Do tej pory nie sądziłam, że będzie mi się przyjemnie czytało thriller psychologiczny. Nie jestem ogromną fanką tego typu literatury. Chociaż nie, wróć. Nie byłam. Po tej książce obudziła się we mnie żądza krwi, tajemnic, morderstw. Odkrywanie ludzkiej psychiki, tego co czai się w jej zakamarkach, wzbudza we mnie ogromną ekscytację. A im bardziej chory umysł, tym lepiej. Nigdy nie sądziłam, że tak bardzo pokocham książkę tego gatunku. Cierpię na awersję do wszelkich rzeczy paranormalnych, ale także i psychopatycznych. A przynajmniej tak myślałam, póki w moje ręce nie trafił "Murder Park".
Zodiac Island − samotna wyspa u wybrzeży USA, smagana wiatrem i falami wzburzonego morza. A na niej park rozrywki: dwanaście tematycznych sektorów poświęconych znakom zodiaku. Cukrowa wata, rozbawione rodziny, diabelski młyn, kolejka górska, strzelnice. I maniakalny morderca, który szczególnie upodobał sobie młode kobiety.
Mija dwadzieścia lat. Park, zamknięty po serii brutalnych morderstw, ma zostać ponownie otwarty. Wesołe miasteczko ze znakami zodiaku zmienia się w upiorny skansen słynnych zabójców i zbrodni, które wstrząsnęły światem. Manager parku zaprasza na długi weekend starannie wyselekcjonowaną grupę: ludzi mediów i tych, którzy pamiętają to miejsce sprzed dwóch dekad. Dwunastka wybrańców przybywa na wyspę, na której straszą jeszcze zardzewiałe karuzele. Ostatni prom odpływa. Nadciąga sztorm. Urywa się łączność. Zaczynają się dziać dziwne rzeczy. A do tego te upiorne pogłoski, że prawdziwy morderca nie został skazany, że wciąż jest na wolności.
Nie ukrywam, zaczęło się nudno, ale to normalne. Napięcie było budowane stopniowo, akcja na początku rozwijała się powoli. Zanim zaczęłam czytać, zdążyłam usłyszeć wiele dobrych opinii na temat tej książki, czytelnicy byli nią zachwyceni. Specjalnie dla niej odłożyłam inną czytaną przez siebie książkę, która przeraźliwie mnie nudziła i kompletnie nie mogłam się w nią wkręcić. Potrzebowałam emocji, jakiegoś potężnego kopa, który mnie rozbudzi i zetnie krew w żyłach (coś czuję, że to słowo się jeszcze wiele razy dziś powtórzy). To co dostałam przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Jak już akcja się rozkręciła, to nie mogłam się oderwać. Choć oczy mnie już piekły, a zegar wskazywał godzinę, do której wstyd się przyznawać, to czytałam dalej. Jeszcze jeden rozdział, jeszcze jeden.
To było coś tak perfekcyjnego, tak mistrzowskiego! Przeczytałam w swoim życiu naprawdę mało thrillerów, mogłabym je policzyć na palcach jednej ręki, ale jeśli inne są tak dobre, jak "Murder Park", to chyba stanę się fanką tego gatunku. Niepokojąca, mocna, odbierająca dech w piersi. Taka właśnie jest ta książka. I do tego nieprzewidywalna, docieramy do końca, wszystko się rozwiązuje, przewidujemy zakończenie, nie. Gdy myślałam, że to już koniec, gdy siedziałam z otwartymi ustami i mętlikiem w głowie, okazało się, że autor jeszcze ze mną nie skończył. To co się odwaliło na końcu, brak słów. To był tak genialny plot twist, że aż zapomniałam by oddychać, a moja mina mówiła jedynie, "co? Nie wierzę! No po prostu nie wierzę". Całość jest cudownie chora i cudownie perfekcyjna, ale końcówka to po prostu kwintesencja tej powieści. Nigdy nie byłam tak zaskoczona podczas czytania książki. Nigdy!
Czyta się błyskawicznie i niezwykle lekko, co może dziwić, w szczególności, że mówimy tutaj o thrillerze. Ale tak, tak właśnie jest. Ciężka tematyka, momentami bardzo kontrowersyjna, a jednak było w niej coś takiego, że całość nie męczyła i czytało się ją z ogromną przyjemnością, nie ważne czy akurat natrafiliśmy na zalążek miłości między pewną dwójką bohaterów, czy na moment gdy któraś z postaci była brutalnie mordowana. A skoro już mówimy o miłości, to wbrew pozorom jest tutaj i gra w tej powieści ważną rolę, może nie najważniejszą (dzięki Bogu), ale na tyle ważną, że nie jest nam obojętna. Bohaterowie wzbudzają sympatię (przynajmniej na początku), a rosnąca z każdą kolejną stroną paranoja głównego bohatera Paula, powoli przechodzi na czytelnika.
To co ta powieść robi z czytelnikiem, jest po prostu nie do pomyślenia! Ja chcę więcej. Mimo, że książka ma prawie 500 stron, to czuję po niej ogromny niedosyt, związany z palącą potrzebą przeczytania kolejnej równie emocjonującej książki. Nie mogę o niej zapomnieć, pozostawiła po sobie dosyć dużego kaca książkowego. Nie mogę przestać myśleć o tym co się tam stało i szczerze mówiąc, nie chcę. Chyba poszukam sobie jakiś kolejny dobry thriller. Potrzebuję tego bardziej niż powietrza.
A teraz moi drodzy cytat:
"Muzyka ma w sobie magię, która koi dzikie bestie."
Stephen King
Zgadzacie się z tym? :)
Ale jeszcze nie odchodźcie, jeszcze niespodzianka! KLIK
Mam nadzieję, że sięgniecie po tę powieść, bo naprawdę warto! Nie będziecie się przy niej nudzić!
Ale jeszcze nie odchodźcie, jeszcze niespodzianka! KLIK
Mam nadzieję, że sięgniecie po tę powieść, bo naprawdę warto! Nie będziecie się przy niej nudzić!
Pozdrawiam serdecznie,
Marlena Marszałek


