Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty

5.11.17

Filmowa Niedziela #3 - Maraton Horrorów w Kinie Helios


Nigdy nie byłam jakąś ogromną fanką horrorów, gdy byłam młodsza to unikałam ich jak ognia, bałam się tak bardzo, że jeżeli już obejrzałam jakiś, to nie mogłam zasnąć, ze strachu bolał mnie brzuch a każdy najmniejszy szmer wprawiał moje serce w panicznie szybkie bicie. Byłam bardzo bojaźliwa i podczas gdy innych horrory zachwycały, to ja omijałam je szerokim łukiem. Jednak z biegiem lat zaczęło się to zmieniać. Głównie przez moją przyjaciółkę Pandę zaczęłam oglądać ten rodzaj filmu. 

Zaczęło się od filmu Annabelle, pierwszej części, chociaż mogę się mylić. Potem jeden maraton w kinie, drugi maraton u niej na urodzinach, kolejne filmy w kinie i nagle zaczęłam z pasją pochłaniać serię "Piła", "Krzyk" (tak wiem, ciężko to nazwać horrorem). Dopiero niedawno zorientowałam się co się ze mną stało. Polubiłam horrory! Co prawda będą sama w domu, w życiu nie odważę się obejrzeć takiego filmu i w ogóle sama nie lubię ich oglądać. Z bratem jak najbardziej, ostatnio pochłonęliśmy "Obecność", to było po prostu świetne! Jednak w chwili, jak to było w tym przypadku, gdy widzę że w kinie jest horror, bądź ich maraton, to nawet się nie zastanawiam i od razu proponuję mojej przyjaciółce wyjście. Ostatnio chodzimy coraz częściej. We wrześniu "To", którego recenzję możecie już przeczytać od dłuższego czasu na moim blogu, w październiku, przed Halloween, "Maraton Horrorów w Kinach Helios". W listopadzie również planujemy na coś pójść. 

Jednak, my dziś właśnie o maratonie. Do wyboru był zestaw 1 i zestaw 2, każdy po 4 filmy, cena 32 bilet ulgowy, 36 normalny, seanse 27 i 31 października. Pierwszy zestaw zawierał filmy „Slumber”, „Redwood”,„Mroczna Pieśń” i „Krucyfiks”. Drugi zaś "Dead Awake", "Męczennicy", "To przychodzi po zmroku" i "Co się wydarzyło w Gracefield". Nasz wybór padł na zestaw drugi, 27 października. Jednak jak tak teraz nad tym myślę, to trochę żałuję, bo zdradzę wam to już teraz, nie były to jakieś szczególnie ambitne filmy, powtarzające się schematy bardzo mnie irytowały. Jednak, może to być też trochę wina zmęczenia. Seans trwał od 23.00 do prawie 7 rano! I to wszystko przez to, że po każdym filmie była 15 minutowa przerwa. A ja przy ostatnim filmie, marzyłam już jedynie o tym by móc w spokoju zasnąć. W kwestii nie spania jestem zaprawiona w boju, nie raz się zasiedziałam przy telefonie, bądź książce i nim się orientowałam była już 7 rano, a mi się kompletnie nie chciało spać, jednak tym razem nie podołałam i przespałam 20 minut ostatniego filmu. Na szczęście Panda nawet nie zmrużyła oka i szybko opowiedziała mi co się działo, dzięki czemu szybko ogarnęłam fabułę. 

Jednak, nie będę zaczynać od ostatniego filmu, bo to trochę bez sensu. Zacznijmy od samego początku. Stoimy w kolejce, mamy na twarzy halloweenowe makijaże, ludzie się patrzą na nas jak na głupie a obsługa się uśmiecha. Wpuszczają nas, wchodzimy, zajmujemy miejsca (nawiasem mówiąc, wybrałyśmy idealnie! Polecam 9 rząd, 10,11 i 12 miejsce!) i się zaczyna. Gasną światła (biedny nawias, nie dam mu dziś spokoju; czy ktoś kojarzy horror "Kiedy zgasną światła"? To było coś! Pamiętam jak przeraźliwie się bałam wracać po nim do domu, a było ciemno jak w... No na pewno wiecie o co mi chodzi), robi się cudowna atmosfera i zaczyna się pierwszy film. A jest nim "Dead Awake"

Kate Bowman (Jocelin Donahue), na skutek śmierci swojej siostry bliźniaczki, zaczyna badać tajemnicze przypadki zgonów w czasie snu. Na krótko przed śmiercią ofiary opowiadały o nawiedzającej ich nocą nadprzyrodzonej sile. Każda z nich cierpiała na tzw. "paraliż senny". Przerażająca choroba unieruchamia swoje ofiary podczas snu. Kate zgłębiając sprawę naraża się na gniew istoty, która zaczyna prześladować jej przyjaciół. Dziewczyna musi zmierzyć się z demoniczną siłą i powstrzymać rozpętany koszmar. (opis pochodzi z filmwebu)

Na filmwebie ten film na bardzo niską ocenę, bo ledwie 4,6/10. I w sumie, nie rozumiem dlaczego. Nie był może jakiś niezwykły, ale potrafił przestraszyć i był naprawdę ciekawie zrealizowany. Sam pomysł jest intrygujący, a całość ogląda się w pełnym napięcia oczekiwaniu na rozwinięcie i rozwiązanie akcji, z ogromną przyjemnością i podekscytowaniem. Tematyka filmu i sposób pokazania mary dręczącej ludzi opanowanych paraliżem sennym naprawdę może przyprawić o ból głowy i lekką obawę, czy na pewno chcemy dziś iść spać. Ja tak nie miałam, głównie dlatego, że mam wrażenie wyrosłam z tego rodzaju strachu. Pamiętam, że jak byłam młodsza to bardzo często miałam paraliże, leżałam z twarzą do poduszki, czułam że się duszę, ale nie mogłam się ruszyć. Albo budziłam się z dziwnym doświadczeniem, podnosiłam rękę do góry, a mimo tego czułam że nadal leży ona na łóżku. Jednak z biegiem czasu wyrosłam z tego i dlatego tego typu filmy mnie nie przerażają. Po prostu jestem już za stara na takie strachy. 

Mimo wszystko, film jak najbardziej polecam, niesamowicie działa na umysł i choć akcja jest czasami nużąca, to wciąga. Mam pewne zastrzeżenia co do bohaterów, ale aktorzy ich grający doskonale się w nich wcielili. Mogę wam go z czystym sumieniem polecić. 

Kolejnym filmem byli "Męczennicy". I ten film mnie zaskoczył. 


Film opowiada o Lucie, która wraz ze swoją przyjaciółką szuka zemsty na swoich oprawcach, którzy torturowali ją w dzieciństwie. Zaczyna się niepokojąco, ale to dopiero końcówka kompletnie mnie rozwaliła. Na początku kompletnie nic nie rozumiałam i byłam naprawdę skonsternowana. Nie mi oceniać horrory, nie jestem krytykiem filmowym, więc moja opinia o tym filmie nie będzie zbyt dokładna. Dopiero później, gdy się wyjaśniło o co chodzi, to wszystko mi się poukładało. Jednak tak, czy siak, film mnie zawiódł. 


Jednak, nie oszukujmy się, spodziewałam się więcej. Film to jedynie, jak się tyle co dowiedziałam, remake, a doskonale wiemy, że nigdy nie są one zbyt dobre. Z ciekawości, chyba się skuszę na oryginał. Było ciekawie, to prawda, było przerażająco, na usta cisnęły mi się przekleństwa gdy widziałam tortury, znęcanie się nad niewinnymi ludźmi, tylko po to, by odkryć pewną prawdę. Nie zdradzę wam o co chodziło, ale uwierzcie mi, jeżeli już skusicie się obejrzeć ten film, to możecie się poczuć lekko zawiedzeni. "Męczennicy" nie są złym filmem, jednak pełno tutaj nieścisłości, dziur które nie są niczym zatkane, a gra aktorska, mimo że nie jest aż tak zła, to mimo wszystko momentami jest kompletnie nie w punkt. Przesadzone, lub całkowicie nieadekwatne reakcje również bardzo irytują. 

Jednak to nie tak, że film ten jest beznadziejny, ma w sobie to coś, jakieś przesłanie. Jeżeli o mnie chodzi, to nie żałuję, że go obejrzałam. Czasami nawet i takie filmy się przydają.

Jesteśmy już w połowie, dwa filmy za nami i dwa przed nami. I właśnie zdałam sobie sprawę, że zawiodłam się. Nie zastanawiałam się wcześniej nad tym, po prostu obejrzałam, zapomniałam. I właśnie w tym problem. W tych filmach nie było tego czegoś. Były bezpłciowe, nijakie, a ich potencjał został zmarnowany. Może i podczas seansu naprawdę fajnie mi się je oglądało i wspaniale spędziłam czas, ale ledwo wyszłam z kina i już o nich zapomniałam. A tak nie powinno być. 

Trzecim filmem było "To przychodzi po zmroku". 

Wyobraź sobie koniec świata. A teraz wyobraź sobie coś znacznie gorszego... Paul zrobi wszystko, żeby ochronić swoją rodzinę przed nadciągającym, tajemniczym wirusem. Na całym świecie nie ma dla nich bezpiecznego miejsca, oprócz opuszczonego domku w środku lasu. Żyją według surowych zasad, chcąc przetrwać najgorsze. Sytuacja komplikuje się, gdy do chatki trafia kolejna rodzina poszukująca schronienia.

I nawet nie będę się w tym przypadku rozwodzić. Nuda, nuda, nuda, gdzieś to już widziałam, pełno nieścisłości. Film miał ogromny potencjał, pomysł był naprawdę ciekawy. Jednak, no cóż, nie udało się. Mimo wszystko, zachęcona przez pewnego użytkownika Filmwebu obejrzę jeszcze raz. Nie ma co ukrywać, film wymaga od widza myślenia, skupienia się na tym co widzimy na ekranie. A oglądanie go, gdy jest się ledwo przytomnym, nie jest dobrym pomysłem. Także, nie chcę was zniechęcać do niego, bo mój osąd nie jest do końca obiektywny. Umówmy się tak, że obejrzę go jeszcze raz, przeanalizuję i wrócę do was z pełną recenzją. To będzie najlepsze rozwiązanie. Im dłużej się nad nim zastanawiam, tym więcej smaczków odkrywam. Może wcale nie był taki zły? 

I ostatni film "Co się wydarzyło w Gracefield?"

Grupa przyjaciół udaje się na długi weekend do domku letniskowego w Gracefield. Nieoczekiwanie zabawę przerywa dziwny wypadek. Z nieba spada coś co zmienia sielską zabawę w koszmar.

Ogółem, zamysł na film był ciekawy. Jednak koszmarna gra aktorów, wiele dziur, całość prymitywna, nudna i irytująca. Cały czas miałam wrażenie, że gdzieś już to widziałam, więc zastanawiałam się gdzie. Do teraz nie mam zielonego pojęcia. Bardzo często przysypiałam na tym filmie i nie będę kłamać, czekałam z niecierpliwością aż się skończy i będę mogła w końcu pojechać do domu. Mogłam wyjść wcześniej, to prawda. Ale nie chciałam. 

I do tego ten wnerwiający styl nagrywania "z ręki". Jak ja tego nienawidzę! Nic mnie bardziej nie wkurza, jak taki zabieg zastosowany w filmie. Może i na początku jest to ciekawe, ale później przeraźliwie męczy. Co do tego filmu, nawet mimo satysfakcjonującego zakończenia, jestem na nie. Nie marnujcie na niego czasu, naprawdę nie warto. Już lepiej obejrzeć najnowszą "Piłę" albo "Obecność". 

Podsumowując, jak za taką cenę, było warto. Bo mimo wszystko, wychodzi coś koło 8 złotych za film, a przynajmniej miło spędziłam czas. Jednak, nie oszukujmy się, Helios po prostu robi nas w ciula i dostajemy słabe filmy, o których zapomnimy szybciej niż skończą się napisy końcowe. Zawiodłam się. A oczekiwałam naprawdę wiele, bo ich opisy są niczego sobie. A trzeba było wybrać zestaw nr. 1. Może byłoby ciekawiej. No cóż, nie będę się rozwodzić. Sami zadecydujcie, czy chcecie obejrzeć któryś z tych filmów. Jednak, na przyszłość, nim wybierzecie się na maraton horrorów w Heliosie, radzę dokładnie obczaić filmy w internecie. O czym są, jak oceniają je inni ludzie. Bo inaczej jest duża szansa, że będziecie zawiedzeni. Ja jestem bardzo zawiedziona.

Pozdrawiam, Marlena Marszałek 


17.9.17

Filmowa Niedziela - Klauny, baloniki, krew, czyli moje spotkanie z "To".



Wyobraź to sobie. Czerwony balonik powoli unosi się nad studnią. Delikatnie kołysze się na wietrze, a ty zastanawiasz się, co jest do niego przywiązane. Zaciekawiony podchodzisz bliżej. Nie boisz się, póki balonik nie obraca się i twoim oczom nie ukazuje się napis "Dzisiaj zginiesz". Stwierdzasz jednak, że to jakiś głupi żart. Zerkasz do studni i okazuje się, że niczego tam nie ma. Wzdychasz z ulgą, powoli się obracasz i twój wzrok pada na stojącego z tobą klauna i jego otwartą paszczę pełną zębów. Wita cię on wesołym głosikiem, po czym wybucha złowieszczym śmiechem i rzuca się na ciebie. Chcesz krzyczeć, ale nie możesz wydobyć z siebie głosu. Chcesz uciekać, ale nogi odmawiają posłuszeństwa. I nagle, gdy zębiska są o krok od twojej twarzy, twój kolega rzuca takim tekstem, że momentalnie wybuchasz śmiechem. Cały misternie budowany klimat poszedł się... (dobrze wiemy co), a ty rżysz jak głupi.

Dokładnie tak czułam się podczas oglądania "To". 

Ginie chłopiec Georgie, ubrany w żółtą kurteczkę, na deszczu, puszczał zrobioną przez brata łódeczkę. Niestety, łódka spływa do kanałów. Chłopiec jest załamany, nachyla się nad dziurą odpływową i wypatruje prezentu od brata. Nagle jego oczom ukazuje się klaun i patrzy prosto na chłopca. Zdobywa jego sympatię, a później wciąga do kanałów. Już nigdy więcej nikt nie zobaczył chłopca w żółtej kurteczce. Rok później, gdy dzieci nadal giną, brat Georgie, Bill razem ze swoimi przyjaciółmi, postanawia stawić czoła temu czemuś, co porywa dzieci. Chcą odkryć co tak naprawdę się stało i kto za tym stoi. Nawet nie spodziewają się, jakie zło kryje się w kanałach. I ile krwi przyjdzie im przelać, ile strachu zalęgnie się w ich żyłach, by je mogli go pokonać. 

Nie powiem, żebym miała jakieś wielkie nadzieje, jednak normalne jest, że jeżeli człowiek idzie do kina na horror, to oczekuje od filmu, że się przestraszy. Co prawda, ja jakąś wielką fanką horrorów nie jestem, dopiero od niedawna zaczęły mi się one podobać, jednak tylko wtedy gdy oglądam je z kimś. Sama za bardzo się boję.  Gdy oglądałam trailer i zdecydowałam się, że koniecznie muszę pójść na ten film do kina, nie spodziewałam się Bóg wie czego, a to dlatego, że nigdy nie miałam styczności z ekranizacjami książek Stephena Kinga, ba!, nawet jego książek nie czytałam. Co prawda, nie będę tego ukrywać, zaczęłam "Carrie", "Smętarz zwierząt" i taką inną o psie, której tytułu nie pamiętam, ale za bardzo się bałam, by je skończyć. Z tych też powodów, nie wiedziałam czego oczekiwać od filmu, nie miałam żadnego porównania z książką, ani nie znałam twórczości autora.  

Jedyne czego oczekiwałam to solidnej dawki dreszczy i dobrej, mocnej historii. A  nie ma co ukrywać, w takim przypadku klimat jest bardzo ważny. Bo jeżeli osadzimy horror w jakimś jasnym miejscu, a kadry będą żywe i kolorowe, to nie ma opcji by widz czuł niepokój, a zbudowanie klimatu na takiej podstawie będzie naprawdę trudne. Chociaż mogę się mylić, nie obejrzałam zbyt wielu horrorów w swoim życiu, dlatego moja opinia może być trochę niezgodna z opinią weteranów horrorów. Nie ważne ile krwi nawalimy, ile screamerów wrzucimy, naprawdę ciężko jest się bać, gdy mamy wyżej wspomniany przypadek. A do tego, jeżeli jeszcze dorzucimy bohatera, który cały czas będzie rzucał głupimi tekstami, przy których widz uśmieje się jak nigdy, to nawet jeśli uda się nam zbudować klimat, to po takim zabiegu rozpłynie się on niczym mgła. Chyba nie o to chodzi w horrorze. 

Pennywise był bardziej śmieszny niż straszny. Ale mimo wszystko, podziwiam aktora, który wcielił się w jego rolę.

I to bardzo mnie raziło w "To". Nie zaprzeczę, doskonale się bawiłam, uśmiałam się lepiej niż przy wielu komediach i naprawdę polubiłam, a nawet pokuszę się o wyrażenie, pokochałam bohaterów. Jednak, nie ma co ukrywać. Nazywanie tego filmu horrorem, to kpina, niedopowiedzenie, żart. Tak, wiem jak to brzmi. Jednak, jeżeli czujecie się obrażeni, to posłuchajcie tego (a raczej przeczytajcie to). Klimat byłby genialny, ale użycie jasnych i żywych kadrów, całkowicie i rażąco innych od znanych nam z horrorów ciemnych, szarawych scen a także jeden z bohaterów, który jak wspomniałam wcześniej, bardzo skutecznie sprawiał, że cały niepokój, który mimo wszystko udało się temu filmowi wykrzesać ze mnie, sprawiały że został on błyskawicznie rozładowany. Przez cały film, trwający 2 godziny i 15 minut, przestraszyłam się 2 razy. Jedynie dwa razy. I tutaj w mojej głowie pojawiło się pytanie, wyrosłam ze strachu, czy po prostu film nie jest straszny? Odpowiedź jest prosta. Ten film nie jest horrorem. Nie jest straszny. 

Dla porównania, opiszę wam jak się czułam po obejrzeniu "Kiedy zgasną światła". Gdy oglądałam, były momenty że dosłownie zasłaniałam oczy, nie chcąc patrzeć na to co się dzieje na ekranie. Po wyjściu z kina, trzęsłam się tak bardzo, że koleżanka, z którą byłam na seansie, śmiała się ze mnie przeraźliwie. Musiała mnie przytrzymywać, żebym przypadkiem nie wpadła w jakiś słup. A gdy później, w ciemnościach, jedynie przy świetle latarki z telefonu, szłam do domu, to dosłownie przebiegłam od jednej latarni do drugiej, w obawie, że jeżeli będę dłużej w ciemności, to w moje gardło wbiją się szpony o długości kilkudziesięciu centymetrów a moim oczom, tuż przed śmiercią, ukaże się przeraźliwa twarz potwora. Tej nocy zasnęłam przy zapalonym świetle, plecy mając tak spięte, że naprawdę ciężko było mi zasnąć. I taki film można nazwać horrorem. 

Bill i Beverly
Po "To" nic takiego nie czułam. Nie bałam się, że nagle z kanałów usłyszę krzyk maltretowanego dziecka, wołającego o pomoc, albo że jeżeli się odwrócę to zobaczę mnóstwo czerwonych balonów i w ułamku sekundy zostanę pożarta przez stojącego za nimi klauna. I dlatego też, mimo że film naprawdę mi się niesamowicie podobał i wprost nie mogę doczekać się drugiej części, to czuje się zawiedziona. Nawet mimo tego, że tak naprawdę nie oczekiwałam wiele. Bo nawet tych małych oczekiwań ten film nie spełnił, co niestety trochę mnie zasmuciło. Jednak, nie chcę wam przedstawiać tylko minusów filmu, bo nie chcę was do niego zniechęcić a jedynie wyrazić swoją opinię na jego temat, pokazać jego wady i zalety, zady i walety. A nie same wady, bo to nie o to tutaj chodzi. 

Teraz zastanawia mnie jedno. Czy w książce było lepiej? Czy jest ona bardziej straszna? Chyba będę musiała się sama przekonać. Jedno mogę oddać filmowi. Zachęcił mnie do sięgnięcia po twórczość Stephena Kinga. I do przekonania się, czy pierwowzór jest lepszy. Jednak, coś sądzę, że na pewno. Bardzo często jest tak, że książka jest o wiele lepsza od ekranizacji, czemu sądzę, że nie zaprzeczycie.


Ogromnym plusem są bohaterowie i obsada. Genialnie wykreowani przez Stephena i doskonale zagrani przez młodziutkich aktorów. Najbardziej polubiłam Billa. Grający go aktor Jaeden Lieberher nie dosyć, że jest naprawdę przystojnym chłopcem, to niesamowicie podobał mi się jego głos i gra aktorska. Przy żadnych z aktorów nie miałam wrażenia, że są sztuczni, grali bardzo dobrze, tak że naprawdę uwierzyłam, że są tymi postaciami. Stali się jednością, co bardzo podziwiam. Wracając jednak do Billa, chłopak jąkał się i to może też dzięki temu poczułam do niego ogromną sympatię. Sama należę do osób jąkających się, co niestety bardzo skutecznie sprawia, że bardzo mało się odzywam. I zawsze czuję jakąś dziwną więź z osobami, które również się jąkają, nawet jeżeli są to postacie fikcyjne. A Billa nie da się nie lubić. Doskonale wykreowany i doskonale zagrany. Naprawdę go polubiłam i sądzę, że warto było obejrzeć ten film, nawet tylko dla niego ;)

Jednak, hej!, nie zapominajmy o reszcie bohaterów (zachęcam was do zapoznania się z obsadą na stronie Filmwebu). Wiem, że pewnie czekacie, aż opowiem wam o nich coś więcej. A tu figa z makiem, bo nie opowiem. Sami musicie się przekonać jacy są inni bohaterowie. Nie mogę odebrać wam tej przyjemności. Powiem jedynie, że naprawdę warto, bo są genialni. Każdy ma swój unikalny charakter i każdy coś wnosi do filmu. Oprócz Billa polubiłam również Beverly. To co przeżywała ona każdego dnia, było straszne i sama myśl o tym przyprawiała mnie o dreszcze. To, jak dla mnie, było straszniejsze od klauna, od krwi, od śmierci, którą zadawały zębiska potwora. Nigdy nie chciałabym, by takie coś przydarzyło się mnie. Już chyba wolałabym umrzeć. I dlatego, niesamowicie podziwiam Beverly, że po tym wszystkim potrafiła jeszcze być silna i potrafiła kogoś pokochać, że mimo tego co się jej przytrafiło, wciąż czuła i nie zamknęła się w sobie. 

Co do historii, to jak najbardziej na plus. Jednak trochę brakowało mi tego horrorowego klimatu, tajemnicy. Mimo wszystko, nie sądzę że "To" jest złym filmem. Broń Boże! Genialna ścieżka dźwiękowa, przemyślana historia, zwroty akcji i jak to nazywam, wścibskie dzieciaki, o durnym poczuciu humoru, czynią z tego filmu coś wartego obejrzenia. Do czego oczywiście jak najbardziej was zachęcam! Jeżeli dopiero zaczynacie swoją przygodę z tym gatunkiem i nie chcecie zaczynać, od mrożących krew w żyłach filmów, to ten będzie dla was idealny. Uwierzcie mi, nie będziecie się bać. Głupie żarciki, śmieszne sytuacje, rozładują kłębiący się w was niepokój i dzięki temu będzie się wam przyjemniej oglądało. 

Od lewej: Stanley, Mike, Richie, Bill, Beverly i Ben.

Jednak, jeżeli pochodzicie z grupy miłośników horrorów, a na waszym koncie jest wiele genialnych produkcji, przy których strach towarzyszył wam praktycznie w każdej sekundzie, to będziecie zawiedzeni, a może nawet i znudzeni. Nie ma co tu kryć, jeżeli oczekujecie mocnych wrażeń, to nie szukajcie ich tutaj, bo tylko się rozczarujecie. Mi się bardzo podobało, bo nie oczekiwałam wiele. I jeżeli macie w planach obejrzeć ten film, to nie nastawiajcie się na wybuchy, strach wykręcający żołądek, dreszcze i ściśnięte gardło, bo się zawiedziecie. "To" ogląda się naprawdę przyjemnie i jestem pewna, że jeszcze nie raz do niego wrócę, jednak nie uznaję go za horror, prędzej za komedię z elementami horroru. Nie czuję się zawiedziona (no może odrobinę), bo bawiłam się naprawdę doskonale i bardzo miło wspominam seans. I z niecierpliwością czekam na kolejną część, która na pewno się pojawi. 

A wy? Oglądaliście "To"? Jak się wam podobało? Co sądzicie o tym filmie? A może czytaliście książkę? Piszcie w komentarzach! :D


Pozdrawiam was serdecznie i życzę miłego dnia <3 
Marlena Marszałek


Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.