Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty

2.8.17

52. "Deadpool. Martwi prezydenci"





Człowiek tak już ma, że uwielbia superbohaterów. Batmana, Iron Mana, Supermana, Thora, czy Kapitana Amerykę. Jednak w moim przypadku jest inaczej. Im bardziej nędzny jest bohater, im więcej szeroko pojętego zła czyni, tym bardziej się zakochuję. To nie tak, że nie lubię superbohaterów (no może oprócz Batmana, nie mogę go zdzierżyć, fani nietoperza wybaczcie) kocham Tony'ego Stara za jego genialny humor i osobowość, wprost obsesyjnie wielbię Wolverina, filmy o nim oglądałam co najmniej 3 razy, wystarczy że o nim usłyszę, a już piszczę z podekscytowania (i dlatego też drugi i zarazem ostatni film o nim, o tytule "Logan", doszczętnie zniszczył moje biedne zakochane serduszko, kto oglądał ten wie o co mi chodzi). Uwielbiam Bartona (Hawkey), nowego Spidermana. Ogólnie, kocham filmy Marvela. Jednak, w porównaniu z osobistością, którą wielbię ponad wszystkie inne, reszta zdaje się być ledwie wybuchem grzmotem, przy wybuchu wulkanu.

Gościu, o którym chcę wam dziś opowiedzieć, jest moją wielką Marvelowską miłością, odkąd obejrzałam gameplay gry o nim u youtubera Tivolta. Niekonwencjonalny, chamski, jedyny w swoim rodzaju, ironiczny, antyheroiczny, o genialnym poczuciu humoru, bezwzględny, pewny siebie, łamiący wszelkiego rodzaju bariery, w tym też tzw. czwartą ścianę. Jest bardzo mało przypadków, gdy bohater (choć w tym przypadku pasowałoby go raczej nazwać antybohaterem), odzywa się prosto z kart komiksów do czytelnika. On doskonale wie, że jest w stworzonej o nim grze, wie że za 6 stron skończy się rozdział komiksu, wie że powstał o nim film i chwali się tym przed wszystkimi, podczas trwania tego filmu, będąc jego głównym bohaterem. 

Uwierzcie mi, ten moment gdy gracie w grę, a jej bohater mówi prosto do was, genialne uczucie! Albo czytacie komiks, a on szepcze do was jakiś głupi żarcik, nie zważając na walkę odbywającą się wokół niego, a wy dosłownie brechtacie, mimo że krew praktycznie spływa ze stron. Wasz ojciec patrzy na was jak na głupią, a wy śmiejecie się do rozpuku.

Chcę wam przedstawić Deadpoola. 

Jestem pewna, że kojarzycie gostka, na imię mu Wade Wilson, chodzi ubrany w czarno czerwony strój, z tyłu na plecach ma zatknięte dwie długie i cholernie ostre katany, jest nieśmiertelny i pod maską wygląda jak skrzyżowanie zgniłego awokado i kraterów w ziemi po wybuchu bomby. Do tego dodajmy, że kiedyś przeżył najgorsze co może przydarzyć się człowiekowi, stał się mutantem, posiada genialnie ironiczne poczucie humoru, uwielbia walczyć i jest najemnikiem. Połączenie idealne!

Jestem w nim bez pamięci i szaleńczo zakochana. Jak to się dzieje, że my dziewczyny lubimy takich gości? 

Dziś chcę pomówić o komiksie, w którym główną rolę gra Deadpool, a dokładniej o pierwszym tomie komiksów o nim, zatytułowanym "Deadpool. Martwi prezydenci", narysowanym i napisanym przez Briana Posehna, Gerry'ego Duggana i Tony'ego Moora. Gdy tylko zobaczyłam, że zostanie on u nas wydany, to po prostu wiedziałam, że muszę go mieć. Minął rok i w końcu, dzięki mojemu bratu, dostałam to cudeńko w swoje łapki. Brat zafundował mi pierwszy i drugi tom. Gdy otwierałam paczkę, to siłą powstrzymywałam się od pisku. Siedziałam wtedy w samochodzie i nie chciałam by ludzie się na mnie patrzyli jak na świra.


Nie minęło wiele czasu, a zabrałam się za pierwszy tom. W wielkim skrócie, opowiada on o tym, że pewien mag ożywił nieżyjących już od dawna prezydentów USA. Powstali oni z grobu i niczym krwiożercza armia ruszają oni by terroryzować swoich rodaków. Najwięksi bohaterowie nie mogą nadszarpnąć swojego idealnego wizerunku, walcząc z amerykańskimi patriotami. Jest tylko jedna osoba, która może to zrobić. Ktoś z zszarganą reputacją, hurtowy zabójca, ciężkozbrojny szaleniec z orzeczoną niepoczytalnością może wykonać tę obrzydliwą i odrażającą misję. Lecz mało jest takich osób w uniwersum Marvela. I tutaj wkracza Deadpool.

Na początku komiksu bardzo ciężko było mi się wgryźć w historię. Sama nie wiem dlaczego. Przeczytałam jakieś 50 stron i odłożyłam. Komiks leżał 3 tygodnie i się kurzył, a ja jakoś nie miałam chęci do niego wrócić. Jednak ostatnio, stwierdziłam, że muszę dokończyć go i przekonać się, czy jest tak dobry, jak gra, czy film.

I tu niestety, trochę się zawiodłam. To nie tak, że jest beznadziejny. Po prostu momentami jest nudny i jeśli porównać by go z filmem, to byłby naprawdę nisko przeze mnie oceniony. Ale postanowiłam ocenić go jakoś coś odrębnego i nie porównywać go do filmu, bo to kompletnie nie ma sensu. Więc czytałam dalej napawając się genialnymi rysunkami. Tutaj trzeba przyznać, nawet jeśli fabuła nie jest jakaś wybitna, to grafika to istne złoto. Krwista, ostra, przyjemna dla oka (no może oprócz chwil, gdy flaki dosłownie fruwają, a krew zapełnia całe strony), niesamowicie mi się podobała. Potrafiłam nie raz kilkanaście minut wpatrywać się w jeden obrazek i analizować każdy jego szczegół.

Co do Deadpoola samego w sobie, to nie zaprzeczę, był genialny. Uwielbiam te jego ironiczne żarciki, jego osobowość, skuteczność. Nie potrafię wyjaśnić co, ale ma on w sobie coś takiego, co sprawia, że nie da się go nie lubić. Jest aż do bólu prawdziwy, emanuje pewnością siebie i niesamowitym dystansem do wszystkich i wszystkiego. Zamknięty w sobie i w siebie zapatrzony, nie robi nic po to by pomóc, a jedynie po to, by zarobić jak najwięcej pieniędzy, czego nie ukrywa i sam to bardzo często podkreśla. Jest arogancki, niekonwencjonalny, zepsuty aż do szpiku kości. No po prostu uwielbiam go.

Gdy sięgnęłam po komiks po raz drugi, to tym razem było inaczej. Nim się obejrzałam wsiąknęłam kompletnie i rechotałam z głupich żarcików Deadpoola. A najbardziej z jednego momentu, gdy przebija on magicznym mieczem księgę zawierającą zaklęcia z czarnej magii i mówi "Chyba nigdy nie poznam zakończenia Pięćdziesięciu twarzy Grey'a". Czytając to parsknęłam śmiechem, a siedzący obok tata spojrzał na mnie dziwnie. Jako, że komiks nie ma wielu stron, przeczytałam go bardzo szybko i ledwo skończyłam, już poczułam że mi go brakuje. Nie była to jakaś niesamowicie ambitna lektura, a raczej coś na odmóżdżenie, przy czym czytelnik będzie się dobrze bawić.

Mimo, że ma on parę wad, to i tak go uwielbiam. Mógł być trochę lepszy, bardziej "Deadpoolowaty". Trochę mi brakowało tego Deadpoola z filmu. Ten w komiksie mimo wszystko, był trochę inny. Bardzo przyjemnie mi się czytało i nie mogę się doczekać aż sięgnę po drugą część. Najlepsze jest to, że każda część jest oddzielną historią i można je czytać bez poznania wcześniejszych. Jednak ostrzegam, komiks ten nie nadaje się dla osób poniżej 16 roku życia. Jako, że sam jego bohater, to najemnik, to krew leje się strumieniami. Niektóre sceny mogą osoby wrażliwsze przyprawić o mdłości. Są narysowane bardzo realistycznie, co jest i plusem i minusem.


Jeśli uwielbiacie takich gości jak Wade, to z całego serca polecam wam ten komiks. Jednak, muszę was ostrzec, że w porównaniu z filmem, wypada on naprawdę słabo. Jednak, jeśli nie oglądaliście filmu, to nawet lepiej, bo dzięki temu nie będziecie patrzeć na niego poprzez jego pryzmat. Niestety, ja mimo że się staram, to po prostu nie potrafię nie porównywać komiksu do filmu. Po prostu wciąż pamiętam swoje odczucia po jego obejrzeniu, te emocje gdy trwała kolejna, genialna akcja, głos aktora, grającego Deadpoola. Tego nie da się tak łatwo zapomnieć. Mimo, że komiks mi się podobał, to trochę się zawiodłam. Spodziewałam się czegoś innego. Czegoś bardziej wybuchowego, co dosłownie powali mnie na kolana i sprawi, że będę bić pokłony. Słyszałam, że druga część jest lepsza, więc mam nadzieję, że zmyje ona ten lekki zawód i pozostawi po sobie tylko dobre odczucia. Jeśli lubicie komiksy z niezwykłymi bohaterami, to jak najbardziej zachęcam. Deadpool jak postać, jest wart poznania, bo jest wykreowany po mistrzowsku. Jest jedyny w swoim rodzaju i chcąc, nie chcąc, przyciąga uwagę czytelnika swoją osobowością, zachowaniami i charakterem.

Mimo wszystko, chcę wam polecić ten komiks. Może wam się bardziej spodoba? Oczywiście tylko jeśli lubicie takie klimaty. Nic na siłę moi drodzy ;) Jeśli chcecie poznać moją pełną pozytywów opinię na temat filmu "Deadpool", to znajdziecie ją TUTAJ, tylko od razu ostrzegam, że jest ona obszerna, ale wiem, że lubicie takie posty :)

Także, nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam wspaniałego dnia,
Marlena Marszałek
Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.