Pokazywanie postów oznaczonych etykietą burda książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą burda książki. Pokaż wszystkie posty

16.4.18

78. "Anatomia skandalu" Sarah Vaughan


Jeden mężczyzna oskarżony o zbrodnię. I trzy kobiety, w których rękach spoczywa jego los.
Ta historia powinna trafić na pierwsze strony gazet.
Ostra i trzymająca w napięciu powieść o skandalu wśród brytyjskich elit oraz o kobietach, które muszą walczyć o prawdę.
Anatomia skandalu stopniowo odkrywa historię małżeństwa z wyższych sfer, które staje w obliczu kryzysu.
James – kochający mąż, świetny tata, wzięty polityk – zostaje oskarżony o przestępstwo.
Jego żona Sophie wierzy, że jej mąż jest niewinny, i desperacko próbuje chronić rodzinę przed kłamstwami, które mogłyby ich zniszczyć.
Prawniczka Kate jest przekonana o winie Jamesa i chce, by za nią zapłacił. Za wszelką cenę dąży do jego ukarania.
I jest jeszcze przyjaciółka Kate, niepozorna Alison, która odkrywa pewien mroczny sekret z przeszłości. Tajemnicę łączącą wszystkie osoby uwikłane w skandal…

Myślałam, że nie jestem jakąś szczególną fanką powieści, w których przewija się prawo, bo w realnym życiu niekoniecznie mnie to interesuje. Nie zagłębiam się w politykę, w rozprawy sądowe, a jedyny serial, który śledziłam, o takowej tematyce, to był paradokument "Sędzia Anna Maria Wesołowska". Nic więcej, nic ponadto. Siedziałam zazwyczaj z babcią i razem oglądałyśmy. Oprócz tego, nie sięgałam nigdy po takie tematy. Nie ważne jak bardzo wychwalane były filmy, książki czy seriale, ja po prostu omijałam je szerokim łukiem, sięgając raczej po fantastykę, czy typowe młodzieżówki. Nie ukrywam i nigdy tego nie ukrywałam, że zazwyczaj nie ciągnie mnie do literatury dla dorosłych, a przecież jestem już jedną z nich, czy tego chcę, czy nie. Mam w sobie coś z dziecka, no dobra, jestem dzieckiem, a 20 urodziny zbliżają się do mnie coraz szybciej, co mnie przeraża. Nie jestem jakąś ogromną  entuzjastką, jeśli chodzi o tematykę gwałtów, można powiedzieć, że nie szkodzą mi one, ale ze względu na moją niezbyt rozwiniętą dojrzałość, unikam tego prawie niczym ognia, choć bardziej pasuje tutaj, prawie niczym pająków. Więc, myślałam, że nie jestem szczególną fanką, okazało się, że jednak jestem. I było to dla mnie zaskoczeniem.

Postanowiłam przełamać się i przeczytać "Anatomię skandalu" choćby nie wiem co, nie tylko dlatego, że w pewnej chwili zrobiło się o niej niesamowicie głośno, gdzie nie spojrzałam każdy się nią zachwycał i moja wrodzona ciekawość powiedziała mi, bierz się za tą książkę, daj jej szansę, ale także dlatego, że chciałam wyjść poza swoją strefę komfortu. Czy pożałowałam swojej decyzji? A może wręcz przeciwnie? No cóż, odpowiedź znajduje się gdzieś pośrodku. 

Nie jest to dla mnie proste, by opisać wam tę powieść. To już moje któreś z kolei podejście i wciąż mam problem jak ująć to w słowa. Więc z góry przepraszam za nieścisłości, gubienie wątku i inne tego typu rzeczy. Jest to ten typ powieści, o którym ciężko się opowiada. Porusza ona bardzo kontrowersyjne treści, szokuje, wzbudza mnóstwo emocji, działa bardzo mocno na czytelnika. Ale gdy przyjdzie cokolwiek o niej opowiedzieć, to jakoś tak w momencie brakuje słów i rozpoczyna się ogromna walka z własnym umysłem (nie no, alem napisała, za dużo Gry o Tron), o kolejne słowa, które nie chcą się pojawić. Co wam mogę powiedzieć o tej powieści? Początki z nią były trudne i nijakie. Mamy tutaj trzy postacie, które są najważniejsze, trzech głównych bohaterów i jedną historię, która połączyła każdego z nich. A niektóre połączenia powstały o wiele wcześniej, niż się tego spodziewaliśmy. Każde z bohaterów skrywa swoje tajemnice, które tak naprawdę odkrywamy na samym końcu i to one robią na nas największe wrażenie, podnosząc opinię po trudnych początkach z tą powieścią.

Wciągnięcie się w tą powieść przyszło mi z ogromnym trudem. I to nie dlatego, że jest napisana niezrozumiale, bo tak nie jest. Całość, mimo kręcenia się w świecie prawa, jest napisana bardzo przystępnym językiem, nawet laik bez problemu by sobie z tym poradził, bez problemu wszystko zrozumiałam. Chodzi raczej o to, że wiało od niej nudą, czytałam, odczuwałam jakąś tam przyjemność z jej czytania, ale nudziła mnie jej monotonność, po wielu bardzo emocjonujących powieściach, było to dla mnie coś dziwnego, potrzebowałam solidnego kopa, czegoś co zwali mnie z nóg. I nic. Nie było tego. Co prawda, później się to zmieniło, ale mniejsza, jeszcze o tym wspomnę. Tutaj akcja nie pędzi, ta książka nie sprawia, że serce bije nam szybciej, oprócz dwóch, czy trzech razów. Tutaj wszystko jest spokojne, powoli, powoli autorka idzie wykreśloną na początku ścieżką, do celu, który sobie wcześniej ustaliła. I to czuć w tej powieści. Nie twierdzę, że brak jej polotu, twierdzę że początek aż raził brakiem pasji, albo tylko ja jej nie czułam.

Na początku miałam wrażenie, że Sarah Vaughan pisała tę książkę na siłę. Brakowało mi tej iskry, a sposób prowadzenia historii też nie był jakoś szczególnie wciągający. Czytałam, przewracałam strony, a myślami byłam całkiem gdzie indziej. Po przeczytaniu opisu nie mogłam doczekać się, aż poznam zawartość, bo całość zapowiadała się naprawdę genialnie. I odrobinę się zawiodłam. Nie potrafiłam wgłębić się w ten całkowicie inny dla mnie świat i przez pierwsze 150 stron bardzo się męczyłam. Było to dla mnie coś nowego, z czym nigdy wcześniej nie miałam do czynienia i dlatego też bardzo sceptycznie do tego podeszłam. 

Wiem, że póki co, to jedynie krytykuję. Mogliście tak to odebrać, a tutaj was zaskoczę. Źle myślcie ;) Akcja może nie pędzi jak szalona, powoli ale idzie do celu, nigdzie nie zbacza, nie ma tutaj odciągających nas od meritum wątków pobocznych, a sam cel jest naprawdę zaskakujący, nawet mimo tego, że przecież znamy go od samego początku. A gdy pani Sarah się rozkręci, a na jaw wyjdą kolejne fakty, kolejne przerażające zdarzenia, to nie jedna szczęka opadnie i dotknie podłogi. Wcześniej wspomniana przeze mnie monotonność jest minusem jedynie z początku, później sprawia ona, że gdy już wsiąkniemy w tę powieść, to każde kolejne zdanie będzie ogromną przyjemnością, a całość swoistym guilty plesure, nie ważne, że tematyka raczej tego nie zwiastuje. Mamy tutaj niesamowicie wyrazistych bohaterów, trudny proces, którego rozwiązania nie przewidzicie do ostatniej strony, a także zdarzenia, które wywrą na nas wiele emocji i to niekoniecznie tych dobrych.

W ogólnym rozrachunku całość prezentuje się  naprawdę dobrze i bardzo miło wspominam całość. Książka ta wzbudziła we mnie ogrom emocji, co mnie zaskoczyło. Zszokowała mnie, wbiła w fotel i wzbudziła uczucia, których się kompletnie u siebie nie spodziewałam. W pewnych momentach krzyczałam w myślach, byłam pełna  nienawiści, złości, kłębiły się one we mnie i nie mogły znaleźć ujścia. I to wszystko z winy głównego oskarżonego w sprawie, której postęp tutaj obserwujemy. Błagałam w myślach, by ktoś go z łaski swojej zamordował, czy coś. I wściekłam się jeszcze bardziej, gdy w autorka na ostatnich stronach powieści, zaskoczyła mnie tym co zrobiła. Oj, początki były nijakie, ale później, ogrom emocji który "Anatomia" we mnie wzbudziła mało co mnie nie rozsadził.

Przeczytanie tej książki, trochę czasu mi zajęło. Nie było to łatwe, ale dałam radę i kurcze, naprawdę niesamowicie mi się podobało! Nie było idealnie, bardzo łatwo zgubić się i po prostu odpuścić sobie tę książkę, jednak mimo tych wad, wydaje mi się, że warto sięgnąć po tę książkę, w szczególności, jeżeli taka tematyka jest czymś co was, że tak to ujmę, jara. Mnie to nie ciągnęło, do chwili gdy przeczytałam ostatnią stronę. Niesamowicie podoba mi się to, jak mocno wgłębiamy się w sprawę, została ona rozłożona na najdrobniejsze części i każda po kolei jest dokładnie i wnikliwie badana. Nic nie zostaje tu pominięte, nawet rzeczy, które z pozoru nie są z tą sprawą związane. Poznajemy przyczynę pewnych zachować, nikt nie jest tutaj zły bez powodu. Ani dobry. Całokształt jest bardzo fascynujący i pozostawia po sobie coś więcej.

Jeżeli dawałabym książkom oceny, to tą oceniłabym na 7/10. Była ona dobra, jednak czegoś tutaj zabrakło. Z mojej strony to tyle, sami zdecydujcie, czy chcecie ją przeczytać czy nie. Życzę wam miłego dnia!
Marlena Marszałek

8.3.18

76. "Szpilki za milion" Izabela Szylko - miało być fajnie, wyszło jak zwykle

Myślałam, że książka ta będzie miłym zaskoczeniem i będę się bawić przy niej bardzo dobrze. Zapowiadana jako naprawdę świetna komedia kryminalna, zdobyła dosyć dobre opinie, okazała się jednak być całkowitym przeciwieństwem tego, czego się po niej spodziewałam. A jako, że chcę być z szczera, to nie zostawię na niej suchej nitki, bo po prostu nie zasługuje ona na waszą uwagę. I niejedna osoba, która ją przeczytała, może to potwierdzić. 

Naprawdę nie lubię pisać takich opinii. Zawsze staram się być obiektywna i tutaj również postaram się taka być, jednak to naprawdę nie jest proste, w szczególności gdy emocje targają umysłem i przesłaniają grubą watą próby racjonalnego i konstruktywnego myślenia. Nie będę owijać w bawełnę, powiem wam już teraz, że ta książka, to jakaś porażka.

Uczciwy złodziej, perfidna celebrytka i oszukany kochanek – to musi być mieszanka wybuchowa!  Jacek Sparowski tego samego dnia traci pracę, dziewczynę i dach nad głową. Kiedy wynajmuje pokój u ciotki przyjaciela i zostaje zatrudniony w nowej firmie, wydaje się, że pech wreszcie przestanie go prześladować. Ale prawdziwe kłopoty dopiero się zaczynają. Lola Marini – polująca na bogatego męża celebrytka, prywatnie była żona Sparowskiego, która kiedyś perfidnie go wykorzystała – planuje szalony przekręt mający jej przynieść fortunę. Na dodatek zabójczo atrakcyjna i wyrachowana Lola chce wrobić w tę aferę przyjaciela Jacka.  

Jacek postanawia więc go ratować, a przy okazji wyrównać rachunki ze swoją byłą żoną. Zaczyna się walka z czasem, mnożą się niespodzianki, a zagadek do rozwiązania wciąż przybywa. Jak przechytrzyć oszustkę, kiedy największym przeciwnikiem jest własna uczciwość? W tym niełatwym zadaniu pomaga bohaterowi jego gospodyni – emerytowana policjantka, dla której przejście na ciemną stronę mocy również staje się życiowym wyzwaniem.  Dość szybko okazuje się, że w tym wyrafinowanym przekręcie bierze udział ktoś jeszcze, a główną rolę w komedii pomyłek odgrywają… drogocenne szpilki.

Całość zaczęła się dosyć ciekawie, mamy tutaj bardzo mocno wyróżniające się postaci, które popadają ze skrajności w skrajność, dzięki temu naprawdę bardzo łatwo jest na ich rozróżnić i zdobywają naszą sympatię, bądź wbrew przeciwnie. Każdy z nich ma tutaj swoje miejsce i nie wydają się być wrzuceni od tak, jako wypełniacz. Więc co do stworzonych przez Izabelę Szylko postaci, naprawdę nic nie mam. Ich nazwiska są bardzo, hmmm, wyjątkowe, w szczególności imię i nazwisko głównego bohatera, które od razu skojarzyło mi się z pewnym piratem, granym przez Johnny'ego Deppa. Jacek Sparowski - Jack Sparrow. No niestety, Jacek nie jest tak interesującym bohaterem jak nasz ukochany pirat. Niby coś tam się stara zrobić, ale jest strasznie nieporadny w swoich czynach, irytuje, a jedynie jego opowieści o wcześniejszym życiu naprawdę mnie zainteresowały. 

Co do reszty bohaterów, to uważam że zostali troszkę lepiej wykreowani niż Jacek, mają również więcej charakteru, np. Lola Marini, czy Józefina Żbik, którą niesamowicie polubiłam, bo miała w sobie to coś, była bardzo intrygującą i tajemniczą osobą. 

Jednak, co do fabuły i akcji (której tutaj nie ma, naprawdę), to jestem bardzo zawiedziona. Te 350 stron było dla mnie mordęgą. Naprawdę oczekiwałam więcej akcji, czegoś co podniesie mi ciśnienie i sprawi, że nie będę mogła się oderwać. No niestety, pomysł był dobry, a runął jak domek z kart, przez tragiczne wykonanie. Od początku do końca wieje nudą, a oczy same się zamykają, nie mogąc tego znieść. Jak dla mnie za dużo opisów, za mało akcji. Cała historia naprawdę miała potencjał, ale nie udało się. Może jeszcze nie dojrzałam do tego typu powieści. Jednak z drugiej strony, tutaj naprawdę nie ma do czego dojrzewać. Język jest prosty, nieskomplikowany jak sama fabuła, czyta się lekko i pokuszę się o określenie, przyjemnie, ale brakło tutaj jakieś ikry, iskry która wywołałaby jakiekolwiek emocje w czytelniku. 

Uwierzcie mi, że jestem naprawę zawiedziona, bo zanim przeczytałam tę książkę, widziałam kilka naprawdę pozytywnych i pochlebnych opinii i naprawdę chciałabym polecić tę książkę. Czego po prostu nie mogę zrobić, bo to strata czasu, w którym moglibyście przeczytać coś lepszego. Miało być genialnie, śmiesznie i wciągająco, miałam się śmiać, uśmiechać, książka miała mi poprawić humor, po "Present perfect", które złamało moje serducho. A czytając ją czułam tylko smutek, zażenowanie i pustkę. Sięgnęłam po nią bardzo chętnie, miałam duże oczekiwania i zawiodłam się. Uwierzcie mi, że moje wymagania jeśli chodzi o humor, nie są jakieś ogromne. Bardzo często śmieję się z głupot, a jednocześnie te nawet najbardziej wysublimowane żarty są dla mnie czymś co lubię. I do tego uwielbiam czarny humor. Uwielbiam komedie i kryminały. To miało być połączenie perfekcyjne. 

Nie uśmiechnęłam się ani razu. Nie mówię już nawet o śmianiu się. Naprawdę, ani razu. Na początku myślałam, że to ze mną jest coś nie tak, ale jak spytałam koleżanki, czy też tak miała, to potwierdziła, że tak. Ta książka w nas obu nie wzbudziła żadnych pozytywnych emocji, chyba że zalicza się do tego ulga, że już się skończyła. Wiem, jadę po tej książce niemiłosiernie, ale to po prostu są moje odczucia wobec niej. Broń Boże, nie zabraniam wam sięgnąć po nią, macie przecież wolną wolę, ale ostrzegam was, że grono osób, którym przypadnie ona do gustu, raczej nie jest zbyt szerokie. 

No co ja mogę jeszcze o niej powiedzieć? Jakieś zalety? Ciekawi bohaterowie, których raczej nie spotkacie w innych książkach (w sensie wyjątkowi), co prawda na instagramie pisałam, że są płaskie i nijakie, jednak po zastanowieniu się, trochę zmieniłam zdanie, i puenta, która była dla mnie zaskoczeniem i ociepliła moje myślenie o tej książce, podnosząc jednocześnie jej ocenę z 5/10 na 6/10. Do tego wydanie jest prześliczne i bardzo mi się podoba, chociaż nie jestem fanką różowego, to jeśli chodzi o tę oprawę, to naprawdę cieszy oko!

Ta książka jest dla mnie naprawdę twardym orzechem do zgryzienia. Miało być świetnie, a wyszło jak wyszło. Całość jest nudna, bezsensowna, absurd goni absurd, jedynie puenta ją uratowała i wyżej wspomniane postacie. Kompletnie nie potrafiłam się w nią wkręcić, była ona dla mnie bardzo monotonna, bez polotu, nijaka. Jednak, czytałam o wiele gorsze książki niż ta, dlatego nie oceniam jej tak surowo. Miało być lekko, jest lekko. Jako mało wymagające czytadło sprawdza się dobrze, ale nie można od niej oczekiwać zbyt wiele. A decyzja czy przeczytać, czy nie, sądzę że zależy od was. Każdy ma inny gust i może akurat się wam ona spodoba. Mi niestety do gustu nie przypadła i raczej szybko o niej zapomnę.

Pozdrawiam was serdecznie i życzę miłego dnia
Marlena Marszałek
Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.