6.11.18

82. "Tekst" Dmitry Glukhovsky - książka, do której trzeba dojrzeć.



Powiem to już teraz,  by była jasność. Do "Tekstu" trzeba dojrzeć, po prostu. Przyjąć na klatę wszystko co jest w niej zawarte i postarać się ją zrozumieć. Co jak się okazało, za pierwszym podejściem może wcale nie być takie łatwe. 

Moja przygoda z "Tekstem" była trudna i bolesna. A przynajmniej tak było prawie rok temu, gdy pierwszy raz po nią sięgnęłam. Byłam załamana, naprawdę. Trudny bardzo specyficzny język, przerażający mnie bohater i świat, w który za żadne skarby nie potrafiłam się wkręcić. Serce mi pękało, bo obiecałam napisać recenzję, a za żadne skarby nie mogłam się do tej powieści przekonać. Tyle dobrych słów słyszałam o Glukhovskym, każda kolejna książka lepsza od poprzedniej. I czułam się zawiedziona nie samą książką a tym, że mi się nie podobała. Czułam się winna, jakbym zrobiła coś złego. A patrzenie i słuchanie mojego brata, który ją przeczytał i nie mógł wyjść z zachwytu wcale mi nie pomagało. Dlaczego on potrafił się w to wciągnąć i opowiadać mi o niej z takim zaangażowaniem, a ja przeczytałam ledwo 30 stron, nie potrafiąc się w ogóle skupić na przepływających przed oczami literach. Byłam na nią za głupia? Nie dojrzałam jeszcze na tyle, by móc czerpać z niej przyjemność? 

Jak się kilka dni temu okazało, tak. Byłam na nią za głupia i przyznanie się do tego nie przyszło mi z łatwością. Ale dokładnie tak było. Gdybym wtedy jednak zmęczyła tę książkę, to uwierzcie mi, moja ocena byłaby bardzo niska i niewspółmierna co do rzeczywistej zawartości powieści. A wartość i morał on ma ogromną, o czym dwa dni temu się przekonałam. 


„Odebrałeś mi przyszłość. Ja zabiorę ci twoją”.

Smartfon stał się kopią zapasową twojej duszy. Backupem życia. Pamięcią masową dla najżywszych wspomnień. To w nim zapisujesz swoje uśmiechnięte selfie i nim nagrywasz chwile szczęścia. W skrzynce odbiorczej trzymasz e-maile od matki i całą biznesową korespondencję, kulisy twojej pracy. Historia przeglądarek to wyczerpująca lista twoich aktualnych zainteresowań. A SMS-y i wiadomości w komunikatorach to twoje miłosne wyznania, pożegnania, kłótnie przy rozstaniach, zdjęcia pokus i świadectwa grzechów, łzy, pretensje i żale.

Takie czasy. Obrazy. I tekst. Smartfon to ty. Ktoś, kto zdobędzie twój telefon, może łatwo stać się tobą. Twoi najbliżsi i znajomi nawet nie zauważą niczego podejrzanego. A kiedy w końcu się spostrzegą, będzie już za późno. Dla nich i dla ciebie.


Opis z tyłu książki nie mówi nam zbyt wiele o rzeczywistej fabule powieści. Jednak brzmi bardzo zachęcająco i jednocześnie niepokoi. Czy naprawdę wystarczy zdobyć telefon innego człowieka, by stać się nim? Ta wizja jest przerażająca i bardzo dobrze czuć to szaleństwo na kartach powieści. Nikt z nas nie chciałby znaleźć się w takiej sytuacji. Ale nie ma co się oszukiwać, że tematyka jaką autor omawia w swoim dziele, jest prawdziwa i prawdopodobna aż do bólu. I to jest tutaj najbardziej przerażające. Kilka sms-ów do matki by ją uspokoić, kilka wiadomości na Whatsappie do kolegów z pracy, wystarczy tylko przejrzeć wcześniejsze konwersacje, wczuć się i momentalnie stajesz się kimś innym. 

Tak właśnie było z Ilją. Jako młody chłopak, został wrobiony przez milicjanta, który podrzucił mu do kieszeni woreczek z narkotykami, przez co 7 lat mężczyzna spędził w zonie. Złamało go to, pogruchotało na najmniejsze kawałeczki, choć sam się do tego nie przyznaje. Gdy za sprawą pewnych wydarzeń w jego ręce trafia IPhone jego oprawcy, chłopak wsiąka w ten świat. Malutki super komputer daje mu wiele możliwości, które bez żadnych skrupułów wykorzystuje. Zakłada na siebie skórę poprzedniego właściciela, staje się nim, jednocześnie starając się nie zgubić siebie w tym szaleńczym amoku. 

Pierwszy raz z tą powieścią był fatalny. Jednak drugie podejście to już inna bajka. Wchłaniałam jej treść jak gąbka, czując niepokojące uczucie na ciele. Ta wizja była fascynująca, ale jednocześnie przerażała mnie do tego stopnia, że czasami musiałam odkładać książkę, by wszystko sobie przemyśleć. Czy naprawdę jesteśmy zbędni w tych czasach? W dobie smartfonów, internetu, gdy najczęściej komunikujemy się za pomocą kilku liter na ekranach telefonów, wsiąkamy bez reszty w ten świat, nie zdając sobie sprawy, jak wielką krzywdę możemy sobie wyrządzić. Wystarczy tylko przeanalizować nasze wiadomości i póki nikt nie zobaczy nas twarzą w twarz, to nie domyśli się, że po drugiej stronie telefonu jest ktoś inny. 

Myślę, że teraz moja opinia będzie o wiele bardziej obiektywna, niż gdybym napisała ją rok temu. "Tekst" nie jest łatwą książką i nawet nie mam zamiaru udawać, że przy drugim podejściu tego nie zauważyłam. Musiałam do niej dorosnąć, dojrzeć, spojrzeć na nią inaczej i dopiero wtedy byłam w stanie przyjąć ją taką, jaka jest. I nie żałuję tego, że tyle czekałam, bo było warto. Specyficzny język, bardzo długie moim zdaniem całkowicie niepotrzebne opisy, dziwny sposób prowadzenia narracji (co jest plusem, ponieważ stworzyło to atmosferę, w której bardzo mocno można było wyczuć szarpiące się pod skórą głównego bohatera szaleństwo), powolna akcja, która prawdę mówiąc nie wzbudza w czytelniku większego zaangażowania i zachowania, które odrażają, tworzą bardzo ciężkostrawną powieść. Jednak, mi się podobała i to bardzo. Mimo iż miałam małe problemy na początku, to potem pochłonęłam ją i na końcu, gdy przeczytałam puentę, wszystko nabrało jeszcze jednego, nowego znaczenia. 

Ta książka jest bardzo dobra i gdybym nie wiedziała, że autor pochodzi z Rosji, to bardzo łatwo wyczułabym, że tak jest. I to nie dlatego, że akcja dzieje się w powyższym kraju, a dlatego, że tę rosyjskość bardzo mocno w niej czuć. Czasami mówi się, że Rosja to stan umysłu i poważnie, widać to tutaj. Sam kraj, a dokładniej Moskwa, Łobnia, są opisane tak, że mamy wrażenie jakbyśmy naprawdę się tam znaleźli. I to jak dla mnie, było coś niesamowitego. Do tego sam fakt, jak doskonale autor wczuł się w bohatera, którego wykreował, mimo że go nie rozumiemy, to jednocześnie nie możemy przestać z fascynacją obserwować jego coraz głupszych poczynań. Mężczyzna się stacza, powoli przestaje być tym kim się urodził i pociąga nas za sobą. 

Myślę, że nic więcej nie muszę dodawać. Książkę naprawdę bardzo serdecznie wam polecam, bo mimo iż nie jest wybitna, to ma w sobie coś co przyciąga i nie pozwala tak łatwo się oderwać. My ludzie tacy już jesteśmy, interesują nas rzeczy, których nigdy nie poznamy na własnej skórze, lubimy poczuć ten dreszczyk niepokoju, ukłucie niewytłumaczalnego strachu, który rozprzestrzenia się po naszym żołądku. Ilja jest dziwny, ale jest także człowiekiem. I w swoim szaleństwie, które sam rozpoczął, czasami też budzi się i nie ma pojęcia co ze sobą zrobić. Jesteśmy tylko ludźmi i każdy z nas popełnia błędy. 

Czasami jednak, nic nie będzie w stanie nas uratować. 


"Są ludzie, po których coś zostaje, i są ludzie, po których nie zostaje nic"




1 komentarz:

  1. Obiecałam sobie po Metrze 2033 - które zabiło mnie fatalną warstwą językową - że to koniec z Glukhovskym, ale Tekst mnie akurat kusi. Zastanawiam się, czy językowo jest troche lepiej, bo Metro było dla mnie strasznie niezgrabne, nawet narzekałam na to dość mocno w recenzji. Doskonale za to rozumiem, co masz na myśli w kwestii tego, że "czuć", że autor jest z Rosji; miałam takie same wrażenia przy Metrze. Sytuacja polityczna i społeczna w tym kraju wycisnęła straszne piętno na twórcach, ale dzięki temu literatura rosyjska jako taka jest wyjątkowa :)

    Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.