Pokazywanie postów oznaczonych etykietą colleen hoover. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą colleen hoover. Pokaż wszystkie posty

14.2.18

72. Walentynki ze "Slammed" Colleen Hoover + Konkurs


Jako, że dziś są walentynki, to stwierdziłam, że opowiem Wam co nieco o mojej miłości. Rośnie ona powolutku, stopniowo, ale wiem, że będzie ona trwała. Zapraszam do recenzji książki "Slammed", ta książka moim zdaniem jest idealną pozycją na długi, zimowy walentynkowy wieczór. Już teraz mogę wam powiedzieć, że jeśli jeszcze nie znacie tej książki, to naprawdę dziwię się jakim cudem i dlaczego jeszcze tego nie zmieniliście. I dziwię się, jakim cudem ja nigdy wcześniej po nią nie sięgnęłam. 




Layken skończyła niedawno osiemnaście lat. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej niespodziewanie straciła ojca. Wraz z kochającą matką i młodszym bratem postanawiają zostawić za sobą przeszłość w Teksasie, by rozpocząć nowe życie w Michigan. Sprzedają dom, pakują rodzinne pamiątki i wyruszają na północ. Każde z nich z innymi obawami i planami na dalszą przyszłość. Zarówno Lake, jak i Kel nie chcą porzucać szkoły, przyjaciół, wspomnień związanych z ulubionymi miejscami. Boją się tego, co ich czeka prawie dwa tysiące kilometrów od domu. Prawdziwego domu. Julia też się martwi. Mimo to stara się dodać otuchy swoim dzieciom i wesprzeć ich w najtrudniejszych chwilach. 

Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że już pierwszy kontakt z sąsiedztwem z naprzeciwka zwiastuje poważne zmiany w rodzinnych relacjach. A to dopiero początek niezwykle emocjonalnej, momentami przezabawnej historii losów dwóch rodzin Cohen i Cooperów, w której nikt nie zdaje sobie sprawy, jak ich członkowie staną się sobie bliscy w obliczu śmiertelnej choroby i codziennych problemów.

Colleen Hoover coraz bardziej mnie zaskakuje. "Confess" było świetne, niesamowicie mi się podobało i nie spodziewałam się, że Colleen mnie zaskoczy, w szczególności w jeśli mówimy o debiutanckiej powieści. Jednak, gdy w moje łapki trafił pierwszy tom "Pułapki uczuć" w nowym, przepięknym wydaniu, to zrozumiałam, że "Confess" to zaledwie ułamek jej umiejętności. A gdy skończyłam "Slammed" to byłam pod ogromnym wrażeniem, że debiut może być tak dobry, a panią Hoover polubiłam jeszcze bardziej. 

Jednak, moja przygoda z twórczością tej autorki, nie była usiana płatkami róż. Na początku dziwiłam się, wiele razy głowiłam się, co takiego robi Colleen, że jest tak poczytną, znaną i lubianą pisarką. Wiele razy próbowałam się sama przekonać, ale jakoś nigdy nic z tego nie wychodziło. Pożyczałam książkę z biblioteki i koniec końców, leżała na półce aż do chwili gdy musiałam ją odnieść, jakoś mi było do niej nie po drodze. A teraz żałuję, bardzo żałuję, że wcześniej jej unikałam, bo jak teraz się okazało, wbrew temu co myślałam, straciłam naprawdę wiele. To dopiero moja druga przeczytana powieść tej autorki, a już wiem, że już niedługo szykują się Hooverowe zakupy. Na szczęście mogę to nadrobić. Nie mogę teraz jasno stwierdzić, że Colleen jest moją ulubioną autorką, ale wytrwale pnie się ona coraz wyżej i dotarcie do podium nie będzie dla niej żadnym problemem! I wiecie co? Bardzo mnie to cieszy, bo jej książki w jakiś cudowny sposób podnoszą mnie na duchu i ocieplają zamarznięte serce. 

Mimo, że opis nie brzmi jakoś niesamowicie, ot historia miłosna jakich wiele. Mamy chłopaka i dziewczynę, między którymi pojawia się miłość i przeszkody, które muszą pokonać. Jednak bardzo szybko przekonujemy się, że to nie prawda, już na pierwszych stronach przekonałam się, że jest to jedna z tych wyjątkowych książek, które wzbudzają w czytelniku cały wachlarz emocji. Nie sposób nie przeżywać tej historii, a emocje prawie rozsadzają serce, które w pewnym momencie już samo nie wie, co robić. Bić szybciej, czy się zatrzymać. To, co Hoover robi z serduchem powinno być karalne, mówię wam. 

Na początku wszystko jest proste. Mamy dziewczynę Layken i chłopaka Willa, oboje cierpią po stracie swoich bliskich i nie mają lekko w życiu. Ich spotkanie się zaraz po przeprowadzce Layken, daje im nadzieję, że szczęście naprawdę się im należy i że wystarczy, że wyciągną rękę a otoczy ich ono niczym bańka. Bohaterowie znają się niedługo, ale czują, że to właśnie jest to, że tego szukali całe swoje życie. Jednak w prawdziwym życiu nic nie przychodzi z łatwością, a czasami nie ważne jak mocno walczymy, nie damy rady pokonać trudności, które stanęły nam na drodze. Serce mówi, by wybrać ukochaną, ale rozum wie, że jest to niemożliwe i może to być początkiem końca. I to mi się niesamowicie podobało, że "Slammed" jest historią tak bardzo prawdziwą, że aż do bólu prawdziwą. To jest jej ogromny plus, że autorka na siłę nie próbowała wmówić nam, że życie jest proste i usłane różami. Realizm tej historii sprawia, że jeszcze lepiej się ją czyta.

Akcja powieści jest idealnie wymierzona, ani za szybka, ani za wolna, dzięki czemu czyta się lekko i przyjemnie. Widać, że Colleen bardzo przemyślała sobie tę książkę i włożyła mnóstwo pracy w każdą jej stronę. Wszystko ze sobą idealnie współgra, niczym perfekcyjnie dostrojone skrzypce. A ja uwielbiam grę skrzypiec. Sam pomysł, choć na początku może wydawać się nudny i nijaki (przez to, że wiele jest takich historii), jest po prostu doskonały. Styl autorki ma w sobie coś magicznego, widać że wie co robi i robi to obłędnie! Coś, co z pozoru powinno być przewidywalne, Colleen napisała w taki sposób, że takie nie jest. Nie wiem jak, ale ona naprawdę ma talent. Tej książki się nie czyta, ją się pochłania na jednym tchu, z uśmiechem, bądź podkówką na twarzy. Płynie się przez nią, a oderwanie się od niej jest praktycznie niemożliwe.

Obok tej książki po prostu nie da się przejść obojętnie i niemożliwe jest by przeszła bez echa. Nie zapomnicie tak łatwo o tej historii, będzie was ona dręczyć, będziecie nad nią myśleć, a łzy nie raz, nie dwa pojawią się w waszych oczach. Obserwowanie zmagań bohaterów, tego jak sobie radzą po tragediach jakie ich spotkały, a także miłości o którą walczą, jest uzależniające i bardzo emocjonujące. Ta książka budzi emocje, szarpie sercem na wszystkie strony i zajmuje każdą jego część. 


Jej głównymi zaletami są nie tylko świetny styl autorki, ale także i lekki i przyjemny sposób prowadzenia historii. Do tego bohaterowie, których po prostu nie da się nie polubić. Są oni tak bardzo realistyczni, tak bardzo prawdziwi, że wydaje się nam, że istnieją naprawdę. I nie mówię tutaj tylko i wyłącznie od Willu i Layken, ale także i o innych bohaterach, których poznacie jeśli tylko sięgniecie po tę powieść. Fabuła nie jest przesłodzona, ani kiczowato irytująco, rażąca w oczy. Mam tutaj na myśli to, że świat nie jest wyidealizowany, a bohaterowie nie są płytcy. A obecność wierszy dodaje cudownego klimatu, co jeszcze bardziej angażuje emocjonalnie. Jak czytałam, to ze zniecierpliwieniem czekałam na kolejny wiersz, nie mogąc się go doczekać. Bo choć fanką wierszy nie jestem, to te bardzo mi się podobały. Nie mogę również nie wspomnieć o świetnym humorze, którzy nie raz sprawi, że uśmiechniecie się, bądź zaśmiejecie. Czyż to nie jest książka idealna? Wszystko jest doskonale dopasowane i mamy składniki, które są przepisem na hit. 

Bardzo podobało mi się to, że mimo iż miłość pojawiła się tutaj szybko, to nie była nachalna, ani, hmm jak to ująć, bezsensowna. A wręcz przeciwnie! Ta delikatność mnie zdziwiła i rozgrzała serducho. I nie tylko o miłości między Layken a Willem ;) Nie mogę się już doczekać, aż dotrą do mnie kolejne tomy, coś czuję, że rzucę się na nie jak dzikus. "Slammed" jest książką wspaniałą, wciąga, angażuje i nie pozwala się oderwać. Nawet nie sądziłam, że tak bardzo potrzebowałam takiej historii. Polecam ją wam serdecznie, jeżeli szukacie czegoś lekkiego, co na długo zostanie w waszej pamięci i będzie lekturą na jeden wieczór. Będziecie zadowoleni ^^ 

 A jeśli jej nie macie, a chcielibyście ją wygrać, to mam dla was niespodziankę! Napiszcie w komentarzu, dlaczego chcielibyście przeczytać tę książkę, a ja wybiorę jedną osobę i do niej, dzięki uprzejmości Wydawnictwa YA, poleci egzemplarz powieści. Nie zapomnijcie mnie zaobserwować i dopisać wasz mail w komentarzu. 

Także, ja wam życzę wspaniałych Walentynek, wyniki za tydzień!
Pozdrawiam, Marlena Marszałek

12.2.18

71. Moje pierwsze spotkanie z Colleen Hoover "Confess"


"Confess" było moim pierwszym spotkaniem z Colleen Hoover. I to całkiem niedawnym, bo zaczęłam czytać tę książkę gdzieś pod koniec grudnia zeszłego roku, a skończyłam dzień po Sylwestrze, gdy już ból głowy odszedł a energia na nowo powróciła do mnie ze zdwojoną siłą. Jednak nie byłam na to gotowa, naprawdę, nawet przez chwilę (mimo iż autorka jest z tego znana), nie przyszło mi do głowy to, że Colleen może złamać moje serducho. I to nie raz. Nie bójcie się, ta opinia nie będzie długa, bo jest to jedna z tych książek, które po prostu trzeba przeczytać samemu. 

Wielu z was pisało mi, że są jeszcze lepsze powieści od tej autorki niż "Confess", takie które dosłownie sprawią, że serce mi eksploduje. I naprawdę, zaczynam się tego bać. Bo jeśli już ta powieść, sprawiła że czułam się naprawdę mocno poruszona i kompletnie nie wiedziałam co myśleć, to ja się boję, co będę czuć np po "Ugly love", które w tej chwili grzecznie czeka sobie na półce, kompletnie gdzieś mając przekroczony o 2 tygodnia termin wypożyczenia tej książki w bibliotece. "Confess" mnie zabiło. I naprawdę nie mam ochoty oddawać tej książki, chyba muszę zaopatrzyć się we własny egzemplarz, bo jestem w tej książce po prostu zakochana. I jednocześnie jestem pod ogromnym wrażeniem. A mówicie, że są lepsze. Ja zaczynam się obawiać o moje biedne serce. 

Bo to, że sięgnę po kolejne, nie jest żadną tajemnicą. 


Znajdź w sobie odwagę, by wyznać… SEKRET 

PRAWDĘ 
MIŁOŚĆ 

Niewypowiedziane pragnienia, bolesna przeszłość i głęboko skrywane grzechy są dla Owena największą inspiracją. Utalentowany malarz kolekcjonuje anonimowe wyznania i przenosi je na płótno. Auburn od kilku lat walczy o odzyskanie normalnego życia i desperacko potrzebuje pieniędzy. Zakochanie się w przystojnym malarzu nie jest częścią jej planu, ale przekorne przeznaczenie stawia na swoim. Dziewczyna odkrywa jednak, że przeszłość ukochanego może odebrać jej to, co dla niej najważniejsze...

Wszystkie wyznania, które przeczytacie w tej powieści, są prawdziwe.


Wiele razy zastanawiałam się, co takiego jest w Colleen, że jest o niej tak głośno i jest tak uwielbiana. Jakoś nie mogłam się skłonić do sięgnięcia po jej twórczość, czego teraz (w momencie, gdy przeczytałam jeszcze "Slammed" z serii "Pułapka uczuć", recenzja we środę!), bardzo żałuję, że tak długo zwlekałam. Niesamowicie mi się spodobała ta historia, nie potrafiłam się oderwać, chociaż momentami bardzo tego potrzebowałam. Tej chwili oddechu, gdy akcja pędziła z zastraszającym tempie. Jednak tutaj muszę zaznaczyć, że akcja nie była jakoś szczególnie wyjątkowa, nie czułam że czytam coś, czego jeszcze nigdy wcześniej nie spotkałam. Mimo tego, było w niej coś takiego, nie jestem pewna jak to określić, coś takiego co poruszało mnie do głębi i nie pozwoliło nawet na sekundę odłożyć powieści. Nawet zamykające się oczy i zaspany umysł nie były dobrym powodem by się oderwać. 

Nie jest to opowieść lekka, chociaż może się taka wydawać. Na początku nie ma tutaj nic niezwyczajnego, mamy tutaj bohaterkę, która jest tajemnicza i nie chce się przed nami otworzyć, mamy malarza, który maluje obrazy na podstawie cudzych wyznań. Mamy pewnego policjanta, który za wszelką cenę chce... A tego wam nie powiem, bo to spojler. Z każdą kolejną stroną, gdy Colleen odkrywa swoje sekrety, "Confess" staje się czymś więcej, niż tylko fikcyjną opowieścią. Z każdą kolejną stroną, coraz bardziej czujemy wylewające się z niej życie, jakby to wszystko było prawdą spisaną na kartach powieści. I właśnie to sprawia, że mogę nazwać ją niezwykłą. Jej realizm, tajemnice które poruszą każdego.

Nie mogę oczywiście nie wspomnieć o przepięknych obrazach w środku powieści, które jeszcze bardziej umilają czytanie. Są tak cudowne, że bardzo dużą ilość czasu spędzałam na przeglądaniu ich i wzdychaniu. Chciałabym mieć taki talent, oj chciałabym. Gdyby nie te obrazy, to wydaje mi się, że całość wiele by straciła, więc cieszę się, że się one pojawiły. I do tego, jak dowiedziałam się, że wyznania z powieści są prawdziwe, nie zmyślone, to mnie zatkało. Z jednej strony, napełniło mnie to podziwem, a z drugiej, bardzo mnie to zasmuciło. A dlaczego? Bo wiele z tych wyznań było bardzo bolesnych. 

Książka naprawdę bardzo mi się podobała, czytało mi się ją niesamowicie przyjemnie i szybko. Styl Hoover jest naprawdę dobry, potrafi ona w bardzo ciekawy sposób opisywać różne zdarzenia i z łatwością tchnęła życie w tę powieść. Jestem naprawdę bardzo zaskoczona, bo nie spodziewałam się tego. A gdy nadszedł czas na ostateczne rozwiązanie akcji i zakończenie, to serce waliło mi tak mocno, że obawiałam się, że zaraz mi wyskoczy. A ostatni rozdział zostawił mnie z bardzo dziwnym uczuciami, których długo później nie mogłam ogarnąć, byłam zdumiona, skonfundowana, dosłownie brakło mi słów, bo nawet przez sekundę wcześniej nie pomyślałam, że coś takiego mogło się tam stać. To było piękne, ale jednocześnie trochę przerażające. Odkrycie tej tajemnicy było dla mnie czymś kolosalnym i nie potrafiłam w to uwierzyć. Jak dla mnie, idealny zabieg, idealnie pasujący do całości. To było coś... Wow. 

Wiele razy emocje prawie we mnie eksplodowały, a moje serce już ledwo wytrzymywało. Ja, która kiedyś nienawidziła takich książek, nie mogłam się oprzeć i oddałam całą siebie tej książce. I nie żałuję. Bo chyba zyskałam autorkę, po której książki będę sięgać chętniej niż po książki innych autorów. Colleen złapała mnie w swoje sidła i coś czuję, że szybko mnie z nich nie wypuści. Jeśli w ogóle to zrobi, a coś czuję, że chyba tak się nie stanie. No cóż, pozostaje mi jedynie czekać na resztę części "Slammed" i zabrać się za "Ugly love". Obserwowanie miłości dwóch głównych bohaterów, przeciwności które stanęły na ich drodze i całej reszty, sprawiło mi ogromną radość i momentami przysporzyło o ból głowy, hahaha. Polecam wam z całego serducha tę książkę, jeżeli lubicie książki pani Hoover a co do tej nie byliście pewni, koniecznie przeczytajcie. Ja jeszcze długo po jej przeczytaniu nie mogłam o niej zapomnieć, co bardzo dobrze o niej świadczy. Jest to naprawdę wspaniała powieści, która nie raz przyprawi was o łzę czy szybsze bicie serca. A jej oprawa sprawi wam jeszcze więcej radości. Ja teraz żałuję, że nie mam tej książki na własność. Pani Hoover naprawdę mi zaimponowała, jest pod ogromnym wrażeniem i nie mogę się doczekać aż poznam jej inne książki! 

Polecam wam "Confess" z całego serducha! A jeżeli czytaliście już wcześniej tę książkę, to dajcie mi koniecznie znać, jak się wam ona podobała ;)
Pozdrawiam i życzę wspaniałego dnia,
Marlena Marszałek
Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.