Jednak najczęściej serce prawie pęka na pół, gdy widzimy jak dziewczyna po raz kolejny zamyka się w sobie i chce po prostu odpłynąć. 

Tak, to przerażające. I jednocześnie, równie przerażające jest to, że jest to fikcja, ale realna. Mam na myśli to, że taki scenariusz naprawdę mógł się zdarzyć, sama znałam podobny przypadek, a osoba o której teraz mówię, również ma na imię Ada. I mieszka zaledwie ulicę dalej. Jednak, wracając do powieści. Nie potrafiłam zrozumieć rodziców Ady, miałam ochotę wejść do książki i im coś powiedzieć, zmusić ich by otworzyli oczy i zobaczyli co zrobili. To było dla mnie bardzo przykre, ale wytrzymałam. Czytałam dalej, a smutek mnie nie opuszczał. A w chwili gdy nikłe światełko nadziei na nowo rozbłysło i dało owoce, Dominika szybko je zgasiła, a owoce schowała gdzieś bardzo głęboko. Zakończenie było dla mnie ogromnym zaskoczeniem i na nowo uruchomiło potok łez. 

Nie spodziewałam się, że "Bieg do gwiazd" pozostawi po sobie takie zgliszcza. Wiedziałam, że nie przejdę obok tej historii obojętnie, ale nie sądziłam, że tak mocno mnie ona poruszy. Pozostawiła po sobie ogromnego kaca moralnego i książkowego, do dziś nie mogę o niej zapomnieć i cały czas w głowie przewijają mi się kolejne sceny, kolejne słowa, kolejne obrazy. Zakochałam się w bohaterach, w Adamie, Lenie, Łukaszu, Karolinie, w Adzie. Zostali oni wykreowani doskonale, nie są oni płascy i każda postać ma swoje miejsce w książce i każda coś wnosi. A historia pewnego chłopaka do dziś siedzi mi w głowie.

"Bieg do gwiazd" to niesamowicie głęboka opowieść o chorobie, załamaniu, miłości, potrzebie wsparcia, depresji która pochłania duszę. Mimo swojej tematyki, czyta się lekko i z ogromną przyjemnością. Nie sposób przejść koło niej obojętnie. Nie musicie się martwić także o to, że czegoś nie zrozumiecie. Na końcu książki jest słowniczek, w którym autorka wyjaśnia wszystkie pojęcia związane z cukrzycą, dzięki czemu zrozumienie przyjdzie wam łatwo i bez odrywania się od książki. Wcześniej wspomniałam, że nie da się przeczytać jej na jednym wdechu, co szczerze mówiąc, jest w połowie prawdą. Bo mimo tego, bardzo ciężko jest się oderwać, bo wciąga niemiłosiernie, zajmuje serce i umysł, wypełnia każdy atom ciała i nie pozwala myśleć o czymś innym. 

Jest to zdecydowanie najlepsza książka, jaką przeczytałam w ostatnich latach. Była ona po prostu cudowna, cu-do-wna! I żałuję jedynie tego, że ma tak mało stron i że zapewne nie dowiem się, co stało się dalej, bo zakończenie nie wyjaśnia nam wszystkiego, a pozwala samemu wymyślić co się stało później. Była ona nie tylko wspaniałą lekturą, dzięki niej zrozumiałam wiele rzeczy i na wiele rzeczy inaczej spojrzałam. Zmieniła moje myślenie, za co naprawdę bardzo Ci dziękuję, Dominiko. Nie jestem w stanie wyrazić swoich uczuć, bo po prostu brak mi słów. I to nie dlatego, że piszę tę recenzję jakiś czas po przeczytaniu BDG, tylko dla tego, że tego nie da się opisać. Tę opowieść trzeba przeżyć samemu. Do czego gorąco was zachęcam! 

Mogłabym powiedzieć więcej, mogłabym pisać o niej godzinami, ale po co? Pozwólcie, że posłużę się słowami rekomendacji, które napisałam i które możecie znaleźć w książce, bo to właśnie one najlepiej oddają moje uczucia. 

"Bieg do gwiazd" to opowieść, która już od pierwszych stron chwyta za serce i wiele razy je łamie. To przepięknie napisana historia dziewczyny, która przez własną chorobę i brak wsparcia ze strony rodziny staje się wrakiem człowieka. Nadzieja jednak umiera ostatnia. Poruszająca, bolesna, prawdziwa. Koniecznie przyszykujcie paczkę chusteczek, przydadzą się. 

Polecam z całego serducha, myślę że to czas rozpocząć własny bieg do gwiazd <3
Marlena Marszałek

6.11.17

Jesienny Tag Książkowy - Co z tego, że to już w sumie zima?


Dziś przychodzę do was z tagiem, który mam wrażenie, powinnam była wykonać w październiku. Teraz to już raczej jest bliżej zimy niż jesieni, ale stwierdziłam, że przyda się coś lekkiego. Zapraszam was więc do wyjątkowo krótkiego tagu. Nie zapomnijcie koniecznie odpowiedzieć na te pytania w komentarzach! 


1. Kocyk, herbata i książka, czyli powieść idealna na jesienne wieczory.  

Ostatnio był u mnie post, o 10 książkach (poleconych przez blogerów), które idealnie nadają się na długie i leniwe wieczory. Możecie go znaleźć tutaj, do czego gorąco was zachęcam! Jednak ja, mimo że był wtedy taki plan, nie zabrałam głosu i nie poleciłam swojej książki. To może i lepiej, bo teraz przeczytałam pewne cudeńko i bardzo, ale to bardzo chce wam je polecić! Chociaż jestem pewna, że na pewno znacie już tę książkę. Skończyłam ją ledwo kilka godzi temu i jestem pod ogromnym wrażeniem! 

Mówię tutaj o "Lirogonie" Cecelii Ahern, którego recenzję będziecie mieć możliwość przeczytać już we środę. Jest to niezwykle piękna opowieść, która już od pierwszych stron zawładnęła moim sercem. Uwielbiam Cecelię Ahern, mimo tego że nie przeczytałam wielu jej książek. Za każdym razem, gdy sięgam po kolejną jej powieść, jestem zaskakiwana. "Lirogon" to opowieść o miłości, wrażliwości, o zagubieniu się w nowym świecie, a także o niesamowitym talencie, który wzrusza, ale jeżeli trafimy w złe ręce, to może zniszczyć. Bardzo długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki, co oczywiście było błędem. Czyta się ją szybko i naprawdę ciężko się oderwać. Na jesienne wieczory wprost idealna! 


2. Kalosze i kałuże, czuli książka, która zapewniła tobie wiele frajdy. 

Myślę nad tym i myślę. I po przejrzeniu książek, które przeczytałam w tym roku, stwierdziłam, że najlepiej bawiłam się przy "Lecie koloru wiśni" Cariny Bartsch. Świetnie napisana, z genialnymi bohaterami, którzy co krok rozbawiają czytelnika. Nawet nie wiecie jak przyjemnie mi się ją czytało, uwielbiałam główna bohaterkę za jej cięty język. Wiele razy zaśmiewałam się aż do łez. Mimo tego, że było tutaj wiele żarcików, książka nie była płytka, a sam wątek miłosny był po prostu genialny. Muszę w końcu przeczytać drugi tom ("Zima koloru turkusu"), jak teraz o nim myślę, to najchętniej już bym po niego sięgnęła. Szkoda, że nie mam własnego egzemplarza. No cóż, mówi się trudno. Jeżeli jeszcze nie znacie "Lata koloru wiśni" to wiecie co robić.






3. Hulający wiatr, czyli powieść, która targała twoimi emocjami.
  
Jedyna książka jaka przyszła mi w tej chwili do głowy, o której do tej chwili nie mogę zapomnieć, to "Dwór skrzydeł i zguby" Sarah J. Maas. Jeżeli czytaliście tę książkę, zrozumiecie. A jeżeli nie, to koniecznie musicie to zrobić! Nigdy tak się nie czułam, przy żadnej książce tak bardzo nie cierpiałam! Ona była cudowna, ale ostatnie sceny, ostatnie 150 stron tak bardzo szarpała moje serce, że dosłownie modliłam się o chwilę spokoju i siłą powstrzymywałam się od rzucenia nią. Jeżeli chcecie poznać moją pełną opinię co do tej książki, to koniecznie zerknijcie tu









4. Deszczowa pogoda, czyli ogromny wyciskacz łez. 

Ja nie płaczę przy książkach, jednak czytam teraz taką, po której spodziewam się, że będę płakać jak szalona. Sama jej tematyka jest cholernie bolesna, cholernie prawdziwa. Nie mogę wam o niej za dużo powiedzieć, bo moja przygoda z nią dopiero się zaczęła. Jednak póki co, to każda strona sprawia, że serce boli mnie niezwykle mocno i z trudnością łapię oddech. Już wam wcześniej o niej wspominałam, w listopadowych premierach. Swoją premierę ma 29 listopada, a mówię tutaj o "Terapii" Kathryn Perez, którą jestem po prostu zachwycona! Nie tylko oprawą graficzną, która jest wprost cudowna, ale także pieszczotliwością z jaką wykonana jest zawartość. Co do historii, o tym jeszcze wam opowiem. Jednak póki co, mogę powiedzieć, że ta książka na każdej stronie łamie serce. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej. Jest po prostu jedyna w swoim rodzaju. 




5. Złota polska jesień, czyli królowa trzeciej pory roku.

Absolutną królową jesieni mianuję "Promyczka" Kim Holden. Co prawda czytałam ją w wakacje, ale to nie ma tutaj znaczenia. Jeżeli jeszcze nie znacie tej historii, w co naprawdę szczerze wątpię, to koniecznie musicie się z nią zapoznać! Smutna, niezwykle piękna opowieść o dziewczynie, która skrywa pewien sekret, o dziewczynie, która jest promykiem słońca dla każdej otaczającej ją osoby. Jest to książka, która na długo zapada w pamięć i na stałe mości sobie leże w sercu czytelnika. Może i przewidywalna, ale napisana z tak ogromną wrażliwością, że jej przewidywalność nie ma żadnego znaczenia. Ta powieść daje nadzieję, momentami bawi ale co najważniejsze, podnosi na duchu. Absolutnie obowiązkowa dla każdej osoby o wrażliwej duszy. I także dla takiej, która swoją wrażliwość gdzieś zagubiła. Może to dziwne, ale postać Kate i jej wewnętrzne światło działa nie tylko na bohaterów powieści, ale również i na czytelnika. Coś cudownego!

To by było na tyle! Dziś było krótko, ale treściwie, mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza ;) Czytaliście którąś z podanych przeze mnie książek? Jeżeli tak, to jak się wam one podobały? A jakie są wasze królowe jesieni? Koniecznie napiszcie mi w komentarzach, a zapiszę je w swojej liście książek do przeczytania :3 Widzimy się już w środę. A może nie?

Pozdrawiam cieplutko, Marlena Marszałek

8.10.17

Październikowe cuda! Premiery książek, które musisz poznać!


Chcę powiedzieć jedynie, że nie potrafiłam wybrać tylko 10 książek, jak to mam w zwyczaju w tego typu postach. W październiku swoją premierę ma zbyt dużo cudownych książek! Zapraszam do zapoznania się z premierami! I nie zapomnijcie napisać, która najbardziej przypadła wam do gustu ;*
___________________________________________________________________

"Pasażerka" Alexandra Bracken | Data premiery: 11 października | Wydawnictwo: SQN | Cena: 36,90 zł | Liczba stron: 432

Współczesna nastolatka i XVIII-wieczny pirat w szalonym wyścigu z czasem przez kontynenty i epoki. 

Etta Spencer, cudowne dziecko skrzypiec, pewnej nocy traci wszystko, co znała i kochała. W jednej chwili z bezpiecznego Nowego Jorku zostaje przeniesiona do miejsca oddalonego o wiele mil i... lat. Trafia do 1776 roku, a jej los zależy od Nicholasa Cartera, młodego korsarza związanego kontraktem z potężną rodziną Ironwoodów. 

Jedynie Etta może odzyskać pewien tajemniczy przedmiot o niewysłowionej wartości. Jeśli jej się powiedzie, zostanie odesłana do XXI wieku. Ona i Nicholas wyruszają w niebezpieczną podróż po egzotycznych miejscach i w poprzek czasu. Im bardziej zbliżają się do prawdy, tym większego tempa nabiera śmiertelna gra Ironwoodów. Etcie grozi nie tylko rozłąka z Nicholasem, ale i zamknięcie drogi powrotnej do domu... na zawsze. 


___________________________________________________________________

"Gwiazdor" Laurelin Paige, Sierra Simone | Data premiery: 26 października | Wydawnictwo: Kobiece | Cena: 36,90 zł | Liczba stron: 472

Duet autorów w płomiennym romansie, który spełnia najbardziej wygórowane wymagania czytelniczek. 

Przestań się oszukiwać, mała. Znasz go. Hej, przecież wiem, że go znasz. 
Może udajesz, że nie. Może twoja historia przeglądania jest wyczyszczona. Może udajesz oburzoną, kiedy ktoś przy tobie używa słowa na p. Ale nie oszukujmy się. Wiem, że go znasz. Każda zna Logana O'Toole'a – słynnego gwiazdora. Jednak kiedy Devi Dare wkracza w jego życie, nagle zaczyna robić rzeczy kompletnie nie w jego stylu. Na przykład pisze flirciarskie smsy. Albo tworzy całą serię filmów dla dorosłych online, żeby tylko mógł z nią grać. Jeszcze raz. I jeszcze. Przez Devi cały świat Logana się zmienia. Im więcej czasu z nią spędza, tym bardziej zdaje sobie sprawę, że nie jest tym, za kogo się uważał. 
Może w sumie wcale go nie znasz.



___________________________________________________________________

"Bracia Slater. Tom 1. Dominic" i tom 2. "Bronagh" L.A. Casey | Data premiery: 5 października  | Wydawnictwo: Kobiece | Cena: 36,90 zł i 29,90 zł | Liczba stron: 488 i 168

(Tom 1) Bronagh Murphy dobrze wie, czym jest ból po stracie bliskich. Kiedy była mała, jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Aby uniknąć ponownego cierpienia, dziewczyna trzyma ludzi na dystans. Nie ma przyjaciół, z nikim nie rozmawia, nie wdaje się w żadne relacje, przez co pozostaje zawsze na uboczu. W końcu tego chce najbardziej. Kiedy w jej życie wkracza Dominic Slater, Bronagh nieświadomie robi dokładnie to, co najbardziej go pociąga. Uparcie go ignoruje. Dominic to chłopak przyzwyczajony do bycia w centrum uwagi. Piękna brunetka o ciętym języku jest pierwszą osobą, która mu tego odmawia. 

Dominic pragnie nieustępliwej dziewczyny, ale jedynym sposobem na jej zdobycie, jaki zna, jest siła. 

Dominic jej pragnie. Dominic zdobywa to, czego pragnie.

(Tom 2) Bronagh Murphy przeszła bardzo dużo, życie w ogóle jej nie rozpieszczało. Kiedy zbliżają się jej dwudzieste pierwsze urodziny, jedyne czego chce to spędzić ten dzień spokojnie w otoczeniu bliskich. Jednak jej chłopak, Dominic Slater, niczego nie robi spokojnie. Nigdy nie był spokojny, więc planuje urodziny swojej dziewczyny, które mają być nie tylko romantyczne, ale i piekielnie ekscytujące. Problem w tym, że Dominic rozumie słowo "ekscytujący" kompletnie inaczej niż Bronagh, o czym wkrótce dziewczyna sama się przekona. Kiedy sprawy przyjmą niekorzystny obrót, Dominic musi znowu walczyć o swoją dziewczynę. Bronagh po raz ostatni zdecyduje, czy zostanie z nim w jego narożniku, czy odejdzie, nie oglądając się za siebie. 

Bronagh kocha Dominica. Bronagh zatrzymuje to, co kocha.




___________________________________________________________________

"Consolation Duet. Tom 1. Consolation" Corinne Michaels | Data premiery: 11 października | Wydawnictwo: Szósty Zmysł | Cena: 38,90 zł | Liczba stron: 400

Znakomita powieść dla fanek Colleen Hoover. Poruszająca historia, którą pokochały tysiące czytelniczek! Uzależniająca. Intensywna. Emocjonująca.

To opowieść o złamanych sercach, tęsknocie, słodko-gorzkim smaku zakazanego owocu. Porywająca. Wzruszająca. Chwytająca za serce. 

Tej historii nie zapomnisz. A kiedy poznasz jej zakończenie, będziesz marzyć o tym, aby natychmiast poznać jej dalszy ciąg!

Liam nie miał być moim szczęśliwym zakończeniem. Nawet nie byłam nim zainteresowana. Był najlepszym przyjacielem mojego męża – zakazanym owocem. Tyle że mój mąż nie żyje, a ja czuję się samotna. Tęsknię za nim i ląduję w ramionach Liama. Jedna wspólna noc zmienia wszystko. Teraz muszę zdecydować, czy naprawdę go kocham, czy jest dla mnie tylko nagrodą pocieszenia. 



___________________________________________________________________

"The Perfect Game. Tom 1. Rozgrywka" J. Sterling |  Data premiery: 25 października | Wydawnictwo: SQN | Cena: 34,90 zł | Liczba stron: 304


On jest rozgrywką, w którą ona jeszcze nie grała. 

Kiedy Cassie poznaje w college'u Jacka, postanawia omijać go szerokim łukiem. Gwiazdor drużyny baseballowej uosabia wszystko, czego dziewczyna nie znosi w facetach – jest przystojny, uwodzicielski, pewny siebie, ma wielkie ego i... zabójczo piękne oczy. Sprawy się komplikują, kiedy Jack zaczyna zwracać na Cassie szczególną uwagę. Co tak naprawdę kryje się za jego zainteresowaniem? Czy ma ono jakiś związek z przeszłością dziewczyny? Ile można poświęcić, aby być z ukochaną osobą?

Zapnij pasy! Przejażdżka z the Perfect Game. Rozgrywka sprawi, że serce nieraz zabije ci szybciej. Czasem życie to prawdziwy rollercoaster.







___________________________________________________________________

"Mirror, mirror" Cara Delevingne | Data premiery: 11 października | Wydawnictwo: Jaguar | Cena: 37,90 zł | Liczba stron: 384

Przyjaźń. Zdrada. Ofiara. Tajemnica.

Red, Leo, Rose i Naomi to czwórka młodych przyjaciół. Są inni od pozostałych rówieśników, są odmieńcami. Nie wiedzą, kim są i kim chcą być. Zbliża ich muzyka. Wspólnie zakładają kapelę Mirror, Mirror. Ale nie nacieszą się długo wspólną pasją... 

Naomi zostaje wyciągnięta nieprzytomna z rzeki. Pozostając w śpiączce, walczy o życie. Policja twierdzi, że była to nieudana próba samobójcza. Ale jej przyjaciele wcale nie są tego pewni. Każde inaczej reaguje na dramatyczne wydarzenia – Rose zaczyna imprezować jak szalona, Leo wpada w depresję, a Red postanawia samodzielnie odkryć prawdę. Czy Naomi się obudzi? Co zaprowadziło ją na granicę życia i śmierci? A może pytanie powinno brzmieć: kto?

Odpowiedzi na pytania nie przyniosą niczego dobrego. Na jaw wyjdą najmroczniejsze tajemnice. Nic już nie będzie takie samo. Rozbitego lustra nie da się przecież skleić. 

___________________________________________________________________

"Szczęście w miłości" Kasie West | Data premiery: 11 października| Wydawnictwo: Feeria Young | Cena: 37,90 zł | Liczba stron: 408

Maddie nie jest impulsywna. Ceni ciężką pracę i lubi planować. Ale któregoś wieczora pod wpływem chwili kupuje los na loterię. I, ku własnemu zdziwieniu – wygrywa masę pieniędzy!

W jednej sekundzie Maddie nie poznaje swojego życia. Koniec ze stresowaniem się systemem stypendialnym w college'u. Ni stąd ni zowąd Maddie myśli o wynajęciu jachtu. A bycie w centrum uwagi całej szkoły jest super, dopóki nie zaczynają docierać do niej przykre plotki na jej temat, a przypadkowe osoby prosząją o pożyczkę. I teraz Maddie nie ma pojęcia, komu można zaufać. Poza Sethem Nguyenem, z którym pracuje w miejscowym zoo. Seth jest miły i zabawny, i chyba wcale nie wie o wielkiej zmianie w życiu Maddie, a dziewczyna jakoś nie ma ochoty nic mu mówić. Co się stanie jednak, jeśli Seth pozna prawdę?

Oto pełna humoru i czułości historia w bestsellerowym stylu Kasie West: o wygranej, przegranej i... miłości.


___________________________________________________________________

"Śpiące królewny" Owen King, Stephen King | Data premiery: 24 października | Wydawnictwo: Prószyński i S-ka | Cena: 49,90 zł | Liczba stron: 736

W przyszłości tak realistycznej i bliskiej, że mogłaby być współczesnością, coś dziwnego dzieje się z kobietami, które zasypiają: szczelnie owija je zwiewna substancja przypominająca kokon. Gdy ktoś je budzi, gdy obrastający je materiał zostaje naruszony bądź zerwany, uśpione kobiety wpadają w dziką furię i stają się szaleńczo agresywne; śpiąc, przenoszą się do innego świata − świata, w którym panuje harmonia, a konflikty są rzadkością. Tajemnicza Evie jest jednak odporna na błogosławieństwo, bądź klątwę, niezwykłej śpiączki. Czy jest medyczną anomalią, którą należy przebadać? A może demonem, którego trzeba zabić? Porzuceni mężczyźni, zdani na siebie i swoje coraz bardziej prymitywne odruchy, dzielą się na wrogie frakcje, niektórzy pragną zabić Evie, inni ją ocalić. Część wykorzystuje panujący chaos, by zemścić się na starych bądź nowych wrogach. W świecie nagle opanowanym przez mężczyzn wszyscy uciekają się do przemocy. 

Osadzona w małym mieście w Appalachach, gdzie największym pracodawcą jest więzienie kobiece, powieść "Śpiące królewny" to dająca do myślenia, nadzwyczajnie wciągająca historia, która dziś wydaje się szczególnie aktualna.

___________________________________________________________________

 "Dopasowani" John Marrs | Data premiery: 11 października | Wydawnictwo: Książnica | Cena: 35 zł | Liczba stron: 320

Jak daleko się posuniesz, by znaleźć miłość?

Od czasu, gdy naukowcy odkryli, że każdy człowiek posiada gen, który dzieli tylko z jedną osobą na całym świecie, miliony ludzi zdecydowały się na badania DNA, aby znaleźć idealnego partnera. Oto pięć kolejnych osób znajduje swoje drugie połówki. Okazuje się jednak, że perfekcyjnie dopasowane bratnie dusze, które wskazały testy genetyczne mają swoje sekrety. Niektóre szokujące a nawet bardzo niebezpieczne... 

"Dopasowani« to zaskakująca i utrzymana w szybkim tempie powieść, która w równej mierze ekscytuje i niepokoi. "
Culturefly






___________________________________________________________________

"Stracona" Amy Gentry | Data premiery: 10 października | Wydawnictwo: Prószyński i S-ka | Cena: 39,90 zł | Liczba stron: 288

Dziewięcioletnia Jude z przerażeniem obserwuje, ukryta w szafie, jak obcy mężczyzna z nożem w ręku uprowadza jej trzynastoletnią siostrę Julie. I tak kończy się szczęśliwa rodzina. Matka dziewczynek nie potrafi wybaczyć młodszej, że nie krzyczała. Ojciec nie ustaje w poszukiwaniach i zakłada fundację imienia Julie. Policja nie wierzy w porwanie, tym bardziej że nie było śladów włamania. Wszystkich łączy jednak przekonanie: Julie nie żyje. Osiem lat później na progu domu Whitakerów staje młoda kobieta, która podaje się za Julie. Twierdzi, że przez osiem lat była seksualną niewolnicą meksykańskiego mafiosa... 

Powieść Amy Gentry to studium katastrofy po stracie bliskiej osoby – katastrofy, która dotyka zarówno rodzinę, jak wszystkich ludzi z ich otoczenia. To również piękna historia o potężnej sile miłości oraz thriller, w którym napięcie utrzymuje się aż ostatniej strony. 
Po zniknięciu córki życie Anny zmienia się w koszmar. Przez osiem lat, jakie upłynęły od porwania trzynastoletniej Julie, straciła nadzieję i chęć ratowania swojego podupadającego małżeństwa i relacji z drugą córką. Ale wszystko zmienia w się dniu, gdy do drzwi domu puka młoda kobieta, która podaje się za Julie. Wydaje się jednocześnie znajoma i obca, a w jej historii wychodzą na jaw luki i niekonsekwencje. Annę dopadają straszne wątpliwości. Kim jest ta skomplikowana kobieta? Czy to na pewno jej córka? Oliwy do ognia dolewa pewien prywatny detektyw, który od lat śledzi tę sprawę i dysponuje szokującymi informacjami. 

___________________________________________________________________

"Eliza i jej potwory" Francesca Zappia | Data premiery: 25 października | Wydawnictwo: Feeria Young | Cena: 37,90 zł | Liczba stron: 400

Eliza ma 18 lat i jest prawdziwą ekscentryczką i nerdem, a do tego boryka się z chorobliwą nieśmiałością oraz brakiem jakichkolwiek znajomych. Drwiny, wyzwiska, przemykanie pod ścianami i nieustanne okupowanie swojego pokoju - tak wygląda jej życie w realu. W internecie za to jest Lady Konstelacją, ekstremalnie popularną na całym świecie autorką komiksu Morze potworne. Ma tam też swoją niewielką, ale wierną grupę wsparcia. Funkcjonuje więc właściwie tylko w sieci, rzeczywistości poświęcając tak mało uwagi, jak tylko się da. 
I wtedy do jej szkoły trafia Wallace, były futbolista, a obecnie fan Morza potwornego i twórca fanfików na jego temat, który sprawia, że Eliza zaczyna dopuszczać do siebie myśl o życiu poza siecią. Hm, może związki międzyludzkie mają jakiś sens?

Ona i Wallace stają się sobie coraz bliżsi, dziewczyna nie chce jednak ujawnić mu swojej tajemnicy. Problem w tym, że z sekretów nigdy nie wynika nic dobrego i przez nie cały kruchy świat Elizy może runąć z hukiem... I jak wtedy stawić czoła swoim lękom? Jak pokonać własne potwory? Czy da się być blisko z kimś w realu?


___________________________________________________________________

"Na krawędzi wszystkiego"Jeff Giles | Data premiery: 11 października | Wydawnictwo: IUVI | Cena: 34,90 zł | Liczba stron: 384

Szczęście i cierpienie, światło i ciemność – dwa światy i ludzie na ich krawędzi Zoe i Iks żyli w dwóch światach i nigdy nie mieli się spotkać. Ale się spotkali. Tylko jak mają być razem, gdy oba światy sprzysięgły się przeciwko nim? Zoe ma 17 lat, zwariowaną matkę wegankę, młodszego brata z ADHD i prawdziwą przyjaciółkę. Ma też za sobą trudny rok, kiedy tragicznie zmarł jej ojciec, a zaprzyjaźniona para staruszków z sąsiedztwa zaginęła bez śladu. Jakby tego było mało, szukając brata podczas burzy śnieżnej, Zoe zostaje brutalnie zaatakowana i widzi coś, czego nie powinna widzieć. I kogoś. Nazwała go Iks. Zoe nie wie, że to łowca głów. Tajemniczy, przystojny i nękany losem, którego nie rozumie, pracuje na zlecenie lordów z Niziny – mrocznego i brutalnego miejsca, w które trafiają najgorsi szubrawcy. Tym razem przyszedł po bandytę, który zaatakował dziewczynę. Iks i Zoe nigdy nie mieli się spotkać. Łowcy z Niziny nie mogą ujawniać się nikomu poza swymi ofiarami. Iks, by uratować Zoe, łamie wszystkie zasady Niziny. I ponosi brutalne konsekwencje. 

Beznadzieja, samotność i ból – Iks zna tylko to. Zoe pokazuje mu, że może być inaczej. Kiedy Iks i Zoe dowiadują się więcej o ich swoich światach, zaczynają zadawać pytania o przeszłość, własny los i swoją przyszłość. Ale wyrwanie Iksa z Niziny i przecięcie więzów przeszłości, które pętają Zoe, będzie od obojga wymagać konfrontacji z własną ciemną stroną.

___________________________________________________________________

I coś z czego cieszę się najbardziej!

"Dwór cierni i róż. Tom 3. Dwór skrzydeł i zguby" Sarah J. Maas  | Data premiery: 25 października | Wydawnictwo: Uroboros | Cena: 49,99 zł | Liczba stron: 848

Długo oczekiwana trzecia część bestsellerowego cyklu Sarah J. Maas

Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak by to osiągnąć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną, przewrotną grę... Jeden poślizg może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat. 

W obliczu wojny, która ogarnia wszystkich, Feyra znów musi decydować, komu może ufać i szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niebawem dwie armie zetrą się w krwawej, nierównej walce o władzę.








___________________________________________________________________

I jak? Coś wam wpadło w oko? Na którą z tych książek najbardziej czekacie? A może czekacie na coś innego? Piszcie! Co do mnie, to pewnie domyśliliście się na co najbardziej czekam ;) Do tego pozycje od Wydawnictwa Kobiecego i nowa powieść Kinga, bardzo mnie kuszą. Na pewno po nie sięgnę :D

Mam nadzieję, że nie przeszkadzało wam, że jest więcej niż 10 książek, ale stwierdziłam, że nie lubię takich ograniczeń. Po co się ograniczać do zaledwie 10, skoro można wybrać więcej i mieć pewność, że na pewno chociaż jedna z książek, przypadnie wam do gustu? Wybierając je, kierowałam się nie tylko swoimi upodobaniami, ale też świadomością, że nie każdy lubi wyłącznie fantastykę, bądź romanse. Udało mi się trafić w wasze gusta? ;)

Także, ja teraz lecę składać ubrania, potem wieczorkiem mam w planach obejrzeć horror (przy okazji, wybaczcie za brak postów z serii "Filmowa Niedziela", w kolejną się pojawi, obiecuję) i poczytać. 
Ps. Zapraszam na mojego instagrama, porobiłam dziś wiele zdjęć, niedługo się tam ukażą ^^ Będziecie zadowoleni! KLIK

Życzę wam wspaniałego dnia! 
Marlena Marszałek

13.9.17

Moja ulubiona seria? - 56 "Dwór mgieł i furii" Sarah J. Maas


Ostatnio odnoszę wrażenie, że cały czas tylko chwalę książki. Dziś przychodzę do was z kolejną recenzją, po tytule już wiecie o jakiej książce mowa. Chwaliłam pierwszą część, zakochałam się w niej, słowom zachwytu nie było końca, a sam tekst o niej okazał się rekordowym w kwestii długości i ilości wyrazów. Nie potrafiłam przestać gadać, nie potrafiłam myśleć o czymś innym niż Tamlin, Feyra i tajemniczy Rhysand. I uwaga, dziś znowu usłyszycie (a raczej przeczytacie) pochwały. Chociaż, to co was zaraz czeka, to prędzej istna litania do Sarah J. Maas i "Dworu mgieł i furii". Jeżeli nie czytaliście tomu pierwszego, to zapraszam najpierw do jego recenzji. Ostrzegam was, że i tu będzie długo, i prosto z serca, przez co trochę nieskładnie. Zapraszam serdecznie, nie zapomnijcie o kubku herbaty i czymś do przegryzienia!

Po tym, jak Feyra ocaliła Prythian, mogłoby się wydawać, że baśń dobiega końca. Dziewczyna, bezpieczna i otoczona luksusem, przygotowuje się do poślubienia ukochanego Tamlina. Przed nią długie i szczęśliwe życie.

Sęk w tym, że Feyra nigdy nie chciała być księżniczką z bajki. Zresztą zupełnie nie nadaje się do tej roli. W snach wciąż powracają do niej wymyślne tortury Amaranthy i zbrodnia, którą popełniła, by się od nich uwolnić. Pragnący zapewnić jej bezpieczeństwo Tamlin próbuje zamknąć Feyrę w złotej klatce. W jej nowym nieśmiertelnym ciele drzemią moce, których dziewczyna nie umie opanować. W dodatku o spłatę swojego długu upomina się największy wróg Tamlina - Rhysand, Książę Dworu Nocy. Zwabioną podstępem Feyrę raz w miesiącu okrywa mrok jego niebezpiecznego królestwa. To pewne, że władca ciemności będzie chciał wykorzystać ją do swoich celów. Chyba że... to nie Rhysand jest tym, kogo Feyra powinna się obawiać. Na Dworze Wiosny również bowiem nie jest bezpiecznie, a sam Tamlin ma przed ukochaną coraz więcej tajemnic. Czy rzeczywiście tylko po to, by ją chronić?

Gdy nad Prythian i krainę ludzi nadciąga widmo wojny tak groźnej jak żadna dotąd, Feyra musi zdecydować, komu może ufać. Stawką jest życie jej rodziny i losy całego świata. A w magicznym świecie fae przyjaciele potrafią być bardziej niebezpieczni niż wrogowie.

Czasami wydaje mi się to dziwne. To, że cały czas z moich ust padają tylko komplementy. Ale nic nie poradzę, ostatnio trafiam na same świetne pozycje. Może los, chce mi dobrymi książkami, wynagrodzić mojego pecha (ciągłe zasypianie i spóźnianie się do szkoły, lub ostatnio przecięta ręka i sześć szwów), kto wie. Ja tam nie narzekam, bo uwielbiam ten moment, gdy podczas czytania książki, emocje w mojej duszy i sercu wirują jak szalone, a usta zamykają się i otwierają, jak u złotej rybki. Czasami nawet pojawi się łezka, co u mnie naprawdę rzadko się zdarza. Obiecałam wam, w recenzji pierwszego tomu, że jeżeli tom drugi będzie lepszy, to oficjalnie oznajmię, że "Dwory" to moja ulubiona seria, stojąca na samym szczycie podium. Czy tak się stało? Czy drugi tom jest lepszy? Czy seria ta, stała się moją ulubioną? Trochę was podręczę. Dowiecie się tego dopiero na końcu tej przerażająco długiej recenzji <3 Kocham was!

Jednak, najlepsze jest to uczucie, gdy autorka potrafi sprawić, że w pierwszym tomie kochasz jednego bohatera, a przy drugim nienawidzisz go tak mocno, że masz ochotę zabić nie tylko jego, ale też i autorkę. W jednej chwili na twojej twarzy jest pełen rozmarzenia uśmiech, aż tu nagle ukochana autorka, robi coś takiego, że masz ochotę krzyczeć, łzy same zbierają ci się do oczu, a usta otwierają ze zdumienia. Nie wierzysz w to co się właśnie stało i z jednej strony się cieszysz (tak było w moim przypadku), a z drugiej strony wiesz, że to będzie trudne dla danego bohatera/bohaterów. Z jednej strony masz ochotę rzucić tą książką i do niej nie wracać, a z drugiej czytasz jak najwolniej byle tylko nie opuszczać tak szybko tego cudownego świata. Sarah J. Maas jest w tym mistrzynią. Tę autorkę kocha się i nienawidzi jednocześnie. I jeśli mam takie odczucia po drugim tomie, to trzeci złamie mi serce. I teraz uwaga, może to dziwne, ale błagam Sarah złam mi je, byleby tylko wszystko dobrze się skończyło (pisz jak najszybciej błagam).


Ja tu się rozgadałam, a nawet jeszcze porządnie nie zaczęłam! Tak właśnie działa na mnie twórczość pani Maas; Rhysand, Feyra, Kasjan (kocham go!), Amrena, Azriel, Mor, oni wszyscy działają na mnie, jak energetyk, po którym usta nie potrafią mi się zamknąć. Normalnie jestem cichą i spokojną osobą. Ale jeśli mówimy o "Dworze cierni i róż", czy "Dworze mgieł i furii", to nie potrafię przestać. A to dlatego, że jestem oczarowana i bez pamięci zakochana. Kiedyś zastanawiałam się, dlaczego ludzie tak uwielbiają "Dwory". Nie potrafiłam uwierzyć, że ktoś może tak bardzo przeżywać ich lekturę. Teraz już rozumiem, to musi być jakiś urok, czar, który rzuca na czytelnika autorka. Genialny styl, krwiści bohaterowie, którzy dosłownie wyłaniają się z kartek i patrzą nam w oczy, zwroty akcji, które nie pozwalają się nam nudzić, czy historia miłości, która pobije każde serce, to tylko kilka z jej czarów. 

Zagłębiłam się w tę książkę niczym w najcudowniejszą ciemność przepełnioną blaskiem miliona gwiazd. Jej czytanie było lepsze od najukochańszej herbaty, lepsze od najlepszej czekolady. Burczało mi w brzuchu, była trzecia nad ranem, a ja nie potrafiłam się oderwać. Z szeroko otwartymi oczami śledziłam losy bohaterów, który rozwinęli się, w jakiś sposób dojrzali, dzięki czemu po prostu nie potrafiłam ich nie lubić. Pokochałam nowe postacie, o których wspomniałam wcześniej. Każdy z nich jest wykreowany perfekcyjnie i każda jest idealnie dopasowanym elementem tej skomplikowanej układanki. Nie są oni dodani ot tak, żeby wypełnić lukę, o nie!, mają oni swój wkład w opowieść i to duży, nie są zbędni, a powieść bez nich straciłaby bardzo wiele. Pokochałam bohaterów tak mocno, jak jeszcze nigdy dotąd. I to właśnie dzięki temu, że są wyjątkowi, jedyni w swoim rodzaju, pełni życia i charakteru. Czułam się i nadal tak czuję, jakby łączyła nas więź, mocna, nierozerwalna, ukryta w głębi serca. 

Było cudownie, było przepięknie! Śmiałam się, uśmiechałam, ale nie długo. Jak to jest z Sarah, nagle strzeliła mi prosto w serce. W jednej chwili zdębiałam. Serce przyśpieszyło bieg, oddech zwolnił. Bałam się oddychać w obawie, że pominę jakiś istotny fakt. Szeroko otwarte oczy zapiekły mnie; w końcu mrugnęłam. Sarah ty podstępna kobieto! Trzeba przyznać, że torturowanie czytelników, to chyba ulubione zajęcie pani Maas. Wpierw zachwyca, pokazuje piękno Dworu Nocy, Velaris, powoli i z pasją rozwija wątek miłosny, obdarza odrobiną pikanterii (mówię o pewnej bardzo, hmm, ostrej scenie, w której farba znajduje się chyba wszędzie na ciałach bohaterów, cóż to była za scena!), by potem roztrzaskać wasze serca! Wyrywanie się z tej cudownej ciemności, było dla mnie najgorszą torturą. Chciałam czytać wolniej, starałam się! Ale to niemożliwe. Nie dałam rady, bo akcja tak rwała do przodu, że koniecznie musiałam przeczytać jeszcze jeden rozdział, potem jeszcze jeden. I tak do trzeciej w nocy. Zakochałam się w przepięknych opisach, zakochałam się w Velaris, zakochałam się w Rhysandrze, Kasjanie, Azrielu, Mor, Dworze Nocy. Oderwanie się od tego wszystkiego, było bardziej bolesne niż zszywanie ręki. Moje serce dosłownie pękło i choć skończyłam ją tydzień temu, to nadal na nią patrzę i rozmyślam nad zakończeniem, które to właśnie przyprawiło mnie o wyżej opisany stan. Coś czuję, że zszyć je może jedynie trzeci tom. Chociaż znając Sarah, to prędzej wbije mi jesionowy kołek w serce, rozszarpie na drobne kawałeczki i rzuci dzikim bestiom na pożarcie.

Tyle emocji, ile czułam podczas czytania tej książki, nie czułam już dawno. Byłam tak rozdarta, że naprawdę miałam ochotę rzucić to i zaczerpnąć świeżego powietrza. Dosłownie płakałam! Błagałam w myślach (i nie tylko) autorkę, by tego nie robiła. Mój umysł ją zrozumiał, postąpiła doskonale i innego wyjścia z tamtej sytuacji nie widzę, ale mój narząd pompujący krew, twierdził i nadal twierdzi coś całkowicie przeciwnego. Dlaczego? SARAH! Dlaczego?  Nie dajcie się jej zwieść, uśpi waszą czujność, poprzez wyżej wspomniane rzeczy, a potem sprawi, że kolejny tom będzie dla was jak tlen, którego potrzebujecie do życia. Jeżeli jesteście gotowi na takie cierpienie i szukacie czegoś, po czym kac książkowy jest murowany, "Dwory" są dla was idealną serią! Jeśli nie potrafiliście uwierzyć w pochwały na temat tych książek, to uwierzcie mi, to nie jest czcze gadanie i skoro ktoś tak je wychwala, to naprawdę ma do tego powód.

I teraz uwaga, bo to co teraz powiem, będzie kontrowersyjne. Jak dla mnie, tom pierwszy mógłby nie istnieć. Był cudowny, ale przy drugim jest niczym. "Dwór mgieł i furii" jest cudowny! Czyta się go niezwykle szybko i na długo zapada w pamięć. Jest niesamowity, genialny, wspaniały, boski, jednym słowem perfekcja! Poruszył moim sercem, sprawił że po jego zakończeniu cała zadrżałam. Nigdy, dosłownie nigdy, żadna książka nie sprawiła, że przeszył mnie dreszcz. Nie dreszcz przerażenia, tylko coś innego. Dreszcz podziwu, emocji, które wypłynęły całkowicie, wraz z ostatnim przeczytanym słowem. Nie wiedziałam co myśleć, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Poszłam więc z psem na spacer, by oczyścić myśli. Czy podziałało? Nie! Idąc nie mogłam przestać o niej myśleć, wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać tę opinię. Nagle słowa same pojawiły się w mojej głowie. Moje serce dosłownie się krajało, nawet nie wiecie, jak bardzo pragnę kolejnego tomu. Do jego premiery w Polsce zostało niewiele, 25 październik jest już naprawdę blisko, ale boję się że nie wytrzymam. Gdybym mogła, to wkradłabym się do siedziby Wydawnictwa Uroboros i wykradłabym im egzemplarz trzeciego tomu. Tylko cicho sza, nie mówcie im o tym ;)

Także, podsumowując. Tom drugi jest tysiąc razy lepszy od pierwszego. Czyta się go z ogromną przyjemnością, wciąga tak, że naprawdę ciężko się jest oderwać. Nowe postacie dodają powiewu świeżości, od razu zagarniają sobie sympatię czytelnika, a sama historia nie jest nawet odrobinę nudna. Nawet jeżeli początek może się trochę dłużyć, to końcówka jest tego warta. "Dwór mgieł i furii" czyta się szybko, mimo dużej ilości stron. Uwielbiam takie cegiełki. Serdecznie polecam wam tę książkę, na pewno nie pożałujecie, ale najpierw przeczytajcie tom pierwszy! 

I na koniec. Oficjalnie oświadczam, że seria "Dwór cierni i róż", jest moją ulubioną! I chyba długo się to nie zmieni. 

Tom 3 "Dwór skrzydeł i zguby" już 25 października w księgarniach! Już nie mogę się doczekać. Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uroboros za możliwość przeczytania i zrecenzowania obu książek z serii! 

Pozdrawiam serdecznie i życzę wspaniałego dnia, 
Marlena Marszałek

Ps, Wybaczcie mi tak chaotyczną recenzję, kac po tej książce nadal mi nie przeszedł, a w głowie plątanina myśli ;)


Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.