Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

4.7.18

80. "Fałszywy pocałunek" czyli książka, która mnie zszokowała!


Oj, ale sobie poodpoczywałam, tyle czasu nie było żadnego posta! Ale hej! Naprawimy to ;) Jak zapewne wiecie, powtarzałam klasę, a jeśli nie wiedzieliście, to już wiecie. Miałam ogromny problem z matematyką, nie przeszłam i wiecie co? Wyszło mi to na dobre! Bo w tym roku zdobyłam o wiele lepsze oceny, do samego końca roku szkolnego walczyłam o jak najlepsze oceny i hej, udało się. A gdy w końcu otrzymałam świadectwo, to prawie się popłakałam ze szczęścia. Ale w gruncie rzeczy, to jest główny powód mojej nieobecności. Teraz jednak mam wakacje, więc postaram się by blog ożył i mam nadzieję, że to was ucieszy.

Dziś, mam dla was recenzję "Fałszywego pocałunku" Mary E. Pearson, o którym na pewno chociaż raz usłyszeliście, swojego czasu było o niej bardzo głośno, nie tylko o samej treści, ale także o "okropnej" polskiej okładce. Jest w tym trochę prawdy, oryginalna okładka jest naprawdę niesamowita, ale polska, choć na pierwszy rzut oka, może wydawać się brzydka, to moim zdaniem ma coś takiego w sobie, co przyciągało mój wzrok. A gdy ją przeczytałam, to moje początkowa niechęć do grafiki zniknęła błyskawicznie. Jeżeli słyszeliście, że ta powieść jest genialna, to możecie zaufać tym słowom. Dajcie się ponieść tej niezwykłej historii, w której nie wiemy, kto jest kim a serce pęka nie raz, nie dwa. Ja dosyć długo zwlekałam z lekturą, słuchałam szeptów, obejrzałam kilka recenzji, aż w końcu stwierdziłam, koniec, chcę to w końcu przeczytać.

I zakochałam się praktycznie od pierwszej strony.


Księżniczka Lia jest pierwszą córką domu Morrighan, królestwa przesiąkniętego tradycją, poczuciem obowiązku i opowieściami o minionym świecie. W dniu swojego ślubu ucieka, uchylając się od obowiązków - pragnie wyjść za mąż z miłości, a nie w celu zapewnienia sojuszu politycznego. Ścigana przez licznych łowców, znajduje schronienie w odległej wsi, gdzie rozpoczyna nowe życie. Gdy do wioski przybywa dwóch przystojnych nieznajomych, w Lii rozbudza się nadzieja. Nie wie, że jeden z nich jest odtrąconym księciem, a drugi to zabójca, który ma za zadanie ją zamordować. Wszędzie czai się podstęp. Lia jest bliska odkrycia niebezpiecznych tajemnic - i jednocześnie odkrywa, że się zakochuje.

Ta książka była dla mnie jednym wielkim zaskoczeniem, dosłownie nie mogłam wyjść z podziwu! Jej konstrukcja na początku była dla mnie trochę dziwna, jakoś nie mogłam się do niej przyzwyczaić, ale później, gdy największa tajemnica powieści, się rozwiązała, to byłam w ogromnym szoku! Mamy tutaj zastosowany pewien zabieg, z którym nie spotkałam się nigdy wcześniej w żadnej książce i on, w głównej mierze, jest jedną z największych jej zalet. Mówię tutaj o tym, że nie wiemy, który bohater to książę, a który to zabójca, obserwujemy rozwój wydarzeń z perspektywy każdego z głównych bohaterów, Lii, Kadena i Rafe. Ja podczas czytania, starałam się za wszelką cenę rozgryźć, który z nich to kto. W pewnym momencie byłam pewna, że mi się udało i rozwikłałam tę zagadkę.

I wiecie co? Autorka po raz kolejny mnie zaskoczyła, śmiejąc mi się praktycznie prosto w twarz i wodząc mnie za nos. Napisała to tak dobrze, że jestem pewna, że nawet jeśli się domyślicie, który z nich jest zabójcą, a który księciem, to i tak będziecie w błędzie. Gdy ja odkryłam, że moje wnioski były błędne i było wręcz odwrotnie, to przez dłuższą chwilę siedziałam z otwartą buzią i ogromną konsternacją na twarzy. I pokochałam ten sposób prowadzenia historii.

To naprawdę bardzo mocno wyróżnia tę powieść spośród innych. To jest coś, czego nie spotkacie w innych książkach, jestem tego całkowicie pewna! Zabieg jaki zastosowała autorka jest czymś świeżym, zaskakującym i co najważniejsze, doskonale i perfekcyjnie dopracowanym, dzięki czemu nie pogubimy się w fabule, a każdą stronę będziemy pochłaniać z mocno bijącym sercem. Czasami miałam nawet tak, że po rozdziale z perspektywy Rafe, miałam ogromną chęć pominąć rozdziały innych bohaterów, by poznać ciąg dalszy tego, co działo się z moim Rafciem. Często były one przerywane w takich momentach, że dosłownie musiałam zmuszać się, by naprawdę nie zerknąć co jest dalej.

I to, doskonale świadczy o tym, że każdy z bohaterów, jest wyjątkowy i nie sposób nie pokochać tej historii opowiadanej z ich perspektywy. Więc oto mamy i kolejną zaletę! Bohaterów, o których szybko i łatwo nie zapomnimy, którzy zapadną nam w pamięć, nie tylko dzięki temu sprytnemu zabiegowi zastosowanemu przez Mary E. Pearson!

Podczas czytania miałam wrażenie, że autorka wszystko doskonale do siebie dopasowała. Nie znalazłam w tej książce nic, co byłoby jakąś większą wadą, co naprawdę mnie zdziwiło, bo rzadko zdarza się powieść bez wad. Jednak, jednocześnie nie chcę ich szukać na siłę, bo wada, to pojęcie względne. Dla mnie, dana rzecz, dane wydarzenie, czy np. sposób pisania, może być wadą, a ktoś z was, będzie uznawał to za wielką zaletę. Jednak, jeśli już miałabym podzielić swoją opinię, na wady i zalety, to naprawdę byłoby mi bardzo trudno. Ta historia bardzo mocno zapadła mi w pamięć i pozostawiła po sobie jedynie dobre wrażenia. Pokochałam bohaterów (jednego później znienawidziłam, ale mniejsza z tym), pokochałam przyjaciółkę Lii, pokochałam ten świat, opisy miejsc, dynamikę akcji, tajemnice, no dosłownie wszystko!

A wady? Czasami, ale bardzo rzadko, historia trochę się wlekła, ale później zrozumiałam dlaczego, mimo wszystko odrobinę mnie to irytowało. Oprócz tego, naprawdę nie mam do czego się przyczepić.


Ogromną zaletą, jak dla mnie, jest to, że stworzony przez autorkę świat, został przedstawiony nam w taki sposób, że nie pogubimy się i dzięki temu, bardzo łatwo go przyswoimy. Z zapartym tchem będziemy śledzić opisy, bo moim zdaniem, naprawdę genialnie są napisane. I oczywiście, nie mogę nie wspomnieć o wydaniu, które jest naprawdę dużym plusem! Mam na myśli dużą czcionkę, dzięki której przez "Fałszywy pocałunek" dosłownie się przepływa, do czego przyczynia się również lekki styl autorki, który wciąga i nie wypuszcza nas aż do ostatniej strony. Ja tą książką jestem zachwycona i do teraz, jak patrzę na nią, to się uśmiecham z rozrzewnieniem i z niecierpliwością czekam na kolejny tom. Oby został wydany jak najszybciej!


Więc, podsumowując, "Fałszywy pocałunek" to powieść, która zdecydowanie wyróżnia się na tle innych książek, czyta się ją niesamowicie szybko i z ogromną przyjemnością, a każda kolejna strona podsyca wyobraźnię i umysł czytelnika, skłaniając do rozmyślań. Nie sposób nie wciągnąć się w tę opowieść i nie przeżywać jej całym sercem. Emocji, które wzbudza w czytelniku, nie sposób okiełznać, wiele razy będziemy się uśmiechać, wiele razy będziemy bliscy łez, szczególnie, gdy dowiemy się pewnej prawdy na temat przyjaciółki Lii i jej ukochanego. Gdy poznałam tę tajemnicę, to prawie pękło mi serce, tak samo jak bohaterce. "Fałszywy pocałunek" to niesamowita opowieść o poszukiwaniu siebie i prawdziwej miłości, okraszona odrobiną magii i akcją, która nie pozwala nam nawet mocniej odetchnąć.

Ja ze swojej strony, bardzo mocno ją wam polecam, na pewno nie będziecie zawiedzeni!

Pozdrawiam cieplutko, Marlena Marszałek


14.2.18

72. Walentynki ze "Slammed" Colleen Hoover + Konkurs


Jako, że dziś są walentynki, to stwierdziłam, że opowiem Wam co nieco o mojej miłości. Rośnie ona powolutku, stopniowo, ale wiem, że będzie ona trwała. Zapraszam do recenzji książki "Slammed", ta książka moim zdaniem jest idealną pozycją na długi, zimowy walentynkowy wieczór. Już teraz mogę wam powiedzieć, że jeśli jeszcze nie znacie tej książki, to naprawdę dziwię się jakim cudem i dlaczego jeszcze tego nie zmieniliście. I dziwię się, jakim cudem ja nigdy wcześniej po nią nie sięgnęłam. 




Layken skończyła niedawno osiemnaście lat. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej niespodziewanie straciła ojca. Wraz z kochającą matką i młodszym bratem postanawiają zostawić za sobą przeszłość w Teksasie, by rozpocząć nowe życie w Michigan. Sprzedają dom, pakują rodzinne pamiątki i wyruszają na północ. Każde z nich z innymi obawami i planami na dalszą przyszłość. Zarówno Lake, jak i Kel nie chcą porzucać szkoły, przyjaciół, wspomnień związanych z ulubionymi miejscami. Boją się tego, co ich czeka prawie dwa tysiące kilometrów od domu. Prawdziwego domu. Julia też się martwi. Mimo to stara się dodać otuchy swoim dzieciom i wesprzeć ich w najtrudniejszych chwilach. 

Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że już pierwszy kontakt z sąsiedztwem z naprzeciwka zwiastuje poważne zmiany w rodzinnych relacjach. A to dopiero początek niezwykle emocjonalnej, momentami przezabawnej historii losów dwóch rodzin Cohen i Cooperów, w której nikt nie zdaje sobie sprawy, jak ich członkowie staną się sobie bliscy w obliczu śmiertelnej choroby i codziennych problemów.

Colleen Hoover coraz bardziej mnie zaskakuje. "Confess" było świetne, niesamowicie mi się podobało i nie spodziewałam się, że Colleen mnie zaskoczy, w szczególności w jeśli mówimy o debiutanckiej powieści. Jednak, gdy w moje łapki trafił pierwszy tom "Pułapki uczuć" w nowym, przepięknym wydaniu, to zrozumiałam, że "Confess" to zaledwie ułamek jej umiejętności. A gdy skończyłam "Slammed" to byłam pod ogromnym wrażeniem, że debiut może być tak dobry, a panią Hoover polubiłam jeszcze bardziej. 

Jednak, moja przygoda z twórczością tej autorki, nie była usiana płatkami róż. Na początku dziwiłam się, wiele razy głowiłam się, co takiego robi Colleen, że jest tak poczytną, znaną i lubianą pisarką. Wiele razy próbowałam się sama przekonać, ale jakoś nigdy nic z tego nie wychodziło. Pożyczałam książkę z biblioteki i koniec końców, leżała na półce aż do chwili gdy musiałam ją odnieść, jakoś mi było do niej nie po drodze. A teraz żałuję, bardzo żałuję, że wcześniej jej unikałam, bo jak teraz się okazało, wbrew temu co myślałam, straciłam naprawdę wiele. To dopiero moja druga przeczytana powieść tej autorki, a już wiem, że już niedługo szykują się Hooverowe zakupy. Na szczęście mogę to nadrobić. Nie mogę teraz jasno stwierdzić, że Colleen jest moją ulubioną autorką, ale wytrwale pnie się ona coraz wyżej i dotarcie do podium nie będzie dla niej żadnym problemem! I wiecie co? Bardzo mnie to cieszy, bo jej książki w jakiś cudowny sposób podnoszą mnie na duchu i ocieplają zamarznięte serce. 

Mimo, że opis nie brzmi jakoś niesamowicie, ot historia miłosna jakich wiele. Mamy chłopaka i dziewczynę, między którymi pojawia się miłość i przeszkody, które muszą pokonać. Jednak bardzo szybko przekonujemy się, że to nie prawda, już na pierwszych stronach przekonałam się, że jest to jedna z tych wyjątkowych książek, które wzbudzają w czytelniku cały wachlarz emocji. Nie sposób nie przeżywać tej historii, a emocje prawie rozsadzają serce, które w pewnym momencie już samo nie wie, co robić. Bić szybciej, czy się zatrzymać. To, co Hoover robi z serduchem powinno być karalne, mówię wam. 

Na początku wszystko jest proste. Mamy dziewczynę Layken i chłopaka Willa, oboje cierpią po stracie swoich bliskich i nie mają lekko w życiu. Ich spotkanie się zaraz po przeprowadzce Layken, daje im nadzieję, że szczęście naprawdę się im należy i że wystarczy, że wyciągną rękę a otoczy ich ono niczym bańka. Bohaterowie znają się niedługo, ale czują, że to właśnie jest to, że tego szukali całe swoje życie. Jednak w prawdziwym życiu nic nie przychodzi z łatwością, a czasami nie ważne jak mocno walczymy, nie damy rady pokonać trudności, które stanęły nam na drodze. Serce mówi, by wybrać ukochaną, ale rozum wie, że jest to niemożliwe i może to być początkiem końca. I to mi się niesamowicie podobało, że "Slammed" jest historią tak bardzo prawdziwą, że aż do bólu prawdziwą. To jest jej ogromny plus, że autorka na siłę nie próbowała wmówić nam, że życie jest proste i usłane różami. Realizm tej historii sprawia, że jeszcze lepiej się ją czyta.

Akcja powieści jest idealnie wymierzona, ani za szybka, ani za wolna, dzięki czemu czyta się lekko i przyjemnie. Widać, że Colleen bardzo przemyślała sobie tę książkę i włożyła mnóstwo pracy w każdą jej stronę. Wszystko ze sobą idealnie współgra, niczym perfekcyjnie dostrojone skrzypce. A ja uwielbiam grę skrzypiec. Sam pomysł, choć na początku może wydawać się nudny i nijaki (przez to, że wiele jest takich historii), jest po prostu doskonały. Styl autorki ma w sobie coś magicznego, widać że wie co robi i robi to obłędnie! Coś, co z pozoru powinno być przewidywalne, Colleen napisała w taki sposób, że takie nie jest. Nie wiem jak, ale ona naprawdę ma talent. Tej książki się nie czyta, ją się pochłania na jednym tchu, z uśmiechem, bądź podkówką na twarzy. Płynie się przez nią, a oderwanie się od niej jest praktycznie niemożliwe.

Obok tej książki po prostu nie da się przejść obojętnie i niemożliwe jest by przeszła bez echa. Nie zapomnicie tak łatwo o tej historii, będzie was ona dręczyć, będziecie nad nią myśleć, a łzy nie raz, nie dwa pojawią się w waszych oczach. Obserwowanie zmagań bohaterów, tego jak sobie radzą po tragediach jakie ich spotkały, a także miłości o którą walczą, jest uzależniające i bardzo emocjonujące. Ta książka budzi emocje, szarpie sercem na wszystkie strony i zajmuje każdą jego część. 


Jej głównymi zaletami są nie tylko świetny styl autorki, ale także i lekki i przyjemny sposób prowadzenia historii. Do tego bohaterowie, których po prostu nie da się nie polubić. Są oni tak bardzo realistyczni, tak bardzo prawdziwi, że wydaje się nam, że istnieją naprawdę. I nie mówię tutaj tylko i wyłącznie od Willu i Layken, ale także i o innych bohaterach, których poznacie jeśli tylko sięgniecie po tę powieść. Fabuła nie jest przesłodzona, ani kiczowato irytująco, rażąca w oczy. Mam tutaj na myśli to, że świat nie jest wyidealizowany, a bohaterowie nie są płytcy. A obecność wierszy dodaje cudownego klimatu, co jeszcze bardziej angażuje emocjonalnie. Jak czytałam, to ze zniecierpliwieniem czekałam na kolejny wiersz, nie mogąc się go doczekać. Bo choć fanką wierszy nie jestem, to te bardzo mi się podobały. Nie mogę również nie wspomnieć o świetnym humorze, którzy nie raz sprawi, że uśmiechniecie się, bądź zaśmiejecie. Czyż to nie jest książka idealna? Wszystko jest doskonale dopasowane i mamy składniki, które są przepisem na hit. 

Bardzo podobało mi się to, że mimo iż miłość pojawiła się tutaj szybko, to nie była nachalna, ani, hmm jak to ująć, bezsensowna. A wręcz przeciwnie! Ta delikatność mnie zdziwiła i rozgrzała serducho. I nie tylko o miłości między Layken a Willem ;) Nie mogę się już doczekać, aż dotrą do mnie kolejne tomy, coś czuję, że rzucę się na nie jak dzikus. "Slammed" jest książką wspaniałą, wciąga, angażuje i nie pozwala się oderwać. Nawet nie sądziłam, że tak bardzo potrzebowałam takiej historii. Polecam ją wam serdecznie, jeżeli szukacie czegoś lekkiego, co na długo zostanie w waszej pamięci i będzie lekturą na jeden wieczór. Będziecie zadowoleni ^^ 

 A jeśli jej nie macie, a chcielibyście ją wygrać, to mam dla was niespodziankę! Napiszcie w komentarzu, dlaczego chcielibyście przeczytać tę książkę, a ja wybiorę jedną osobę i do niej, dzięki uprzejmości Wydawnictwa YA, poleci egzemplarz powieści. Nie zapomnijcie mnie zaobserwować i dopisać wasz mail w komentarzu. 

Także, ja wam życzę wspaniałych Walentynek, wyniki za tydzień!
Pozdrawiam, Marlena Marszałek

12.2.18

71. Moje pierwsze spotkanie z Colleen Hoover "Confess"


"Confess" było moim pierwszym spotkaniem z Colleen Hoover. I to całkiem niedawnym, bo zaczęłam czytać tę książkę gdzieś pod koniec grudnia zeszłego roku, a skończyłam dzień po Sylwestrze, gdy już ból głowy odszedł a energia na nowo powróciła do mnie ze zdwojoną siłą. Jednak nie byłam na to gotowa, naprawdę, nawet przez chwilę (mimo iż autorka jest z tego znana), nie przyszło mi do głowy to, że Colleen może złamać moje serducho. I to nie raz. Nie bójcie się, ta opinia nie będzie długa, bo jest to jedna z tych książek, które po prostu trzeba przeczytać samemu. 

Wielu z was pisało mi, że są jeszcze lepsze powieści od tej autorki niż "Confess", takie które dosłownie sprawią, że serce mi eksploduje. I naprawdę, zaczynam się tego bać. Bo jeśli już ta powieść, sprawiła że czułam się naprawdę mocno poruszona i kompletnie nie wiedziałam co myśleć, to ja się boję, co będę czuć np po "Ugly love", które w tej chwili grzecznie czeka sobie na półce, kompletnie gdzieś mając przekroczony o 2 tygodnia termin wypożyczenia tej książki w bibliotece. "Confess" mnie zabiło. I naprawdę nie mam ochoty oddawać tej książki, chyba muszę zaopatrzyć się we własny egzemplarz, bo jestem w tej książce po prostu zakochana. I jednocześnie jestem pod ogromnym wrażeniem. A mówicie, że są lepsze. Ja zaczynam się obawiać o moje biedne serce. 

Bo to, że sięgnę po kolejne, nie jest żadną tajemnicą. 


Znajdź w sobie odwagę, by wyznać… SEKRET 

PRAWDĘ 
MIŁOŚĆ 

Niewypowiedziane pragnienia, bolesna przeszłość i głęboko skrywane grzechy są dla Owena największą inspiracją. Utalentowany malarz kolekcjonuje anonimowe wyznania i przenosi je na płótno. Auburn od kilku lat walczy o odzyskanie normalnego życia i desperacko potrzebuje pieniędzy. Zakochanie się w przystojnym malarzu nie jest częścią jej planu, ale przekorne przeznaczenie stawia na swoim. Dziewczyna odkrywa jednak, że przeszłość ukochanego może odebrać jej to, co dla niej najważniejsze...

Wszystkie wyznania, które przeczytacie w tej powieści, są prawdziwe.


Wiele razy zastanawiałam się, co takiego jest w Colleen, że jest o niej tak głośno i jest tak uwielbiana. Jakoś nie mogłam się skłonić do sięgnięcia po jej twórczość, czego teraz (w momencie, gdy przeczytałam jeszcze "Slammed" z serii "Pułapka uczuć", recenzja we środę!), bardzo żałuję, że tak długo zwlekałam. Niesamowicie mi się spodobała ta historia, nie potrafiłam się oderwać, chociaż momentami bardzo tego potrzebowałam. Tej chwili oddechu, gdy akcja pędziła z zastraszającym tempie. Jednak tutaj muszę zaznaczyć, że akcja nie była jakoś szczególnie wyjątkowa, nie czułam że czytam coś, czego jeszcze nigdy wcześniej nie spotkałam. Mimo tego, było w niej coś takiego, nie jestem pewna jak to określić, coś takiego co poruszało mnie do głębi i nie pozwoliło nawet na sekundę odłożyć powieści. Nawet zamykające się oczy i zaspany umysł nie były dobrym powodem by się oderwać. 

Nie jest to opowieść lekka, chociaż może się taka wydawać. Na początku nie ma tutaj nic niezwyczajnego, mamy tutaj bohaterkę, która jest tajemnicza i nie chce się przed nami otworzyć, mamy malarza, który maluje obrazy na podstawie cudzych wyznań. Mamy pewnego policjanta, który za wszelką cenę chce... A tego wam nie powiem, bo to spojler. Z każdą kolejną stroną, gdy Colleen odkrywa swoje sekrety, "Confess" staje się czymś więcej, niż tylko fikcyjną opowieścią. Z każdą kolejną stroną, coraz bardziej czujemy wylewające się z niej życie, jakby to wszystko było prawdą spisaną na kartach powieści. I właśnie to sprawia, że mogę nazwać ją niezwykłą. Jej realizm, tajemnice które poruszą każdego.

Nie mogę oczywiście nie wspomnieć o przepięknych obrazach w środku powieści, które jeszcze bardziej umilają czytanie. Są tak cudowne, że bardzo dużą ilość czasu spędzałam na przeglądaniu ich i wzdychaniu. Chciałabym mieć taki talent, oj chciałabym. Gdyby nie te obrazy, to wydaje mi się, że całość wiele by straciła, więc cieszę się, że się one pojawiły. I do tego, jak dowiedziałam się, że wyznania z powieści są prawdziwe, nie zmyślone, to mnie zatkało. Z jednej strony, napełniło mnie to podziwem, a z drugiej, bardzo mnie to zasmuciło. A dlaczego? Bo wiele z tych wyznań było bardzo bolesnych. 

Książka naprawdę bardzo mi się podobała, czytało mi się ją niesamowicie przyjemnie i szybko. Styl Hoover jest naprawdę dobry, potrafi ona w bardzo ciekawy sposób opisywać różne zdarzenia i z łatwością tchnęła życie w tę powieść. Jestem naprawdę bardzo zaskoczona, bo nie spodziewałam się tego. A gdy nadszedł czas na ostateczne rozwiązanie akcji i zakończenie, to serce waliło mi tak mocno, że obawiałam się, że zaraz mi wyskoczy. A ostatni rozdział zostawił mnie z bardzo dziwnym uczuciami, których długo później nie mogłam ogarnąć, byłam zdumiona, skonfundowana, dosłownie brakło mi słów, bo nawet przez sekundę wcześniej nie pomyślałam, że coś takiego mogło się tam stać. To było piękne, ale jednocześnie trochę przerażające. Odkrycie tej tajemnicy było dla mnie czymś kolosalnym i nie potrafiłam w to uwierzyć. Jak dla mnie, idealny zabieg, idealnie pasujący do całości. To było coś... Wow. 

Wiele razy emocje prawie we mnie eksplodowały, a moje serce już ledwo wytrzymywało. Ja, która kiedyś nienawidziła takich książek, nie mogłam się oprzeć i oddałam całą siebie tej książce. I nie żałuję. Bo chyba zyskałam autorkę, po której książki będę sięgać chętniej niż po książki innych autorów. Colleen złapała mnie w swoje sidła i coś czuję, że szybko mnie z nich nie wypuści. Jeśli w ogóle to zrobi, a coś czuję, że chyba tak się nie stanie. No cóż, pozostaje mi jedynie czekać na resztę części "Slammed" i zabrać się za "Ugly love". Obserwowanie miłości dwóch głównych bohaterów, przeciwności które stanęły na ich drodze i całej reszty, sprawiło mi ogromną radość i momentami przysporzyło o ból głowy, hahaha. Polecam wam z całego serducha tę książkę, jeżeli lubicie książki pani Hoover a co do tej nie byliście pewni, koniecznie przeczytajcie. Ja jeszcze długo po jej przeczytaniu nie mogłam o niej zapomnieć, co bardzo dobrze o niej świadczy. Jest to naprawdę wspaniała powieści, która nie raz przyprawi was o łzę czy szybsze bicie serca. A jej oprawa sprawi wam jeszcze więcej radości. Ja teraz żałuję, że nie mam tej książki na własność. Pani Hoover naprawdę mi zaimponowała, jest pod ogromnym wrażeniem i nie mogę się doczekać aż poznam jej inne książki! 

Polecam wam "Confess" z całego serducha! A jeżeli czytaliście już wcześniej tę książkę, to dajcie mi koniecznie znać, jak się wam ona podobała ;)
Pozdrawiam i życzę wspaniałego dnia,
Marlena Marszałek

4.12.17

Blogmas 4 - 64. Recenzja "Terapii" Kathryn Perez


Witam serdecznie w 4 blogmasie. Do świąt pozostało jeszcze tylko 20 dni. Widzicie? Mówiłam, że ten czas szybko leci. A mi naprawdę podoba się pisanie dla was każdego dnia i mam nadzieję, że wytrwam aż do końca. Bardzo mi na tym zależy, bo w końcu pokażę sobie samej, że jeśli się chce, to można. Mam nadzieję, że podoba się wam i zostaniecie ze mną aż do 24 grudnia ( i dłużej) i że się wam nie znudzi.

Na początek piosenka: 

Dziś mam dla was recenzję kolejnej niesamowitej książki, która złamała moje serce stanowczo zbyt wiele razy. W ogóle zauważyłam, że ostatnio bardzo emocjonalnie podchodzę do książek. Pochłaniam je szybko, w ciągu jednego dnia, lub powoli, przez tydzień, czasami nawet dwa, rozkoszując się każdym słowem, każdym uczuciem bohatera, każdą stroną. Kiedyś czytanie było dla mnie jedynie rozrywką. Dziś powoli się to zmienia. Coraz częściej natrafiam na książki, które są dla mnie jak lekarstwo, które są dla mnie odpoczynkiem po stresującym dniu, uspokajają mnie, pomagają usnąć po pełnym emocji dniu, lub też podnoszą mnie na duchu. Wcześniej nie lubiłam takich książek, szukałam jedynie śmiechu, ostrej i szybkiej akcji, żadnych wartości merytorycznych, nic co by mogło zmienić moje myślenie. 

Nie ma co ukrywać, dorastam, niedługo 20 urodziny, a ja wciąż nie mogę uwierzyć, że nie będę już nastolatką. I choć normalnie tego nie zauważam, mój umysł się zmienia. I dlatego, takie książki zaczynają sprawiać mi ogromną przyjemność. Są jak miód na serce, nawet jeśli ich fabuła najpierw rozdziera je na maluteńkie kawałki, a dopiero później zszywa i polewa wyżej wspomnianym miodem. Nic mnie tak nie uspokaja, jak właśnie one. 

I jedną z takich książek, jest "Terapia" Kathryn Perez. Powieść dosyć gruba, z niezwykle piękną okładką, która skradła moje serce, już od pierwszego spojrzenia! A do tego jej środek, wygląd rozdziałów, wiersze, historia, coś niesamowitego! Swoją premierę miała dwa tygodnie temu, a skończyłam ją czytać 3 tygodnie temu. Spytacie, dlaczego tak długo zajęło ci napisanie recenzji? Jeżeli przeczytacie tę recenzję do końca, sądzę że zrozumiecie. 



Czasami trzeba się zgubić, by się odnaleźć…
Jestem samotna. 
Rozbita. 
Żyletką tnę swoje odrętwienie, lecz otwieram w ten sposób jeszcze więcej ran.
Depresja, samookaleczanie, prześladowania… To moja codzienność. 
Faceci, seks… To moja ucieczka. 
Różnica pomiędzy prawdą a kłamstwem rozmywa się, pozostawiając mnie rozdartą, zdezorientowaną i zagubioną. 
A kiedy demony zamieszkujące mój umysł usiłują mnie pokonać, dwaj mężczyźni, których kocham, starają się mnie uratować.
To moja historia o przyjaźni, miłości, cierpieniu i walce z samą sobą.



Mam dziwne wrażenie, że nie ważne jakich słów użyję, jak bardzo rozbuduję tę opinię, czy jakimi epitetami ją okraszę, nie ma nawet procenta szansy, że będę w stanie opisać ją dostatecznie dobrze. Nie jest to książka, której genialność, da się pojąć, jedynie dzięki recenzji, ją trzeba po prostu przeczytać. Jest to jedna z tych książek, których przeczytanie powinno być obowiązkiem, takie książki powinny być w szkole lekturami, bo pokazują bolesną prawdę, którą wszyscy inni ignorują. Jedna z tych książek, które czytelnik zrozumie dopiero wtedy, gdy przeczyta ją w całości, łącznie z podziękowaniami. Nie ma słów, które mogłyby opisać jak czułam się podczas jej czytania. Jednak postaram się jak najlepiej ją wam przybliżyć i sprawić, byście poczuli chęć, by ją przeczytać. Mam nadzieję, że mi się uda. 

Uważam, że bardzo dobrym argumentem jest to, jakiego ogromnego kaca po niej miałam. Zostawiła ona po sobie jakąś taką dziwną pustkę, której żadna książka, przez prawie 2 tygodnie nie mogła wypełnić. Tak naprawdę, ocknęłam się dopiero gdy sięgnęłam po "Murder Park", którego recenzję dodałam 2 grudnia.


Są takie książki, po których przeczytaniu, chcemy ogłosić całemu światu jakie są cudowne, chcemy krzyczeć i za wszelką cenę przekonać inną osobę by ją przeczytała. I są też takie, które czytamy w spokoju, wyciszeni i przeżywamy każdą stronę tak osobiście, że gdy ją skończymy, to mówienie o niej sprawia, że czujemy się, jakbyśmy odkrywali przed kimś własną duszę, jakbyśmy opowiadali swoje dotąd najbardziej prywatne i bolesne sekrety, jakbyśmy wyrywali sobie część serca, część tego bólu, który czaił się do tej pory gdzieś głęboko ukryty. I dlatego też, tak ciężko mi mówić o tej powieści. Z jednej strony chcę ją wam z całego serca polecić, ale z drugiej strony, źle się z tym czuję. 

Książka opowiada o dziewczynie, imieniem Jessica, która jest prześladowana w szkole. Nie ma osoby, która by się nad nią zlitowała, nawet jeśli ktoś się nią przejmuje, to nie pokazuje tego. I wtedy pojawia się on, niesamowicie przystojny i jak się okazuje wrażliwy chłopak Jace. Zaczyna się od przyjaźni, ale szybko przeradza się ona w miłość. Jednak, przepaść między nimi jest zbyt wielka, niemożliwe jest by ją przeskoczyć. Jessica jest nikim. Nie jest warta jego miłości, chociaż bardzo pragnie by było inaczej. Depresja trawi jej ciało i nawet miłość nie jest w stanie jej pokonać. A może jednak? 


"Terapia" bardzo mnie poruszyła i momentami odbierała dech. W chwilach, gdy kopniaki spadały na główną bohaterkę z każdej strony, ja kuliłam się w sobie, czułam się jak maleńkie przerażone dziecko. Tak, nade mną też się znęcano. Może nie za pomocą ciosów, nie fizycznie, ale za to psychicznie. Jestem z natury cicha, mało się odzywam, nie otwieram się na znajomości z nowymi osobami. I niestety, gdy byłam w pierwszej klasie technikum, nie każdy potrafił to zrozumieć. Zaczęło się od szeptów, już tylko one wprawiały mnie w nerwowość. Potem pełne szyderstwa słowa były coraz głośniejsze. Bałam się, tak bardzo się bałam, że zawaliłam przez to rok. I bardzo tego żałuję, że nie byłam silniejsza. I dlatego też, ta książka tak bardzo do mnie trafiła. Pośród bólu, który dosłownie wylewał się ze stron, znalazłam też pewnego rodzaju spokój, w jakiś sposób poczułam nadzieję, że może być lepiej. 

Nigdy wcześniej nie czytałam tak poruszającej książki. Widać, że autorka włożyła w nią całe swoje serce. Nie jest to łatwa opowieść, a łzy nie raz pojawiały mi się w oczach. Nie mogłam znieść tego znęcania się, a ból Jessicy stał się moim bólem. Ta dziewczyna zasługiwała na szczęście bardziej niż ktokolwiek. Niesamowicie podobała mi się jej przemiana, jednak nie będę wam o niej opowiadać, bo to jest coś, co musicie odkryć sami. Co do Jace'a, to na początku go lubiłam, jednak później strasznie mnie irytował. Zachowywał się jak obrażone dziecko, któremu ktoś zabrał klocek. Rozumiałam to, to prawda, ale nie potrafiłam powstrzymać irytacji. 

Najbardziej polubiłam Kingsleya. Cóż to był za mężczyzna, moi drodzy. Gdy czytałam o nim, to wprost błagałam, by i na mojej drodze pojawił się ktoś taki. Był niesamowity i szczerze mówiąc, bez niego powieść wiele by straciła. Cieszę się, że autorka postanowiła go dodać, bo to on pomógł... Kurcze, nie mogę wam tego powiedzieć, ale jeśli przeczytacie, zrozumiecie. I pokochacie go z całego serca, tak jak ja go pokochałam. Miał on w sobie coś takiego, że nie mogę go zapomnieć. Zapomniałam imiona Jessicy i Jace, ale jego wciąż pamiętam. 

Pamiętam, że książkę czytałam dosyć długo, bo chyba z tydzień. I to nie dlatego, że nie się nie podobała. Wprost przeciwnie! Delektowałam się nią, powoli i ze smakiem. Bo choć była trudna, choć wiele razy złamała mi serce, choć jest przepełniona cierpieniem, to jednocześnie jest niesamowicie wciągająca, poruszająca i magiczna. A gdy na końcu rozwiąże się pewna tajemnica, to ciepło które rozleje się w waszych sercach, jest warte tego delektowania się nią. Nawet jeżeli mielibyście czytać ją miesiąc, nie szkodzi! Bardzo podobało mi się w niej to, że autorka pokazała, że każdy ma szansę. I wystarczy, że po prostu zechcemy się zmienić i ruszymy przed siebie a świat stanie przed nami otworem i z uśmiechem na ustach. Nie powinniśmy się załamywać, nawet jeśli w naszym umyśle jawi się choroba psychiczna. Bycie silnym wcale nie jest takie trudne jak nam się wydaje. Wystarczy chcieć i wziąć się do roboty! 

Życie jest krótkie i nie wiemy, co się wydarzy jutro. Nawet jeżeli rzuca nam pod nogi kłody, nawet jeśli nie oszczędza nas, jest okrutne, pełne cierpienia i bólu, to nie wolno się nam poddawać. Weźcie w ręce piłę motorową i potnijcie kłody! Przetnijcie sznury wiążące wasze ręce i nogi, oderwijcie taśmę od ust i zacznijcie mówić. Walczcie z przeciwnościami, a każdy kolejny dzień będzie lepszy, bo szczęście jest jak balonik, który w końcu straci powietrze i spadnie prosto w wasze dłonie. Wystarczy, że znów go napompujecie i będziecie mogli odlecieć. 

Wiem, wiem, bardzo odeszłam od tematu. Tak już mam, nic z tym nie poradzę. Nie będę już nic więcej pisać na temat tej książki. Nawet jeżeli nie udało mi się was do niej zachęcić, nie szkodzi, może komuś innemu się uda. Ja chcę jedynie powiedzieć, że moim zdaniem to najlepsza książka tego roku i zasługuje ona na waszą uwagę bardziej niż każda z wydanych w 2017 r. Jeżeli po nią sięgniecie, to nie pożałujecie. Więc, jeśli szukacie czegoś, to nie jest płytką powieścią, jeśli szukacie głębi, która zwala z nóg, to polecam. Nie zapomnijcie o paczce chusteczek, na pewno się przydadzą. 

Za książkę z całego serca dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe, cieszę się że mogłam poznać tę przepiękną historię! 

Teraz moi drodzy, pozostał nam tylko cytat, tym razem trochę oszukałam system (nie mówicie mojemu bratu) i wybrałam cytat z "Terapii" <3 

"Mówią, że potwory żyją pod naszymi łóżkami.
Mylą się, bo naprawdę potwory żyją w naszych umysłach."

Kathryn Perez – Terapia

Jeżeli czytaliście "Terapię", to koniecznie dajcie znać jak się wam podobała! 

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za przeczytanie tej recenzji :) Jutro widzimy się w kolejnej recenzji (a może nie? Może napiszę coś innego?), a tymczasem życzę wam wspaniałego dnia! 
Marlena Marszałek

8.11.17

Książka, którą każdy powinien przeczytać - 60. "Lirogon" Cecelia Ahern recenzja


Uwielbiam książki pani Cecelii Ahern, jednak sama nie wiem dlaczego, strasznie je sobie dawkuję. Widząc je w księgarni, nie sięgam po nie tak chętnie jak po inne, mimo tego że naprawdę cudownie czyta mi się twórczość tej autorki. Przeczytałam już od niej 3 książki (wiem, nie jest to jakaś ogromna liczba, to właśnie przez to dawkowanie), czyli "Ps. Kocham Cię", która jest moją ulubioną, "Kiedy cię poznałam" (recenzję znajdziecie tutaj) i kilka dni temu skończyłam "Lirogon". Moja koleżanka Angelika (możecie ją kojarzyć z instagrama zaczytana_angelika), bardzo chwaliła tę książkę, więc jak tylko miałam możliwość to poprosiłam o nią wydawnictwo. Jednak w chwili, gdy do mnie dotarła, chęć jej przeczytania jakoś opadła. Sama nie wiem dlaczego. Wcześniejsze książki autorki niesamowicie mi się podobały, Cecelia pisze w niezwykły sposób, potrafi z pozoru prostego pomysłu stworzyć coś, co albo wyrwie ci serce, albo nim zawładnie. 


Także "Lirogon" leżał i czekał na swoją kolej. Trochę to zajęło, za co z góry przepraszam. Jednak nie żałuję, że przeczytałam go kilka dni temu. Wydaje mi się, że jesień jest idealną porą do zagłębienia się w tę książkę. Mam wrażenie, że gdybym przeczytała ją wcześniej, to nie byłaby ona tak klimatyczna. Mogę się mylić, jednak jak dla mnie, jest ona wprost idealna na jesienne wieczory, polecam z czymś słodkim i ulubioną herbatą. Skoro już mówię o herbacie, to uwierzcie mi, podczas tej książki wypiłam jej naprawdę ogromną ilość. Jestem ogromną fanatyczką herbaty z cytryną, nie raz potrafię wypić 5-6 kubków dziennie! Wy też tak macie? A może pijecie coś innego?

Ale, wracając do naszego cudownego ptaka. "Lirogon" to niezwykle piękna opowieść. Opowiada ona o Laurze, samotnej młodej kobiecie, która żyje w maleńkim domku, głęboko w lesie południowo-zachodniej Irlandii. Skrywa ona pewien cudowny dar, dar który porusza serca i umysły, tak niezwykły, że ciężko w niego uwierzyć. Jej talent polega na naśladowaniu dźwięków, nie ma takiego, którego by nie powtórzyła. Dźwięki bardzo wiele mówią o jej myślach, o jej uczuciach, są w jej życiu bardzo ważne. Jednak nie do końca zdaje sobie ona sprawę z tego niezwykłego daru. Nagle, za sprawą zaskakującego zbiegu okoliczności staje się ogromną gwiazdą, ukochaną przez miliony. Jednak, czy kobieta poradzi sobie sama w nowym dla siebie otoczeniu? Czy poradzi sobie z trudnościami i niebezpieczeństwami czyhającymi w tym bezwzględnym świecie? I czy nowo poznana wielka miłość pomoże się jej z tym uporać? 

I kolejny raz autorka niesamowicie mnie zaskoczyła. "Lirogon" jest jedną z tych książek, które po przeczytaniu nie opuszczają czytelnika tak łatwo. Dobrym tego przykładem jestem ja. Normalnie po przeczytaniu jakiejś książki, piszę recenzję szybko i bez żadnego problemu. Tutaj jednak mam problem. Ta powieść tak mną zawładnęła, że nie potrafię porządnie poskładać myśli i ich tutaj spisać. A gdy szukam jakiegoś słowa to błyskawicznie mi ono ucieka i w głowie pozostaje pustka. Pamiętam jedynie Laurę, jej niewinność, jej niezwykle dobre serce, delikatność i tą jakby dziecięcość. 

Główna bohaterka ma 26 lat, jednak nie jest taka jak inni. Od maleńkiego skrywana, nikt nie ma pojęcia, że dziewczyna w ogóle istnieje. Teraz mieszka sama, a jedynym jej pocieszeniem są książki, one są jej światem, w nich się zatraca. Uwielbia przyrodę i dźwięki. Naprawdę ciężko jest jej nie polubić. Mimo że na pierwszych stronach możemy odebrać ją jako dzikuskę, małomówną, skrytą w sobie, to później nie raz zaskakuje ona swoim intelektem i niezwykłą inteligencją. Jest niesamowicie łatwowierna i bardzo łatwo można ją zranić. Delikatna, eteryczna, jakby nie z tego świata. Choć na pierwszych 100 stronach nie bardzo ją lubiłam, to później ją pokochałam. Chciałabym kiedyś stać się takim człowiekiem jak ona. Imponowała mi nie tylko wrażliwością, ale także i płochliwością. Laura była jak ptak, niezwykle piękna, zachwycająca, o wspaniałym talencie. Jednocześnie pragnęła jedynie wolności. Jednak bardzo łatwo poddawała się czyjemuś zdaniu. To nie mogło skończyć się dobrze. 

"Zaszłam daleko, ale przede mną jeszcze długa droga. Moje marzenie? Moje marzenie to odlecieć w przyszłość jak na skrzydłach"

Nie chcę wam nic więcej pisać na ten temat, bo zdradzę zbyt wiele, choć szczerze mówiąc, nie sądzę by to wam jakoś bardzo przeszkodziło w czytaniu. A dlaczego tak myślę? Bo tej książki nie czyta się dla fabuły (na początku może tak), a dla przesłania. A ono po prostu zapiera dech w piersiach, chwyta za serce, porusza jakąś strunę gdzieś w głębi czytelnika. Nie potrafię tego wytłumaczyć, musicie się sami przekonać. Ja jestem zachwycona. I jestem pewna, że jeszcze wrócę do tej książki. 

Co do fabuły, nie jest jakoś specjalnie oryginalna, oprócz kilku łamiących serce momentów, jednak jest w niej coś takiego, co każe nam zatrzymać się na dłużej, czytać wolniej, delektować się. Charyzmatyczni bohaterowie, jakaś taka niesamowita lekkość pióra (dosłownie i w przenośni), rozmyślania i zastanawianie się nad sensem tego wszystkiego. Wbrew pozorom "Lirogon" jest powieścią bardzo głęboką, co zauważamy dopiero na ostatnich stronach. Ostatnie rozdziały uskrzydlają. A przynajmniej mnie uskrzydliły i sądzę, że z wami będzie to samo. To było niezwykłe uczucie i szkoda, że książka nie ma więcej stron. 

Zakończenie jest przepiękne, w pełni satysfakcjonujące. Starałam się je przewidzieć, ale mimo wielu pomysłów, ani jeden nie był nawet odrobinę podobny. I bardzo dobrze. Dzięki temu było ono jeszcze bardziej magiczne, przepełnione duchowością i niezwykle subtelne. Gdyby nie to, że naprawdę ciężko mnie skłonić do płaczu przy książce, to sądzę że kilka łez by spłynęło. 

Jednak, jedna rzecz, a raczej bohaterka bardzo mnie irytowała. Mam na myśli Bo. Nie powiem wam kim ona jest, jak tylko zaczniecie czytać, to sami się przekonacie. Denerwowało mnie to, jaka była ona w siebie zapatrzona. Gdyby nie to i jej ślepota z tym związana, to po przeanalizowaniu całej sytuacji, zrozumiałaby jak źle robi. Niby miała takie dobre serce, jednak miałam wrażenie że to tylko przykrywka. W ogóle Bo jest cholernie (wybaczcie mi to stwierdzenie) nie do zniesienia. Każdy rozdział z jej perspektywy przyjmowałam z niechęcią. Za to Solomon, mimo że nie był perfekcyjny, to zaskarbił sobie moje zaufanie i przyjaźń. On jedyny był na tyle otwarty na świat, że od razu zauważył, że pomysł Bo, był bardzo złym pomysłem. On jedyny w pełni rozumiał Laurę, a Bo nawet nie starała się jej zrozumieć. 

A co do wątku miłości, piękny, to prawda, jednak i bez niego by się obyło. Miałam wrażenie, że był on lekko przesadzony. Ale dobrze, przyjmijmy, że to miłość od pierwszego wejrzenia, nie będę się czepiać. 

Podsumowując, "Lirogon" to niesamowita opowieść o znajdowaniu samego siebie, miłości, wrażliwości, o zagubieniu się w nowym świecie. Pokazuje, że czasami, gdy się zagubimy to wystarczy się jedynie cofnąć, spojrzeć w tył i dokładnie wszystko przemyśleć. Powieść ta, niczym australijski ptak, tytułowy Lirogon jest niezwykła, porusza nie tylko umysł, ale także i serce. Opowiada także o niesamowitym talencie, który dobrze wykorzystany łapie za serca, ale jeśli trafimy w złe ręce, to może zniszczyć. Mimo, że porusza ciężki temat, to jest napisana z lekkością, czyta się szybko i z coraz większym zaciekawieniem. Nie brakuje tu tajemnic, które tylko podsycają ciekawość i nie pozwalają się oderwać od książki. Jest to historia, którą każdy człowiek, uznający siebie za czytelnika powinien chociaż raz przeczytać. Pięknie napisana, poruszająca i na długo zapadająca w pamięć. Polecam ją wam z całego serca! Jest warta każdej wydanej na nią złotówki, każdej minuty którą przy niej spędzicie!

Pozdrawiam cieplutko i widzimy się już w piątek! 
Marlena Marszałek

8.10.17

Październikowe cuda! Premiery książek, które musisz poznać!


Chcę powiedzieć jedynie, że nie potrafiłam wybrać tylko 10 książek, jak to mam w zwyczaju w tego typu postach. W październiku swoją premierę ma zbyt dużo cudownych książek! Zapraszam do zapoznania się z premierami! I nie zapomnijcie napisać, która najbardziej przypadła wam do gustu ;*
___________________________________________________________________

"Pasażerka" Alexandra Bracken | Data premiery: 11 października | Wydawnictwo: SQN | Cena: 36,90 zł | Liczba stron: 432

Współczesna nastolatka i XVIII-wieczny pirat w szalonym wyścigu z czasem przez kontynenty i epoki. 

Etta Spencer, cudowne dziecko skrzypiec, pewnej nocy traci wszystko, co znała i kochała. W jednej chwili z bezpiecznego Nowego Jorku zostaje przeniesiona do miejsca oddalonego o wiele mil i... lat. Trafia do 1776 roku, a jej los zależy od Nicholasa Cartera, młodego korsarza związanego kontraktem z potężną rodziną Ironwoodów. 

Jedynie Etta może odzyskać pewien tajemniczy przedmiot o niewysłowionej wartości. Jeśli jej się powiedzie, zostanie odesłana do XXI wieku. Ona i Nicholas wyruszają w niebezpieczną podróż po egzotycznych miejscach i w poprzek czasu. Im bardziej zbliżają się do prawdy, tym większego tempa nabiera śmiertelna gra Ironwoodów. Etcie grozi nie tylko rozłąka z Nicholasem, ale i zamknięcie drogi powrotnej do domu... na zawsze. 


___________________________________________________________________

"Gwiazdor" Laurelin Paige, Sierra Simone | Data premiery: 26 października | Wydawnictwo: Kobiece | Cena: 36,90 zł | Liczba stron: 472

Duet autorów w płomiennym romansie, który spełnia najbardziej wygórowane wymagania czytelniczek. 

Przestań się oszukiwać, mała. Znasz go. Hej, przecież wiem, że go znasz. 
Może udajesz, że nie. Może twoja historia przeglądania jest wyczyszczona. Może udajesz oburzoną, kiedy ktoś przy tobie używa słowa na p. Ale nie oszukujmy się. Wiem, że go znasz. Każda zna Logana O'Toole'a – słynnego gwiazdora. Jednak kiedy Devi Dare wkracza w jego życie, nagle zaczyna robić rzeczy kompletnie nie w jego stylu. Na przykład pisze flirciarskie smsy. Albo tworzy całą serię filmów dla dorosłych online, żeby tylko mógł z nią grać. Jeszcze raz. I jeszcze. Przez Devi cały świat Logana się zmienia. Im więcej czasu z nią spędza, tym bardziej zdaje sobie sprawę, że nie jest tym, za kogo się uważał. 
Może w sumie wcale go nie znasz.



___________________________________________________________________

"Bracia Slater. Tom 1. Dominic" i tom 2. "Bronagh" L.A. Casey | Data premiery: 5 października  | Wydawnictwo: Kobiece | Cena: 36,90 zł i 29,90 zł | Liczba stron: 488 i 168

(Tom 1) Bronagh Murphy dobrze wie, czym jest ból po stracie bliskich. Kiedy była mała, jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Aby uniknąć ponownego cierpienia, dziewczyna trzyma ludzi na dystans. Nie ma przyjaciół, z nikim nie rozmawia, nie wdaje się w żadne relacje, przez co pozostaje zawsze na uboczu. W końcu tego chce najbardziej. Kiedy w jej życie wkracza Dominic Slater, Bronagh nieświadomie robi dokładnie to, co najbardziej go pociąga. Uparcie go ignoruje. Dominic to chłopak przyzwyczajony do bycia w centrum uwagi. Piękna brunetka o ciętym języku jest pierwszą osobą, która mu tego odmawia. 

Dominic pragnie nieustępliwej dziewczyny, ale jedynym sposobem na jej zdobycie, jaki zna, jest siła. 

Dominic jej pragnie. Dominic zdobywa to, czego pragnie.

(Tom 2) Bronagh Murphy przeszła bardzo dużo, życie w ogóle jej nie rozpieszczało. Kiedy zbliżają się jej dwudzieste pierwsze urodziny, jedyne czego chce to spędzić ten dzień spokojnie w otoczeniu bliskich. Jednak jej chłopak, Dominic Slater, niczego nie robi spokojnie. Nigdy nie był spokojny, więc planuje urodziny swojej dziewczyny, które mają być nie tylko romantyczne, ale i piekielnie ekscytujące. Problem w tym, że Dominic rozumie słowo "ekscytujący" kompletnie inaczej niż Bronagh, o czym wkrótce dziewczyna sama się przekona. Kiedy sprawy przyjmą niekorzystny obrót, Dominic musi znowu walczyć o swoją dziewczynę. Bronagh po raz ostatni zdecyduje, czy zostanie z nim w jego narożniku, czy odejdzie, nie oglądając się za siebie. 

Bronagh kocha Dominica. Bronagh zatrzymuje to, co kocha.




___________________________________________________________________

"Consolation Duet. Tom 1. Consolation" Corinne Michaels | Data premiery: 11 października | Wydawnictwo: Szósty Zmysł | Cena: 38,90 zł | Liczba stron: 400

Znakomita powieść dla fanek Colleen Hoover. Poruszająca historia, którą pokochały tysiące czytelniczek! Uzależniająca. Intensywna. Emocjonująca.

To opowieść o złamanych sercach, tęsknocie, słodko-gorzkim smaku zakazanego owocu. Porywająca. Wzruszająca. Chwytająca za serce. 

Tej historii nie zapomnisz. A kiedy poznasz jej zakończenie, będziesz marzyć o tym, aby natychmiast poznać jej dalszy ciąg!

Liam nie miał być moim szczęśliwym zakończeniem. Nawet nie byłam nim zainteresowana. Był najlepszym przyjacielem mojego męża – zakazanym owocem. Tyle że mój mąż nie żyje, a ja czuję się samotna. Tęsknię za nim i ląduję w ramionach Liama. Jedna wspólna noc zmienia wszystko. Teraz muszę zdecydować, czy naprawdę go kocham, czy jest dla mnie tylko nagrodą pocieszenia. 



___________________________________________________________________

"The Perfect Game. Tom 1. Rozgrywka" J. Sterling |  Data premiery: 25 października | Wydawnictwo: SQN | Cena: 34,90 zł | Liczba stron: 304


On jest rozgrywką, w którą ona jeszcze nie grała. 

Kiedy Cassie poznaje w college'u Jacka, postanawia omijać go szerokim łukiem. Gwiazdor drużyny baseballowej uosabia wszystko, czego dziewczyna nie znosi w facetach – jest przystojny, uwodzicielski, pewny siebie, ma wielkie ego i... zabójczo piękne oczy. Sprawy się komplikują, kiedy Jack zaczyna zwracać na Cassie szczególną uwagę. Co tak naprawdę kryje się za jego zainteresowaniem? Czy ma ono jakiś związek z przeszłością dziewczyny? Ile można poświęcić, aby być z ukochaną osobą?

Zapnij pasy! Przejażdżka z the Perfect Game. Rozgrywka sprawi, że serce nieraz zabije ci szybciej. Czasem życie to prawdziwy rollercoaster.







___________________________________________________________________

"Mirror, mirror" Cara Delevingne | Data premiery: 11 października | Wydawnictwo: Jaguar | Cena: 37,90 zł | Liczba stron: 384

Przyjaźń. Zdrada. Ofiara. Tajemnica.

Red, Leo, Rose i Naomi to czwórka młodych przyjaciół. Są inni od pozostałych rówieśników, są odmieńcami. Nie wiedzą, kim są i kim chcą być. Zbliża ich muzyka. Wspólnie zakładają kapelę Mirror, Mirror. Ale nie nacieszą się długo wspólną pasją... 

Naomi zostaje wyciągnięta nieprzytomna z rzeki. Pozostając w śpiączce, walczy o życie. Policja twierdzi, że była to nieudana próba samobójcza. Ale jej przyjaciele wcale nie są tego pewni. Każde inaczej reaguje na dramatyczne wydarzenia – Rose zaczyna imprezować jak szalona, Leo wpada w depresję, a Red postanawia samodzielnie odkryć prawdę. Czy Naomi się obudzi? Co zaprowadziło ją na granicę życia i śmierci? A może pytanie powinno brzmieć: kto?

Odpowiedzi na pytania nie przyniosą niczego dobrego. Na jaw wyjdą najmroczniejsze tajemnice. Nic już nie będzie takie samo. Rozbitego lustra nie da się przecież skleić. 

___________________________________________________________________

"Szczęście w miłości" Kasie West | Data premiery: 11 października| Wydawnictwo: Feeria Young | Cena: 37,90 zł | Liczba stron: 408

Maddie nie jest impulsywna. Ceni ciężką pracę i lubi planować. Ale któregoś wieczora pod wpływem chwili kupuje los na loterię. I, ku własnemu zdziwieniu – wygrywa masę pieniędzy!

W jednej sekundzie Maddie nie poznaje swojego życia. Koniec ze stresowaniem się systemem stypendialnym w college'u. Ni stąd ni zowąd Maddie myśli o wynajęciu jachtu. A bycie w centrum uwagi całej szkoły jest super, dopóki nie zaczynają docierać do niej przykre plotki na jej temat, a przypadkowe osoby prosząją o pożyczkę. I teraz Maddie nie ma pojęcia, komu można zaufać. Poza Sethem Nguyenem, z którym pracuje w miejscowym zoo. Seth jest miły i zabawny, i chyba wcale nie wie o wielkiej zmianie w życiu Maddie, a dziewczyna jakoś nie ma ochoty nic mu mówić. Co się stanie jednak, jeśli Seth pozna prawdę?

Oto pełna humoru i czułości historia w bestsellerowym stylu Kasie West: o wygranej, przegranej i... miłości.


___________________________________________________________________

"Śpiące królewny" Owen King, Stephen King | Data premiery: 24 października | Wydawnictwo: Prószyński i S-ka | Cena: 49,90 zł | Liczba stron: 736

W przyszłości tak realistycznej i bliskiej, że mogłaby być współczesnością, coś dziwnego dzieje się z kobietami, które zasypiają: szczelnie owija je zwiewna substancja przypominająca kokon. Gdy ktoś je budzi, gdy obrastający je materiał zostaje naruszony bądź zerwany, uśpione kobiety wpadają w dziką furię i stają się szaleńczo agresywne; śpiąc, przenoszą się do innego świata − świata, w którym panuje harmonia, a konflikty są rzadkością. Tajemnicza Evie jest jednak odporna na błogosławieństwo, bądź klątwę, niezwykłej śpiączki. Czy jest medyczną anomalią, którą należy przebadać? A może demonem, którego trzeba zabić? Porzuceni mężczyźni, zdani na siebie i swoje coraz bardziej prymitywne odruchy, dzielą się na wrogie frakcje, niektórzy pragną zabić Evie, inni ją ocalić. Część wykorzystuje panujący chaos, by zemścić się na starych bądź nowych wrogach. W świecie nagle opanowanym przez mężczyzn wszyscy uciekają się do przemocy. 

Osadzona w małym mieście w Appalachach, gdzie największym pracodawcą jest więzienie kobiece, powieść "Śpiące królewny" to dająca do myślenia, nadzwyczajnie wciągająca historia, która dziś wydaje się szczególnie aktualna.

___________________________________________________________________

 "Dopasowani" John Marrs | Data premiery: 11 października | Wydawnictwo: Książnica | Cena: 35 zł | Liczba stron: 320

Jak daleko się posuniesz, by znaleźć miłość?

Od czasu, gdy naukowcy odkryli, że każdy człowiek posiada gen, który dzieli tylko z jedną osobą na całym świecie, miliony ludzi zdecydowały się na badania DNA, aby znaleźć idealnego partnera. Oto pięć kolejnych osób znajduje swoje drugie połówki. Okazuje się jednak, że perfekcyjnie dopasowane bratnie dusze, które wskazały testy genetyczne mają swoje sekrety. Niektóre szokujące a nawet bardzo niebezpieczne... 

"Dopasowani« to zaskakująca i utrzymana w szybkim tempie powieść, która w równej mierze ekscytuje i niepokoi. "
Culturefly






___________________________________________________________________

"Stracona" Amy Gentry | Data premiery: 10 października | Wydawnictwo: Prószyński i S-ka | Cena: 39,90 zł | Liczba stron: 288

Dziewięcioletnia Jude z przerażeniem obserwuje, ukryta w szafie, jak obcy mężczyzna z nożem w ręku uprowadza jej trzynastoletnią siostrę Julie. I tak kończy się szczęśliwa rodzina. Matka dziewczynek nie potrafi wybaczyć młodszej, że nie krzyczała. Ojciec nie ustaje w poszukiwaniach i zakłada fundację imienia Julie. Policja nie wierzy w porwanie, tym bardziej że nie było śladów włamania. Wszystkich łączy jednak przekonanie: Julie nie żyje. Osiem lat później na progu domu Whitakerów staje młoda kobieta, która podaje się za Julie. Twierdzi, że przez osiem lat była seksualną niewolnicą meksykańskiego mafiosa... 

Powieść Amy Gentry to studium katastrofy po stracie bliskiej osoby – katastrofy, która dotyka zarówno rodzinę, jak wszystkich ludzi z ich otoczenia. To również piękna historia o potężnej sile miłości oraz thriller, w którym napięcie utrzymuje się aż ostatniej strony. 
Po zniknięciu córki życie Anny zmienia się w koszmar. Przez osiem lat, jakie upłynęły od porwania trzynastoletniej Julie, straciła nadzieję i chęć ratowania swojego podupadającego małżeństwa i relacji z drugą córką. Ale wszystko zmienia w się dniu, gdy do drzwi domu puka młoda kobieta, która podaje się za Julie. Wydaje się jednocześnie znajoma i obca, a w jej historii wychodzą na jaw luki i niekonsekwencje. Annę dopadają straszne wątpliwości. Kim jest ta skomplikowana kobieta? Czy to na pewno jej córka? Oliwy do ognia dolewa pewien prywatny detektyw, który od lat śledzi tę sprawę i dysponuje szokującymi informacjami. 

___________________________________________________________________

"Eliza i jej potwory" Francesca Zappia | Data premiery: 25 października | Wydawnictwo: Feeria Young | Cena: 37,90 zł | Liczba stron: 400

Eliza ma 18 lat i jest prawdziwą ekscentryczką i nerdem, a do tego boryka się z chorobliwą nieśmiałością oraz brakiem jakichkolwiek znajomych. Drwiny, wyzwiska, przemykanie pod ścianami i nieustanne okupowanie swojego pokoju - tak wygląda jej życie w realu. W internecie za to jest Lady Konstelacją, ekstremalnie popularną na całym świecie autorką komiksu Morze potworne. Ma tam też swoją niewielką, ale wierną grupę wsparcia. Funkcjonuje więc właściwie tylko w sieci, rzeczywistości poświęcając tak mało uwagi, jak tylko się da. 
I wtedy do jej szkoły trafia Wallace, były futbolista, a obecnie fan Morza potwornego i twórca fanfików na jego temat, który sprawia, że Eliza zaczyna dopuszczać do siebie myśl o życiu poza siecią. Hm, może związki międzyludzkie mają jakiś sens?

Ona i Wallace stają się sobie coraz bliżsi, dziewczyna nie chce jednak ujawnić mu swojej tajemnicy. Problem w tym, że z sekretów nigdy nie wynika nic dobrego i przez nie cały kruchy świat Elizy może runąć z hukiem... I jak wtedy stawić czoła swoim lękom? Jak pokonać własne potwory? Czy da się być blisko z kimś w realu?


___________________________________________________________________

"Na krawędzi wszystkiego"Jeff Giles | Data premiery: 11 października | Wydawnictwo: IUVI | Cena: 34,90 zł | Liczba stron: 384

Szczęście i cierpienie, światło i ciemność – dwa światy i ludzie na ich krawędzi Zoe i Iks żyli w dwóch światach i nigdy nie mieli się spotkać. Ale się spotkali. Tylko jak mają być razem, gdy oba światy sprzysięgły się przeciwko nim? Zoe ma 17 lat, zwariowaną matkę wegankę, młodszego brata z ADHD i prawdziwą przyjaciółkę. Ma też za sobą trudny rok, kiedy tragicznie zmarł jej ojciec, a zaprzyjaźniona para staruszków z sąsiedztwa zaginęła bez śladu. Jakby tego było mało, szukając brata podczas burzy śnieżnej, Zoe zostaje brutalnie zaatakowana i widzi coś, czego nie powinna widzieć. I kogoś. Nazwała go Iks. Zoe nie wie, że to łowca głów. Tajemniczy, przystojny i nękany losem, którego nie rozumie, pracuje na zlecenie lordów z Niziny – mrocznego i brutalnego miejsca, w które trafiają najgorsi szubrawcy. Tym razem przyszedł po bandytę, który zaatakował dziewczynę. Iks i Zoe nigdy nie mieli się spotkać. Łowcy z Niziny nie mogą ujawniać się nikomu poza swymi ofiarami. Iks, by uratować Zoe, łamie wszystkie zasady Niziny. I ponosi brutalne konsekwencje. 

Beznadzieja, samotność i ból – Iks zna tylko to. Zoe pokazuje mu, że może być inaczej. Kiedy Iks i Zoe dowiadują się więcej o ich swoich światach, zaczynają zadawać pytania o przeszłość, własny los i swoją przyszłość. Ale wyrwanie Iksa z Niziny i przecięcie więzów przeszłości, które pętają Zoe, będzie od obojga wymagać konfrontacji z własną ciemną stroną.

___________________________________________________________________

I coś z czego cieszę się najbardziej!

"Dwór cierni i róż. Tom 3. Dwór skrzydeł i zguby" Sarah J. Maas  | Data premiery: 25 października | Wydawnictwo: Uroboros | Cena: 49,99 zł | Liczba stron: 848

Długo oczekiwana trzecia część bestsellerowego cyklu Sarah J. Maas

Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak by to osiągnąć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną, przewrotną grę... Jeden poślizg może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat. 

W obliczu wojny, która ogarnia wszystkich, Feyra znów musi decydować, komu może ufać i szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niebawem dwie armie zetrą się w krwawej, nierównej walce o władzę.








___________________________________________________________________

I jak? Coś wam wpadło w oko? Na którą z tych książek najbardziej czekacie? A może czekacie na coś innego? Piszcie! Co do mnie, to pewnie domyśliliście się na co najbardziej czekam ;) Do tego pozycje od Wydawnictwa Kobiecego i nowa powieść Kinga, bardzo mnie kuszą. Na pewno po nie sięgnę :D

Mam nadzieję, że nie przeszkadzało wam, że jest więcej niż 10 książek, ale stwierdziłam, że nie lubię takich ograniczeń. Po co się ograniczać do zaledwie 10, skoro można wybrać więcej i mieć pewność, że na pewno chociaż jedna z książek, przypadnie wam do gustu? Wybierając je, kierowałam się nie tylko swoimi upodobaniami, ale też świadomością, że nie każdy lubi wyłącznie fantastykę, bądź romanse. Udało mi się trafić w wasze gusta? ;)

Także, ja teraz lecę składać ubrania, potem wieczorkiem mam w planach obejrzeć horror (przy okazji, wybaczcie za brak postów z serii "Filmowa Niedziela", w kolejną się pojawi, obiecuję) i poczytać. 
Ps. Zapraszam na mojego instagrama, porobiłam dziś wiele zdjęć, niedługo się tam ukażą ^^ Będziecie zadowoleni! KLIK

Życzę wam wspaniałego dnia! 
Marlena Marszałek
Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.