5.11.17

Filmowa Niedziela #3 - Maraton Horrorów w Kinie Helios


Nigdy nie byłam jakąś ogromną fanką horrorów, gdy byłam młodsza to unikałam ich jak ognia, bałam się tak bardzo, że jeżeli już obejrzałam jakiś, to nie mogłam zasnąć, ze strachu bolał mnie brzuch a każdy najmniejszy szmer wprawiał moje serce w panicznie szybkie bicie. Byłam bardzo bojaźliwa i podczas gdy innych horrory zachwycały, to ja omijałam je szerokim łukiem. Jednak z biegiem lat zaczęło się to zmieniać. Głównie przez moją przyjaciółkę Pandę zaczęłam oglądać ten rodzaj filmu. 

Zaczęło się od filmu Annabelle, pierwszej części, chociaż mogę się mylić. Potem jeden maraton w kinie, drugi maraton u niej na urodzinach, kolejne filmy w kinie i nagle zaczęłam z pasją pochłaniać serię "Piła", "Krzyk" (tak wiem, ciężko to nazwać horrorem). Dopiero niedawno zorientowałam się co się ze mną stało. Polubiłam horrory! Co prawda będą sama w domu, w życiu nie odważę się obejrzeć takiego filmu i w ogóle sama nie lubię ich oglądać. Z bratem jak najbardziej, ostatnio pochłonęliśmy "Obecność", to było po prostu świetne! Jednak w chwili, jak to było w tym przypadku, gdy widzę że w kinie jest horror, bądź ich maraton, to nawet się nie zastanawiam i od razu proponuję mojej przyjaciółce wyjście. Ostatnio chodzimy coraz częściej. We wrześniu "To", którego recenzję możecie już przeczytać od dłuższego czasu na moim blogu, w październiku, przed Halloween, "Maraton Horrorów w Kinach Helios". W listopadzie również planujemy na coś pójść. 

Jednak, my dziś właśnie o maratonie. Do wyboru był zestaw 1 i zestaw 2, każdy po 4 filmy, cena 32 bilet ulgowy, 36 normalny, seanse 27 i 31 października. Pierwszy zestaw zawierał filmy „Slumber”, „Redwood”,„Mroczna Pieśń” i „Krucyfiks”. Drugi zaś "Dead Awake", "Męczennicy", "To przychodzi po zmroku" i "Co się wydarzyło w Gracefield". Nasz wybór padł na zestaw drugi, 27 października. Jednak jak tak teraz nad tym myślę, to trochę żałuję, bo zdradzę wam to już teraz, nie były to jakieś szczególnie ambitne filmy, powtarzające się schematy bardzo mnie irytowały. Jednak, może to być też trochę wina zmęczenia. Seans trwał od 23.00 do prawie 7 rano! I to wszystko przez to, że po każdym filmie była 15 minutowa przerwa. A ja przy ostatnim filmie, marzyłam już jedynie o tym by móc w spokoju zasnąć. W kwestii nie spania jestem zaprawiona w boju, nie raz się zasiedziałam przy telefonie, bądź książce i nim się orientowałam była już 7 rano, a mi się kompletnie nie chciało spać, jednak tym razem nie podołałam i przespałam 20 minut ostatniego filmu. Na szczęście Panda nawet nie zmrużyła oka i szybko opowiedziała mi co się działo, dzięki czemu szybko ogarnęłam fabułę. 

Jednak, nie będę zaczynać od ostatniego filmu, bo to trochę bez sensu. Zacznijmy od samego początku. Stoimy w kolejce, mamy na twarzy halloweenowe makijaże, ludzie się patrzą na nas jak na głupie a obsługa się uśmiecha. Wpuszczają nas, wchodzimy, zajmujemy miejsca (nawiasem mówiąc, wybrałyśmy idealnie! Polecam 9 rząd, 10,11 i 12 miejsce!) i się zaczyna. Gasną światła (biedny nawias, nie dam mu dziś spokoju; czy ktoś kojarzy horror "Kiedy zgasną światła"? To było coś! Pamiętam jak przeraźliwie się bałam wracać po nim do domu, a było ciemno jak w... No na pewno wiecie o co mi chodzi), robi się cudowna atmosfera i zaczyna się pierwszy film. A jest nim "Dead Awake"

Kate Bowman (Jocelin Donahue), na skutek śmierci swojej siostry bliźniaczki, zaczyna badać tajemnicze przypadki zgonów w czasie snu. Na krótko przed śmiercią ofiary opowiadały o nawiedzającej ich nocą nadprzyrodzonej sile. Każda z nich cierpiała na tzw. "paraliż senny". Przerażająca choroba unieruchamia swoje ofiary podczas snu. Kate zgłębiając sprawę naraża się na gniew istoty, która zaczyna prześladować jej przyjaciół. Dziewczyna musi zmierzyć się z demoniczną siłą i powstrzymać rozpętany koszmar. (opis pochodzi z filmwebu)

Na filmwebie ten film na bardzo niską ocenę, bo ledwie 4,6/10. I w sumie, nie rozumiem dlaczego. Nie był może jakiś niezwykły, ale potrafił przestraszyć i był naprawdę ciekawie zrealizowany. Sam pomysł jest intrygujący, a całość ogląda się w pełnym napięcia oczekiwaniu na rozwinięcie i rozwiązanie akcji, z ogromną przyjemnością i podekscytowaniem. Tematyka filmu i sposób pokazania mary dręczącej ludzi opanowanych paraliżem sennym naprawdę może przyprawić o ból głowy i lekką obawę, czy na pewno chcemy dziś iść spać. Ja tak nie miałam, głównie dlatego, że mam wrażenie wyrosłam z tego rodzaju strachu. Pamiętam, że jak byłam młodsza to bardzo często miałam paraliże, leżałam z twarzą do poduszki, czułam że się duszę, ale nie mogłam się ruszyć. Albo budziłam się z dziwnym doświadczeniem, podnosiłam rękę do góry, a mimo tego czułam że nadal leży ona na łóżku. Jednak z biegiem czasu wyrosłam z tego i dlatego tego typu filmy mnie nie przerażają. Po prostu jestem już za stara na takie strachy. 

Mimo wszystko, film jak najbardziej polecam, niesamowicie działa na umysł i choć akcja jest czasami nużąca, to wciąga. Mam pewne zastrzeżenia co do bohaterów, ale aktorzy ich grający doskonale się w nich wcielili. Mogę wam go z czystym sumieniem polecić. 

Kolejnym filmem byli "Męczennicy". I ten film mnie zaskoczył. 


Film opowiada o Lucie, która wraz ze swoją przyjaciółką szuka zemsty na swoich oprawcach, którzy torturowali ją w dzieciństwie. Zaczyna się niepokojąco, ale to dopiero końcówka kompletnie mnie rozwaliła. Na początku kompletnie nic nie rozumiałam i byłam naprawdę skonsternowana. Nie mi oceniać horrory, nie jestem krytykiem filmowym, więc moja opinia o tym filmie nie będzie zbyt dokładna. Dopiero później, gdy się wyjaśniło o co chodzi, to wszystko mi się poukładało. Jednak tak, czy siak, film mnie zawiódł. 


Jednak, nie oszukujmy się, spodziewałam się więcej. Film to jedynie, jak się tyle co dowiedziałam, remake, a doskonale wiemy, że nigdy nie są one zbyt dobre. Z ciekawości, chyba się skuszę na oryginał. Było ciekawie, to prawda, było przerażająco, na usta cisnęły mi się przekleństwa gdy widziałam tortury, znęcanie się nad niewinnymi ludźmi, tylko po to, by odkryć pewną prawdę. Nie zdradzę wam o co chodziło, ale uwierzcie mi, jeżeli już skusicie się obejrzeć ten film, to możecie się poczuć lekko zawiedzeni. "Męczennicy" nie są złym filmem, jednak pełno tutaj nieścisłości, dziur które nie są niczym zatkane, a gra aktorska, mimo że nie jest aż tak zła, to mimo wszystko momentami jest kompletnie nie w punkt. Przesadzone, lub całkowicie nieadekwatne reakcje również bardzo irytują. 

Jednak to nie tak, że film ten jest beznadziejny, ma w sobie to coś, jakieś przesłanie. Jeżeli o mnie chodzi, to nie żałuję, że go obejrzałam. Czasami nawet i takie filmy się przydają.

Jesteśmy już w połowie, dwa filmy za nami i dwa przed nami. I właśnie zdałam sobie sprawę, że zawiodłam się. Nie zastanawiałam się wcześniej nad tym, po prostu obejrzałam, zapomniałam. I właśnie w tym problem. W tych filmach nie było tego czegoś. Były bezpłciowe, nijakie, a ich potencjał został zmarnowany. Może i podczas seansu naprawdę fajnie mi się je oglądało i wspaniale spędziłam czas, ale ledwo wyszłam z kina i już o nich zapomniałam. A tak nie powinno być. 

Trzecim filmem było "To przychodzi po zmroku". 

Wyobraź sobie koniec świata. A teraz wyobraź sobie coś znacznie gorszego... Paul zrobi wszystko, żeby ochronić swoją rodzinę przed nadciągającym, tajemniczym wirusem. Na całym świecie nie ma dla nich bezpiecznego miejsca, oprócz opuszczonego domku w środku lasu. Żyją według surowych zasad, chcąc przetrwać najgorsze. Sytuacja komplikuje się, gdy do chatki trafia kolejna rodzina poszukująca schronienia.

I nawet nie będę się w tym przypadku rozwodzić. Nuda, nuda, nuda, gdzieś to już widziałam, pełno nieścisłości. Film miał ogromny potencjał, pomysł był naprawdę ciekawy. Jednak, no cóż, nie udało się. Mimo wszystko, zachęcona przez pewnego użytkownika Filmwebu obejrzę jeszcze raz. Nie ma co ukrywać, film wymaga od widza myślenia, skupienia się na tym co widzimy na ekranie. A oglądanie go, gdy jest się ledwo przytomnym, nie jest dobrym pomysłem. Także, nie chcę was zniechęcać do niego, bo mój osąd nie jest do końca obiektywny. Umówmy się tak, że obejrzę go jeszcze raz, przeanalizuję i wrócę do was z pełną recenzją. To będzie najlepsze rozwiązanie. Im dłużej się nad nim zastanawiam, tym więcej smaczków odkrywam. Może wcale nie był taki zły? 

I ostatni film "Co się wydarzyło w Gracefield?"

Grupa przyjaciół udaje się na długi weekend do domku letniskowego w Gracefield. Nieoczekiwanie zabawę przerywa dziwny wypadek. Z nieba spada coś co zmienia sielską zabawę w koszmar.

Ogółem, zamysł na film był ciekawy. Jednak koszmarna gra aktorów, wiele dziur, całość prymitywna, nudna i irytująca. Cały czas miałam wrażenie, że gdzieś już to widziałam, więc zastanawiałam się gdzie. Do teraz nie mam zielonego pojęcia. Bardzo często przysypiałam na tym filmie i nie będę kłamać, czekałam z niecierpliwością aż się skończy i będę mogła w końcu pojechać do domu. Mogłam wyjść wcześniej, to prawda. Ale nie chciałam. 

I do tego ten wnerwiający styl nagrywania "z ręki". Jak ja tego nienawidzę! Nic mnie bardziej nie wkurza, jak taki zabieg zastosowany w filmie. Może i na początku jest to ciekawe, ale później przeraźliwie męczy. Co do tego filmu, nawet mimo satysfakcjonującego zakończenia, jestem na nie. Nie marnujcie na niego czasu, naprawdę nie warto. Już lepiej obejrzeć najnowszą "Piłę" albo "Obecność". 

Podsumowując, jak za taką cenę, było warto. Bo mimo wszystko, wychodzi coś koło 8 złotych za film, a przynajmniej miło spędziłam czas. Jednak, nie oszukujmy się, Helios po prostu robi nas w ciula i dostajemy słabe filmy, o których zapomnimy szybciej niż skończą się napisy końcowe. Zawiodłam się. A oczekiwałam naprawdę wiele, bo ich opisy są niczego sobie. A trzeba było wybrać zestaw nr. 1. Może byłoby ciekawiej. No cóż, nie będę się rozwodzić. Sami zadecydujcie, czy chcecie obejrzeć któryś z tych filmów. Jednak, na przyszłość, nim wybierzecie się na maraton horrorów w Heliosie, radzę dokładnie obczaić filmy w internecie. O czym są, jak oceniają je inni ludzie. Bo inaczej jest duża szansa, że będziecie zawiedzeni. Ja jestem bardzo zawiedziona.

Pozdrawiam, Marlena Marszałek 


16 komentarzy:

  1. Ciekawy post. A jeśi chodzi o filmy to nie oglądałem żadnych z nich. Pewnie gdybym mieszkał w większym mieście to częściej korzystałbym z kina i może nawet czasem brałbym udział w takich maratonach. Jeśli chodzi o horrory to muszę przyznać, że po laleczce Chucky jakoś żaden nie wprawił mnie w stan bym bał się ciemności.

    Pozdrawiam
    https://ksiazki-czytamy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Boję się horrorów, kiedyś mogłam je oglądać, ale teraz omijam je szerokim łukiem, moja wyobraźnia zawsze potem zbyt mocno pracuje :-), pozdrawiam, Asia z ucztadladuszy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakies 5 lat temu.. no może 4 lata temu.. oglądałam horrory i lubiłam ten gatunek.. Teraz przy nich zasypiam :D Nie to, że nie są straszne, ale mam wrażenie, że są robione na jedno kopyto, albo odnawiają setny raz film. Może kiedyś skuszę się jeszcze na ten gatunek filmowy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny post ;)
    Ja horrory oglądam tylko i wyłącznie z moim chłopakiem :D
    Ale nie byliśmy jeszcze na maratonie, może czas się skusić :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. byłam na kilku takich nocach. raz byłam na nocy horrorów i grozy. fajnie trafiłam, bo były 4 filmy i nic z tego nie widziałam, więc faktycznie nie spałam całą noc i oglądałam. byłam raz na noccy z piratami z karaibów z czego to chyba 3 albo 4 część była puszczana premierowo, ale zasnęłam na drugiej części haha :D, bo jedynke uwielbiam !! ojj miałam trochę takich nocy filmowych. i oczywiscie bylam na zmierzchu na nocce filmowej, ale wtedy trzecia część była puszczana premierowo :D. teraz mam dziecko, wiec jedynie w domu moge sobie robić seanse :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja horrorów do tej pory nienawidzę, nie lubie się bać.

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie większość horrorów śmieszy :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie, nie, nie i jeszcze raz, nie! Nie znoszę tego święta :( znaczy w sumie to spoko, ale nie jakoś tak obecnie jakoś nie potrafię...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię tego święta i nie lubię horrorów :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam oglądać horrory w kinie, zupełnie inaczej się je ogląda niż w domu :)
    Choć ostatnio bardzo ciężko znaleźć coś ciekawego w tym gatunku :(
    Book Beast Blog

    OdpowiedzUsuń
  11. Te maratony to złoto. Wiele fajnych filmów za jednym zamachem. Polecam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam bardzo bujną wyobraźnię i tego typu filmy przeżywam potem wiele nocy. Mimo to, chyba trochę lubię się bać i być trzymana w napięciu, więc oglądam wszystkie oprócz tematyki opętania, choć w sumie zależy, jak to zostanie ujęte.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja miałam iść na zestaw pierwszy, ale musiałam oddać bilety koleżance, bo następnego dnia szłam na urodziny... :( Jest mi w sumie przykro, ale może w przyszłym roku się wybiorę :)

    Pozdrawiam ciepło,
    Sara z Niesamowity Świat Książek

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo lubię maratony, jednak w tym roku nie brałam udziału, bo filmy jakoś mnie nie interesowały :/ Ale znalazłam u ciebie film, który chce bardzo obejrzeć :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam oglądać maratony filmowe (nie tylko w kinie ale przykładowo w domu), niestety słabo znoszę horrory dlatego nigdy nie byłam i raczej nie pójdę. :D

    Pozdrawiam,
    lunafisher.blogspot.com (Osoba która oglądała Paranolmal Activiti o 10 rano:)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.