6.12.17

Blogmas 6 - Mikołajkowy Book Tag!



Do świąt jeszcze 18 dni, a ja stwierdziłam, że skoro dziś mikołajki, to wykonam Mikołajkowy Book Tag, do którego wykonania serdecznie was zapraszam! Dziś bez piosenki, bo to drugi post dziś, nie chcę przesadzać ;) Odpowiedzi są krótkie, więc się nie zmęczycie czytaniem. Więc jeśli przybyliście tutaj po przeczytaniu pierwszego posta, to nie obawiajcie się, będzie krótko i mam nadzieję, że śmiesznie i ciekawie. Bez zbędnego przedłużania, zapraszam <3 Ps. Zrobiłam jakieś zdjęcia, ale nie powalają, wybaczcie. Mam straszne światło w pokoju.




Prezenty wywołują uśmiech na twarzy. Jaka książka wywołała uśmiech na twojej?
"Dwór skrzydeł i zguby" Sarah J. Maas. Jak otworzyłam paczuchę i ujrzałam co jest w środku, to dosłownie piszczałam ze szczęścia i byłam tak szczęśliwa, jak nigdy dotąd. Co prawda, gdy zaczęła czytać, to ten uśmiech zniknął. To co Maas robi z czytelnikami powinno podchodzić pod jakiś paragraf. Czy łamanie serca nie jest przypadkiem karalne? A jeśli nie, to dlaczego nie? Mniejsza z tym, ta książka, dzięki zakończeniu, wywołuje mój uśmiech do tej pory, a przeczytałam ją już jakiś czas temu. Jest to numer jeden tego roku, nie mogę się doczekać nowelek! 



Jaka jest twoja ulubiona książka z białą okładką?

Bardzo mało czytam książek z białymi okładkami, nic na to nie poradzę. I przez to, wybór mam naprawdę niewielki. Ale jeśli już mam coś wybrać, to najmilej wspominam "Lirogon" Cecelii Ahern. Jest to naprawdę niesamowita książka i sądzę, że powinno być o niej głośniej. Czytało mi się ją bardzo przyjemnie i bardzo mną poruszyła. I do tej pory nie mogę jej zapomnieć.




Siedzisz pod kocem w wygodnym fotelu, z kubkiem gorącej czekolady i czytasz książkowego potwora. Książka lub seria która objętościowo cię pokonała.

Była taka jedna, nawet nie wiem ile miała tomów. Nie raziło mnie to, cieszyłam się, że aż tyle ich jest, bo naprawdę podobała mi się historia. Chyba jest 16 tomów. A mówię o niczym innym, jak o "Pretty Little Liars" Sary Shepard. Pomysł genialny, wciągająca, elektryzująca. Dosłownie nie mogłam się oderwać! I koniec, tom 10, dotarłam do połowy, oddałam do biblioteki i zapomniałam. Jakoś przestało mi zależeć, a historia przestała mnie tak ciągnąć. I jak tak teraz o tym myślę, to czuję odrobinkę żal, że nie dokończyłam tej serii, bo naprawdę mi się bardzo podobała. Z drugiej strony, co za dużo, to nie zdrowo, nie sądzicie? Może po prostu mi się przejadło? 



Za oknem zaczął padać śnieg, więc postanowiłaś walczyć na śnieżki! Z jaką fikcyjną postacią chciałabyś walczyć na śnieżki? 

Z Deadpoolem. Uwielbiam tego człowieka, ma tyle wad, że aż jest perfekcyjny! Walka na śnieżki byłaby spełnieniem moich marzeń. Serio. To. Byłoby. Epickie. Nie mam nic więcej do dodania ^^ Idę poszukać tego durnego awokado ;) 



Twoje jedyne źródło ciepła, czyli ogień w kominku, zaczyna gasnąć. Potrzebujesz się rozgrzać. Jaką książkę bez żalu rzuciłabyś w ogień? 

Każdą z lektur. No dobrze, może nie każdą, bo niektóre mi się naprawdę bardzo podobały, np. "Quo Vadis", "Ten obcy", "Szatan z ósmej klasy". Kochałam je. Teraz, gdy jestem w technikum, lektury które mamy to jakaś porażka. Przy "Lalce" płakałam z nudów, przy "Zbrodni i karze", to samo. Te książki są takie... Bez polotu, nudne, tępawe. Także, już wiem czym się ogrzeję, w razie gdyby zepsuło się nam w domu ogrzewanie. A to, że te książki są z biblioteki, no cóż, mówi się trudno. Cel uświęca środki :3



Książka, tak bliska twojemu sercu, że mogłabyś podarować ją komuś jako prezent na Mikołajki.
Ostatnio w moje łapki wpadły dwie cudowne książki i nie wiem, którą z nich wybrać, więc wybiorę, uwaga, obie ;) "Terapię" Kathryn Perez i "Listy do utraconej" Brigid Kemmerer. Obie były po prostu przecudowne i na pewno jeszcze do nich wrócę. Niesamowicie mi się podobały i nie mogę o nich zapomnieć. "Listy" przeczytałam w jeden dzień, dosłownie! Zaczęłam rano, skończyłam wieczorem. Tak mnie wciągnęła, że nie mogłam się oderwać. I nawet nie próbowałam szczerze mówiąc ;) Recenzję pewnie dodam jutro, więc tam napiszę coś więcej na jej temat. A "Terapia" to terapia dla duszy i serca. Bolesna, piękna ale prawdziwa.


I to by było na tyle ;) Mam nadzieję, że również wykonacie ten tag! Jeszcze tylko cytat (kurcze, polubiłam to):

"Piękno jest jednocześnie kształtem czegoś i czegoś zasłoną, drogą i zbłądzeniem z tej drogi."
Henryk Elzenberg

Widzimy się jutro! Całuski, Marlena ;*

Blogmas 5 - Książki, gadżety, albumy, które chcę mieć


Jeszcze tylko 19 dni do świąt! Widzicie? (Nie, nie pomyliłam się, dziś będą dwa posty!). Mówiłam, że ten czas szybko leci ;) Dziś zrobię swojego rodzaju wishlistę, taki jakby list do Świętego Mikołaja. Coś lekkiego się przyda, prawda? Uwielbiam tworzyć tego typu posty (eeee, to jest pierwszy, no tak w sumie to drugi tego typu post, więc co ty w ogóle gadasz Marleno?). Do tego, za tym postem bardzo przemawia to, że mogę tutaj nie być tak poważna jak w recenzjach i w końcu artystycznie (co?) się wyżyć! Także, bez zbędnego gadania przejdźmy do książek i gadżetów, które od dawna mi się marzą, ale ich kupno cały czas odkładam, żeby nie zbankrutować. Będą tutaj figurki, poduszki, wszelkiego rodzaju zakładki i wszystko co podpada pod książkowe gadżety + dorzucę też kilka albumu k-popowych, bo dlaczego nie? 

Dobra, koniec tego gadania, to miał być krótki post a sam wstęp zajmuje już stanowczo zbyt dużo. 

Więc, zanim zaczniemy, najpierw uruchomcie tę piosenkę, tak dla klimaciku:



1. Książki. 
A o czym innym książkoholik mógłby najbardziej marzyć? No oczywiście, że o książkach! Ich lista jest zbyt długa, bym mogła wam tutaj wszystko podać, coś czuję że, albo umarlibyście z nudów, albo tak  byście się zmęczyli czytaniem, że zasnęlibyście w ciągu pierwszych kilku minut. Stwierdziłam więc, że podam tylko te, które są najbliższe mojemu sercu i na myśl o nich, czuję przemożoną tęsknotę. Ehh... 

Jako, że ostatnio zaczęłam oglądać "Grę o Tron" i jestem w niej po prostu zakochana bez pamięci, to jak zobaczyłam, że istnieje ilustrowane wydanie pierwszego tomu, to po prostu wiedziałam, że muszę je mieć. I musiało się ono znaleźć w tym poście, jakżebym mogła o nim nie wspomnieć? Ciekawi mnie strasznie jak wygląda w środku i czy spodoba mi się styl pisania pana George. Raz spróbowałam, ale jakoś nie czułam takiej przemożonej chęci przeczytania tej książki, więc odłożyłam. A potem jakoś tak zapomniałam i trzeba było oddać do biblioteki. Eh, może sobie jeszcze raz pożyczę? I spróbuję się z tym zmierzyć? Sama już nie wiem.

Zresztą, możliwość kupna tego wydania, bardzo ucieszyłaby moją biedną duszyczkę. Czyż ono nie jest cudowne? Nie ważna cena! Ja po prostu muszę je mieć ;_;

Dalej mamy to nowe, przepiękne wydanie "Darów Anioła", jak je zobaczyłam, to dosłownie szczęka opadła mi na ziemię (no dobra, prawie!). Oglądałam serial i niesamowicie mi się podobał, więc postanowiłam sobie, że zapoznam się z książkami (kiedyś próbowałam z pierwszym tomem, ale dotarłam do połowy i skapitulowałam), jednak te wydania które w tamtym czasie były dostępne u nas, nie podobały mi się. I nagle bum. Pojawiło się u nas to cudo i wylądowało na mojej liście :3

Do tego:
-"Cinder" Marissa Meyer wyd. Papierowy Księżyc
-Ilustrowany Harry Potter
-Seria "Uroczysko" Colin Meloy
- i wiele wiele więcej :P


2. Figurki.
Jestem pewna, że na pewno wiele z was zna i pragnie figurki Funko Pop. Jest ich tak wiele, że serce dosłownie pęka, gdy już przyjdzie nam do wyboru jednej, czy dwóch. Obecnie mam tylko jedną i jest to Deadpool, niestety gdy go kupowałam kompletnie tego nie przemyślałam i wzięłam wersję bubblehead. Gdybyście wiedzieli, jak bardzo tego żałuję. Przyszedł kuzyn, pobawił się nim i... Ech, szkoda gadać. 50 zł wydane w błoto. Jednak nie sprawiło to, że przestałam pałać miłością do popów. A wręcz przeciwnie! Z każdym dniem ich liczba rośnie, a ja łapię się za głowę, praktycznie płacząc z bólu, bo nie wiem którą wybrać. A na wszystkie pozwolić sobie nie mogę, może kiedyś :)

Żeby ten post nie był zbyt długi, to dodam kilka grafik z wymarzonymi popami i krótko opiszę dlaczego akurat te. Nie zapomnijcie dać mi znać, czy wy lubicie te figurki, czy macie jakieś i jeśli tak to jakie! Z chęcią o tym poczytam. 

Zacznę od figurek związanych z anime. Mamy tutaj postacie z dwóch anime, "One Piece" i "One punch man", oba są moimi ulubionymi! I oba wam z całego serducha polecam, w szczególności "One punch mana" bo jest krótkie, śmieszne i po prostu jedyne w swoim rodzaju! "One Piece" również jest przegenialne, ale ilość odcinków sprawia, że trzeba  być naprawdę ogromnym fanem, by gdzieś w połowie go nie odłożyć ;) Ja jakoś daję radę. 


Patrząc od lewej strony ekranu mamy po kolei:
1. Luffy (OP)
2. Chooper (OP) 
3. Ace (OP)
4. Saitama (OPM)
5. Trafalgar Law (OP)
6. Genos (OPM)

Uwielbiam każdą z tych postaci, ale najbardziej chyba Luffy'ego i Saitamę. Są genialni, a ich figurki są przecudowne! 



Dalej mamy istny misz-masz. Marvel, Disney, Warner Bros. Jednak, wypowiem się tylko o Marvelu, którego wprost uwielbiam! Z każdym kolejnym filmem, moja sympatia do niego jeszcze bardziej rośnie, aż dziwię się, że to jeszcze możliwe. Wprost nie mogę doczekać się kolejnych filmów, a gdy już je oglądam, to z otwartymi ustami i z ogromnym uśmiechem na twarzy. Tak obejrzałam najnowszego "Logana" (;_; buuuuuu), czy "Spiderman: Homecoming", którego recenzję pewnie zobaczycie za tydzień. Jeżeli spytacie, kto jest moją ulubioną postacią, to mój wybór będzie wahał się miedzy tymi czterema (Logan, Tony, Peter i Deadpool) bohaterami. Figurkę Deadpoola (eh), już mam, więc pozostaje mi jeszcze zdobyć pozostałą trójkę. Kocham też Hawkey'a, ale jego figurka mi się nie podoba, więc jej tutaj nie załączyłam. 

Do tego marzy mi się jeszcze Baymax (Wielka Szóstka), Daenerys i Jon Snow (moja przygoda z GoT się dopiero zaczęła, ale już kocham ich całymi serduchem!). 

Z figurek to by było na tyle ;) 

3. Albumy k-popowe.

Może tego nie wiecie, ale jestem ogromną fanką kpopu. Zaczęłam go słuchać dwa lata temu i nie mogę przestać. Myślałam, że mi przejdzie, ale nie, zamiast wydostać się z jego szponów, to ja cofam się w tył, by mocniej mnie objął ten koreański potworek. Tak, wiem że mam dziwne porównania i dziwnie piszę. Ale nie ważne! Na początku albumy kpopowe mnie nie interesowały, moja przyjaciółka kupowała kolejne i kolejne, a ja to obserwowałam i nie reagowałam w żaden sposób.

No i stało się, pół roku zapragnęłam kupić jakiś album. No dobrze, może nie jakiś. Moim ulubionym zespołem jest BigBang i to właśnie ich album MADE chciałabym kupić jako pierwszy. Jednak, tu pojawia się problem, a dlaczego? Chodzi o cenę. Gdybym kupowała w Korei, w sklepie stacjonarnym, to w przeliczeniu na złote, wyszłoby za jeden album do 60 zł. Jednak, jeśli kupuję przez internet, to cena rośnie dwukrotnie. Nie polecam :/ Póki co nie mam żadnego, ale kto wie ;) Może niedługo w końcu będę mieć? Oni są po prostu niesamowici, mają w sobie coś takiego, co sprawiło, że nie mogę o nich zapomnieć. Najgorsze jest to, że idą teraz do wojska (w Korei jest ono obowiązkowe) i wrócą dopiero za dwa lata. Na samą myśl moje serce się kraje. Eh... Nie będę wam opisywała albumów, bo ten post wyjdzie o wiele za długi. Kilka z albumów macie poniżej na grafice :)


Idąc od lewej strony ekranu: Album "Made", album "Alive", album "Remember" i album "BigBang Special Edition" wszystkie od mojego ukochanego zespołu BigBang <3



Day 6 to mój kolejny ukochany zespół <3 Są po prostu cudowni i nie mogę przestać ich słuchać! I do tego jacy przystojni ;) Dziś wydali nową piosenkę, może posłuchacie? ;) Polecam! 


Oczywiście albumów, które by chciała jest o wiele, wiele więcej. BTS, SHINee, Jonghyun, Top x GD, Jay Park, tego jest po prostu za dużo ;) 

4. Gadżety książkowe i nie tylko 

Jestem pewna, że kochacie zakładki! Niemożliwe jest byście ich nie kochali. I nie mówię tu o takich prostych, zwykłych zakładkach, a o np. magnetycznych. 

Marzą mi się zakładki od Tojkoo, wszystkie bez wyjątku! Nigdy wcześniej nie widziałam tak pięknych zakładek i po prostu za każdym razem jak widzę, że ktoś je kupuje i pokazuje na instastories, to aż mnie serduszko boli! Muszę sobie w końcu sprawić kilka, bo zazdrość aż mnie zżera. No zobaczcie jakie cuda! 



I to by było na tyle, wiem że mogłam dodać więcej. Ale dodałam tylko te rzeczy, które naprawdę bardzo, ale to bardzo chcę mieć. A resztę może innym razem? Człowiek ma to do siebie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, jeszcze by się to źle skończyło, gdybym wszystko wypisała ^^ 

A wy? Czego najbardziej chcecie? Może jakieś wyjątkowe wydania książek? Może jakieś niesamowite zakładki? 

Piszcie a ja chętnie poczytam! 

Ja już miałam kończyć, a to przecież jeszcze cytacik na koniec ;) 

"Jeśli boli cię gardło, ciesz się że nie jesteś żyrafą" 
autor nieznany

Bez komentarza. 
Pozdrawiam, Marlena ;)

4.12.17

Blogmas 4 - Recenzja "Terapii" Kathryn Perez


Witam serdecznie w 4 blogmasie. Do świąt pozostało jeszcze tylko 20 dni. Widzicie? Mówiłam, że ten czas szybko leci. A mi naprawdę podoba się pisanie dla was każdego dnia i mam nadzieję, że wytrwam aż do końca. Bardzo mi na tym zależy, bo w końcu pokażę sobie samej, że jeśli się chce, to można. Mam nadzieję, że podoba się wam i zostaniecie ze mną aż do 24 grudnia ( i dłużej) i że się wam nie znudzi.

Na początek piosenka: 

Dziś mam dla was recenzję kolejnej niesamowitej książki, która złamała moje serce stanowczo zbyt wiele razy. W ogóle zauważyłam, że ostatnio bardzo emocjonalnie podchodzę do książek. Pochłaniam je szybko, w ciągu jednego dnia, lub powoli, przez tydzień, czasami nawet dwa, rozkoszując się każdym słowem, każdym uczuciem bohatera, każdą stroną. Kiedyś czytanie było dla mnie jedynie rozrywką. Dziś powoli się to zmienia. Coraz częściej natrafiam na książki, które są dla mnie jak lekarstwo, które są dla mnie odpoczynkiem po stresującym dniu, uspokajają mnie, pomagają usnąć po pełnym emocji dniu, lub też podnoszą mnie na duchu. Wcześniej nie lubiłam takich książek, szukałam jedynie śmiechu, ostrej i szybkiej akcji, żadnych wartości merytorycznych, nic co by mogło zmienić moje myślenie. 

Nie ma co ukrywać, dorastam, niedługo 20 urodziny, a ja wciąż nie mogę uwierzyć, że nie będę już nastolatką. I choć normalnie tego nie zauważam, mój umysł się zmienia. I dlatego, takie książki zaczynają sprawiać mi ogromną przyjemność. Są jak miód na serce, nawet jeśli ich fabuła najpierw rozdziera je na maluteńkie kawałki, a dopiero później zszywa i polewa wyżej wspomnianym miodem. Nic mnie tak nie uspokaja, jak właśnie one. 

I jedną z takich książek, jest "Terapia" Kathryn Perez. Powieść dosyć gruba, z niezwykle piękną okładką, która skradła moje serce, już od pierwszego spojrzenia! A do tego jej środek, wygląd rozdziałów, wiersze, historia, coś niesamowitego! Swoją premierę miała dwa tygodnie temu, a skończyłam ją czytać 3 tygodnie temu. Spytacie, dlaczego tak długo zajęło ci napisanie recenzji? Jeżeli przeczytacie tę recenzję do końca, sądzę że zrozumiecie. 


Czasami trzeba się zgubić, by się odnaleźć…
Jestem samotna. 
Rozbita. 
Żyletką tnę swoje odrętwienie, lecz otwieram w ten sposób jeszcze więcej ran.
Depresja, samookaleczanie, prześladowania… To moja codzienność. 
Faceci, seks… To moja ucieczka. 
Różnica pomiędzy prawdą a kłamstwem rozmywa się, pozostawiając mnie rozdartą, zdezorientowaną i zagubioną. 
A kiedy demony zamieszkujące mój umysł usiłują mnie pokonać, dwaj mężczyźni, których kocham, starają się mnie uratować.
To moja historia o przyjaźni, miłości, cierpieniu i walce z samą sobą.



Mam dziwne wrażenie, że nie ważne jakich słów użyję, jak bardzo rozbuduję tę opinię, czy jakimi epitetami ją okraszę, nie ma nawet procenta szansy, że będę w stanie opisać ją dostatecznie dobrze. Nie jest to książka, której genialność, da się pojąć, jedynie dzięki recenzji, ją trzeba po prostu przeczytać. Jest to jedna z tych książek, których przeczytanie powinno być obowiązkiem, takie książki powinny być w szkole lekturami, bo pokazują bolesną prawdę, którą wszyscy inni ignorują. Jedna z tych książek, które czytelnik zrozumie dopiero wtedy, gdy przeczyta ją w całości, łącznie z podziękowaniami. Nie ma słów, które mogłyby opisać jak czułam się podczas jej czytania. Jednak postaram się jak najlepiej ją wam przybliżyć i sprawić, byście poczuli chęć, by ją przeczytać. Mam nadzieję, że mi się uda. 

Uważam, że bardzo dobrym argumentem jest to, jakiego ogromnego kaca po niej miałam. Zostawiła ona po sobie jakąś taką dziwną pustkę, której żadna książka, przez prawie 2 tygodnie nie mogła wypełnić. Tak naprawdę, ocknęłam się dopiero gdy sięgnęłam po "Murder Park", którego recenzję dodałam 2 grudnia.


Są takie książki, po których przeczytaniu, chcemy ogłosić całemu światu jakie są cudowne, chcemy krzyczeć i za wszelką cenę przekonać inną osobę by ją przeczytała. I są też takie, które czytamy w spokoju, wyciszeni i przeżywamy każdą stronę tak osobiście, że gdy ją skończymy, to mówienie o niej sprawia, że czujemy się, jakbyśmy odkrywali przed kimś własną duszę, jakbyśmy opowiadali swoje dotąd najbardziej prywatne i bolesne sekrety, jakbyśmy wyrywali sobie część serca, część tego bólu, który czaił się do tej pory gdzieś głęboko ukryty. I dlatego też, tak ciężko mi mówić o tej powieści. Z jednej strony chcę ją wam z całego serca polecić, ale z drugiej strony, źle się z tym czuję. 

Książka opowiada o dziewczynie, imieniem Jessica, która jest prześladowana w szkole. Nie ma osoby, która by się nad nią zlitowała, nawet jeśli ktoś się nią przejmuje, to nie pokazuje tego. I wtedy pojawia się on, niesamowicie przystojny i jak się okazuje wrażliwy chłopak Jace. Zaczyna się od przyjaźni, ale szybko przeradza się ona w miłość. Jednak, przepaść między nimi jest zbyt wielka, niemożliwe jest by ją przeskoczyć. Jessica jest nikim. Nie jest warta jego miłości, chociaż bardzo pragnie by było inaczej. Depresja trawi jej ciało i nawet miłość nie jest w stanie jej pokonać. A może jednak? 


"Terapia" bardzo mnie poruszyła i momentami odbierała dech. W chwilach, gdy kopniaki spadały na główną bohaterkę z każdej strony, ja kuliłam się w sobie, czułam się jak maleńkie przerażone dziecko. Tak, nade mną też się znęcano. Może nie za pomocą ciosów, nie fizycznie, ale za to psychicznie. Jestem z natury cicha, mało się odzywam, nie otwieram się na znajomości z nowymi osobami. I niestety, gdy byłam w pierwszej klasie technikum, nie każdy potrafił to zrozumieć. Zaczęło się od szeptów, już tylko one wprawiały mnie w nerwowość. Potem pełne szyderstwa słowa były coraz głośniejsze. Bałam się, tak bardzo się bałam, że zawaliłam przez to rok. I bardzo tego żałuję, że nie byłam silniejsza. I dlatego też, ta książka tak bardzo do mnie trafiła. Pośród bólu, który dosłownie wylewał się ze stron, znalazłam też pewnego rodzaju spokój, w jakiś sposób poczułam nadzieję, że może być lepiej. 

Nigdy wcześniej nie czytałam tak poruszającej książki. Widać, że autorka włożyła w nią całe swoje serce. Nie jest to łatwa opowieść, a łzy nie raz pojawiały mi się w oczach. Nie mogłam znieść tego znęcania się, a ból Jessicy stał się moim bólem. Ta dziewczyna zasługiwała na szczęście bardziej niż ktokolwiek. Niesamowicie podobała mi się jej przemiana, jednak nie będę wam o niej opowiadać, bo to jest coś, co musicie odkryć sami. Co do Jace'a, to na początku go lubiłam, jednak później strasznie mnie irytował. Zachowywał się jak obrażone dziecko, któremu ktoś zabrał klocek. Rozumiałam to, to prawda, ale nie potrafiłam powstrzymać irytacji. 

Najbardziej polubiłam Kingsleya. Cóż to był za mężczyzna, moi drodzy. Gdy czytałam o nim, to wprost błagałam, by i na mojej drodze pojawił się ktoś taki. Był niesamowity i szczerze mówiąc, bez niego powieść wiele by straciła. Cieszę się, że autorka postanowiła go dodać, bo to on pomógł... Kurcze, nie mogę wam tego powiedzieć, ale jeśli przeczytacie, zrozumiecie. I pokochacie go z całego serca, tak jak ja go pokochałam. Miał on w sobie coś takiego, że nie mogę go zapomnieć. Zapomniałam imiona Jessicy i Jace, ale jego wciąż pamiętam. 

Pamiętam, że książkę czytałam dosyć długo, bo chyba z tydzień. I to nie dlatego, że nie się nie podobała. Wprost przeciwnie! Delektowałam się nią, powoli i ze smakiem. Bo choć była trudna, choć wiele razy złamała mi serce, choć jest przepełniona cierpieniem, to jednocześnie jest niesamowicie wciągająca, poruszająca i magiczna. A gdy na końcu rozwiąże się pewna tajemnica, to ciepło które rozleje się w waszych sercach, jest warte tego delektowania się nią. Nawet jeżeli mielibyście czytać ją miesiąc, nie szkodzi! Bardzo podobało mi się w niej to, że autorka pokazała, że każdy ma szansę. I wystarczy, że po prostu zechcemy się zmienić i ruszymy przed siebie a świat stanie przed nami otworem i z uśmiechem na ustach. Nie powinniśmy się załamywać, nawet jeśli w naszym umyśle jawi się choroba psychiczna. Bycie silnym wcale nie jest takie trudne jak nam się wydaje. Wystarczy chcieć i wziąć się do roboty! 

Życie jest krótkie i nie wiemy, co się wydarzy jutro. Nawet jeżeli rzuca nam pod nogi kłody, nawet jeśli nie oszczędza nas, jest okrutne, pełne cierpienia i bólu, to nie wolno się nam poddawać. Weźcie w ręce piłę motorową i potnijcie kłody! Przetnijcie sznury wiążące wasze ręce i nogi, oderwijcie taśmę od ust i zacznijcie mówić. Walczcie z przeciwnościami, a każdy kolejny dzień będzie lepszy, bo szczęście jest jak balonik, który w końcu straci powietrze i spadnie prosto w wasze dłonie. Wystarczy, że znów go napompujecie i będziecie mogli odlecieć. 

Wiem, wiem, bardzo odeszłam od tematu. Tak już mam, nic z tym nie poradzę. Nie będę już nic więcej pisać na temat tej książki. Nawet jeżeli nie udało mi się was do niej zachęcić, nie szkodzi, może komuś innemu się uda. Ja chcę jedynie powiedzieć, że moim zdaniem to najlepsza książka tego roku i zasługuje ona na waszą uwagę bardziej niż każda z wydanych w 2017 r. Jeżeli po nią sięgniecie, to nie pożałujecie. Więc, jeśli szukacie czegoś, to nie jest płytką powieścią, jeśli szukacie głębi, która zwala z nóg, to polecam. Nie zapomnijcie o paczce chusteczek, na pewno się przydadzą. 

Za książkę z całego serca dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe, cieszę się że mogłam poznać tę przepiękną historię! 

Teraz moi drodzy, pozostał nam tylko cytat, tym razem trochę oszukałam system (nie mówicie mojemu bratu) i wybrałam cytat z "Terapii" <3 

"Mówią, że potwory żyją pod naszymi łóżkami.
Mylą się, bo naprawdę potwory żyją w naszych umysłach."

Kathryn Perez – Terapia

Jeżeli czytaliście "Terapię", to koniecznie dajcie znać jak się wam podobała! 

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za przeczytanie tej recenzji :) Jutro widzimy się w kolejnej recenzji (a może nie? Może napiszę coś innego?), a tymczasem życzę wam wspaniałego dnia! 
Marlena Marszałek

3.12.17

Blogmas 3 - 63. Książki od Wydawnictwa [ze słownikiem]


Jeszcze tylko 21 dni do świąt, już nie mogę się doczekać! W końcu pada u mnie śnieg i mam tak dobry humor, jak nigdy! Mogę tańczyć, śpiewać, szaleć. O tak <3  I tym samym zapraszam was na trzeci dzień blogmasu. Mam nadzieję, że się wam podoba i że zostaniecie ze mną aż do końca! Powoli ubierajcie choinki, dekorujcie pokoje i zawieszajcie lampki, bo święta przyjdą szybciej niż myślicie! Zresztą, podczas zimy, gdy dni są krótsze, to jakoś szybciej leci czas. Też macie takie wrażenie?

Zanim zaczniemy, może trochę muzyki dla klimatu?



W blogmasie chcę polecać wam jedynie książki, które są idealnym prezentem, dzięki swojej unikalności i wyjątkowości. Dziś pragnę opowiedzieć wam co nieco, o dwóch cudownych książeczkach, choć nie o ich fabule, a o sposobie wydania. Jeżeli jeszcze nie znacie ich i Wydawnictwa [ze słownikiem] to koniecznie musicie to naprawić i koniecznie się z nimi zapoznać! 

Zanim przejdziemy do mojej opinii, to najpierw kilka słów o wydawnictwie, jednak sądzę, że na pewno coś o nich słyszeliście, bo podjęli się czegoś, czego wcześniej w Polsce nie było, czy zaimponowali czytelnikom. Słyszałam naprawdę wiele pochwał i nic dziwnego. To, co robią jest po prostu genialnym pomysłem! Jak sama nazwa wydawnictwa mówi, wydają oni książki [ze słownikiem]. Na pewno wiele z was, chciało przeczytać jakąś książkę w oryginale, ale gdy się jej dorwaliście, okazywało się, że to wcale nie jest takie proste, a zaglądanie co kilka zdań do słownika, by przetłumaczyć sobie jakieś słowo jest bardzo uciążliwe, bo czytamy o wiele, wiele wolniej. Praktycznie niemożliwe jest znać każde słowo, chyba że biegle mówimy po angielsku.


I tutaj pojawia się wyżej wspomniane wydawnictwo! Wyszli nam oni naprzeciw i dzięki swoim książkom, wydawanym w naprawdę genialny sposób, sprawili że czytanie po angielsku stało się o wiele, wiele łatwiejsze. Nie musimy już szukać nieznanych słów w grubaśnym słowniku, niszcząc sobie jednocześnie przyjemność z czytania. Słownik, a nawet trzy, znajdziemy w książce. Mamy tutaj słownik wyrazów, które najczęściej występują w danej publikacji, jeżeli znamy słowa z tego słowniczka, to możemy mieć pewność, że 80% książki, powinniśmy przeczytać i zrozumieć, bez żadnego problemu. Drugim, moim ulubionym słownikiem, jest malutki, podręczny na marginesie każdej strony, a w nim wszystkie nowe słowa, które nie pojawiły się w pierwszym. Na końcu każdej książeczki, mamy ostatni, największy słownik, który zawiera wszystkie słowa i formy, które wystąpiły w danej pozycji, dzięki czemu bardzo łatwo możemy odnaleźć słowo, które wcześniej wystąpiło i było wytłumaczone, ale które wyleciało nam z głowy podczas czytania. 

Czyż to nie jest genialne? Oczywiście, że jest! Wszystko jest jasne, klarowne, bardzo szybko odnajdujemy interesujące nas słówko, a czytanie jest o wiele przyjemniejsze, bo nie musimy latać w tę i z powrotem po własny słownik, albo wpisywać słówka w google tłumaczu. Pamiętam, że raz zaczęłam czytać coś po angielsku, byłam naprawdę podekscytowana, mój angielski jest na naprawdę dobrym poziomie i myślałam, że dam radę. Niestety, okazało się, że nie znam ogromnej ilości słów, czy wyrażeń. I mimo, że na początku lektura mnie fascynowała i sprawiała przyjemność, to w końcu ogarnęła mnie ogromna irytacja i rzuciłam (nie dosłownie) książką w kąt. Nigdy tak się nie namęczyłam, ledwie po godzinie bolała mnie głowa, a przeczytałam ledwie 20 stron? Co normalnie, po polsku czytam od 50 do 70 podczas godziny. 


I dlatego, jak natknęłam się na [ze słownikiem] to po krótkim zastanowieniu, postanowiłam dać szansę i spróbować jeszcze raz. I nie zawiodłam się. 

Jeżeli czujecie się zaciekawieni, ale nie wiecie, którą książkę wybrać, spośród ponad 30 już wydanych, to wydawnictwo bardzo to ułatwia. Książki są podzielone na poziomy trudności. Od najprostszych, którymi najczęściej są książki dla młodszych ("Czarnoksiężnik z Krainy Oz", czy "Doktor Dolittle i jego zwierzęta" które wybrałam dla siebie), oznaczone poziomem A1/A2, po średnie (np. "Alicja w Krainie Czarów", "Pollyanna", "Podróż do wnętrza ziemi") oznaczone poziomami A2/B1 i B1/B2, aż do najtrudniejszych (np. "Drakula", "Duma i uprzedzenie", "Wojna światów") oznaczone poziomami B2/C1 i C1/C2. Dzięki temu, możemy łatwo ocenić, czy poradzimy sobie z daną powieścią. 

Nie będę wam opowiadała o książkach, które ja przeczytałam. Na pewno je znacie, to klasyka klasyki, nie możliwe jest byście ich nie znali ;) Jednak, chcę wam opowiedzieć trochę o tym, jak wyglądała moja przygoda z pierwszymi książkami po angielsku. I tutaj powiem wam, że się zawiodłam, nie na książkach, a na sobie. W klasie jestem najlepsza z angielskiego, pan co chwilę mnie chwali. Okazało się, że wcale nie jest tak różowo. Specjalnie wzięłam najprostszy poziom (A1/A2), bo sądziłam że poradzę sobie z nimi bez problemu. Nie, nie prawda. Początek był bardzo trudny, tłumaczenie sobie w głowie kolejnych zdań było męczące, ale to wina tego, że wcześniej bardzo mało czytałam w tym języku, jedynie tyle co na lekcjach. I wyszło szydło z worka, najprostszy poziom, książki dla młodszych a czytałam strasznie powoli i co chwilę sprawdzałam słówka w słowniczkach. Bardzo mi one ułatwiały, gdy nie one, to nie dałabym rady, naprawdę.



Jednak im więcej czytałam, tym było łatwiej, bo mózg przyzwyczaił się do obcego języka. Później przyłapałam się na tym, że zamiast po polsku, zaczęłam myśleć po angielsku, co wprawiało mnie w doskonały humor. 

Było warto, naprawdę było warto. Jeżeli chcielibyście zacząć swoją przygodę, z książkami po angielsku, to książki od Wydawnictwa [ze słownikiem] będę idealnym początkiem! Dzięki nim możecie poprawić swój angielski, nauczyć się wielu słówek i jednocześnie przyzwyczaić się do czytania w innym języku. Są one intuicyjne, czyta się łatwiej, szybciej, prościej i przyjemniej. Ja dzięki nim, poczułam chęć by bardziej rozwinąć swoje umiejętności. Co jak co, ale język ten przydaje się w życiu i pomysł na książki ze słownikiem, jest po prostu strzałem w dziesiątkę! Książki nie kosztują dużo ich ceny wahają się od 19 zł do 59 zł ("Przygody Sherlocka Holmsa), a będą doskonałą inwestycją w rozwój waszych umiejętności językowych. Polecam je wam z całego serca, jeżeli kiedykolwiek marzyliście, by czytać po angielsku, dzięki Wydawnictwu [ze słownikiem] macie ku temu okazję! Będziecie zadowoleni, jestem tego pewna. Ja jestem i nie mogę się doczekać aż sięgnę po kolejne książki od tego wydawnictwa.

Do tego news, jeżeli interesują was też inne języki, nie tylko angielski, to możecie też kupić książki po hiszpańsku, a niedługo pojawią się też niemieckie wydania!

Jeżeli jesteście zainteresowani, to tutaj macie link KLIK :D

Przy okazji, książki te będą też idealnym prezentem pod choinkę! Są unikalne, wyjątkowe i do tego przychodzą pięknie zapakowane.

Za książeczki dziękuję Wydawnictwu [ze słownikiem]!

Normalnie, to byłby koniec posta ;) Ale mamy tutaj taką tradycję, że losujemy każdego dnia jeden cytat, z 24 które wybrał dla mnie mój brat. Dziś, wylosowałam ten: 




"Bogactwo jest to posiadanie prawdziwych walorów poprzez ludzi dzielnych i wartościowych."

John Ruskin

I to by było na tyle! Widzimy się jutro, mam nadzieję, że czekacie!
Pozdrawiam cieplutko, pijcie dużo herbaty
Marlena Marszałek 

2.12.17

Blogmas 2 - 62. "Murder Park. Park morderców" Jonas Winner



Do świąt jeszcze tylko 22 dni, a ja pomyślałam sobie, że może chcielibyście przeczytać coś przewybornego, co dosłownie wykopie was z butów i pozostawi po sobie genialne wspomnienia, więc przychodzę dziś do was z recenzją książki, która swoją premierę miała dwa dni temu i która była tak perfekcyjna, że nie mogłam się po niej pozbierać. Oj, będzie ostro moi kochani. Szykujcie się na krew, flaki i strach. Po tej książce nie uśniecie spokojnie. 

Do tej pory nie sądziłam, że będzie mi się przyjemnie czytało thriller psychologiczny. Nie jestem ogromną fanką tego typu literatury. Chociaż nie, wróć. Nie byłam. Po tej książce obudziła się we mnie żądza krwi, tajemnic, morderstw. Odkrywanie ludzkiej psychiki, tego co czai się w jej zakamarkach, wzbudza we mnie ogromną ekscytację. A im bardziej chory umysł, tym lepiej. Nigdy nie sądziłam, że tak bardzo pokocham książkę tego gatunku. Cierpię na awersję do wszelkich rzeczy paranormalnych, ale także i psychopatycznych. A przynajmniej tak myślałam, póki w moje ręce nie trafił "Murder Park".

Zodiac Island − samotna wyspa u wybrzeży USA, smagana wiatrem i falami wzburzonego morza. A na niej park rozrywki: dwanaście tematycznych sektorów poświęconych znakom zodiaku. Cukrowa wata, rozbawione rodziny, diabelski młyn, kolejka górska, strzelnice. I maniakalny morderca, który szczególnie upodobał sobie młode kobiety.

Mija dwadzieścia lat. Park, zamknięty po serii brutalnych morderstw, ma zostać ponownie otwarty. Wesołe miasteczko ze znakami zodiaku zmienia się w upiorny skansen słynnych zabójców i zbrodni, które wstrząsnęły światem. Manager parku zaprasza na długi weekend starannie wyselekcjonowaną grupę: ludzi mediów i tych, którzy pamiętają to miejsce sprzed dwóch dekad. Dwunastka wybrańców przybywa na wyspę, na której straszą jeszcze zardzewiałe karuzele. Ostatni prom odpływa. Nadciąga sztorm. Urywa się łączność. Zaczynają się dziać dziwne rzeczy. A do tego te upiorne pogłoski, że prawdziwy morderca nie został skazany, że wciąż jest na wolności.

Nie ukrywam, zaczęło się nudno, ale to normalne. Napięcie było budowane stopniowo, akcja na początku rozwijała się powoli. Zanim zaczęłam czytać, zdążyłam usłyszeć wiele dobrych opinii na temat tej książki, czytelnicy byli nią zachwyceni. Specjalnie dla niej odłożyłam inną czytaną przez siebie książkę, która przeraźliwie mnie nudziła i kompletnie nie mogłam się w nią wkręcić. Potrzebowałam emocji, jakiegoś potężnego kopa, który mnie rozbudzi i zetnie krew w żyłach (coś czuję, że to słowo się jeszcze wiele razy dziś powtórzy). To co dostałam przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Jak już akcja się rozkręciła, to nie mogłam się oderwać. Choć oczy mnie już piekły, a zegar wskazywał godzinę, do której wstyd się przyznawać, to czytałam dalej. Jeszcze jeden rozdział, jeszcze jeden. 

To było coś tak perfekcyjnego, tak mistrzowskiego! Przeczytałam w swoim życiu naprawdę mało thrillerów, mogłabym je policzyć na palcach jednej ręki, ale jeśli inne są tak dobre, jak "Murder Park", to chyba stanę się fanką tego gatunku. Niepokojąca, mocna, odbierająca dech w piersi. Taka właśnie jest ta książka. I do tego nieprzewidywalna, docieramy do końca, wszystko się rozwiązuje, przewidujemy zakończenie, nie. Gdy myślałam, że to już koniec, gdy siedziałam z otwartymi ustami i mętlikiem w głowie, okazało się, że autor jeszcze ze mną nie skończył. To co się odwaliło na końcu, brak słów. To był tak genialny plot twist, że aż zapomniałam by oddychać, a moja mina mówiła jedynie, "co? Nie wierzę! No po prostu nie wierzę". Całość jest cudownie chora i cudownie perfekcyjna, ale końcówka to po prostu kwintesencja tej powieści. Nigdy nie byłam tak zaskoczona podczas czytania książki. Nigdy!


Naprawdę ciężko jest wyrazić opinię na temat tej powieści. Jest ona tak doskonała, że dosłownie brakuje mi słów by to wyrazić! Sami musicie się przekonać jak niesamowita jest. Nie będziecie w stanie się oderwać, gwarantuje to wam! Cały czas, podczas czytania czułam niezwykłą ekscytację, a plecy aż sztywniały mi z niepokoju i cały czas patrzyłam się na drzwi, czy przypadkiem nie stoi w nich mężczyzna z nożem. I może to głupie, ale skończyłam ją kilka dni temu w środku nocy, była chyba druga godzina, zgasiłam światło i odkryłam, że się boję. Ta powieść tak na mnie podziała, że usnęłam dopiero przy zaświeconej lampce. Błagam, nie oceniajcie. 


Podczas czytania aż drżałam z emocji. Powoli odkrywałam zakamarki umysłów bohaterów i potwory, które w nich siedziały. Mrok wylewał się z kart powieści, tak samo jak brutalność. Miejsce akcji, mroczne, owiane tajemnicą sprzed 20 lat, było idealną scenerią. A gdy kolejni bohaterowie byli zabijani, to było tak tak realistyczne, tak dobrze opisane. Momentami moje nerwy nie wytrzymywały, a jednak brnęłam dalej w tę soczyście krwistą historię, nie mogąc doczekać się rozwiązania tajemnicy, która wisiała nad całym Zodiac Island. I choć spodziewałam się innego zakończenia, to to w pełni mnie usatysfakcjonowało i pozostawiło moją duszę najedzoną. 

Czyta się błyskawicznie i niezwykle lekko, co może dziwić, w szczególności, że mówimy tutaj o thrillerze. Ale tak, tak właśnie jest. Ciężka tematyka, momentami bardzo kontrowersyjna, a jednak było w niej coś takiego, że całość nie męczyła i czytało się ją z ogromną przyjemnością, nie ważne czy akurat natrafiliśmy na zalążek miłości między pewną dwójką bohaterów, czy na moment gdy któraś z postaci była brutalnie mordowana. A skoro już mówimy o miłości, to wbrew pozorom jest tutaj i gra w tej powieści ważną rolę, może nie najważniejszą (dzięki Bogu), ale na tyle ważną, że nie jest nam obojętna. Bohaterowie wzbudzają sympatię (przynajmniej na początku), a rosnąca z każdą kolejną stroną paranoja głównego bohatera Paula, powoli przechodzi na czytelnika.


To co ta powieść robi z czytelnikiem, jest po prostu nie do pomyślenia! Ja chcę więcej. Mimo, że książka ma prawie 500 stron, to czuję po niej ogromny niedosyt, związany z palącą potrzebą przeczytania kolejnej równie emocjonującej książki. Nie mogę o niej zapomnieć, pozostawiła po sobie dosyć dużego kaca książkowego. Nie mogę przestać myśleć o tym co się tam stało i szczerze mówiąc, nie chcę. Chyba poszukam sobie jakiś kolejny dobry thriller. Potrzebuję tego bardziej niż powietrza.  


Pomysł na książkę bardzo dobry, a wykonanie perfekcyjne! Autor wszystko idealnie rozplanował, widać że włożył w tę książkę mnóstwo pracy i serca. A co najważniejsze, widać jak ogromny talent ma Jonas Winner. Nie mogę doczekać się jego kolejnych książek i muszę też koniecznie sięgnąć po wydaną w Polsce "Celę". "Murder Park" obudził we mnie apetyt na thrillery, co bardzo mnie cieszy. Coś czuję, że długo o niej nie zapomnę. Jeżeli szukacie czegoś niesztampowego, niekonwencjonalnego, mrocznego i przerażającego, a jednocześnie nieprzewidywalnego i wzbudzającego ogromne emocje, to ta powieść jest właśnie dla was. Koniecznie musicie ją przeczytać. Będziecie pod ogromnym wrażeniem, mogę wam to zagwarantować!

A teraz moi drodzy cytat:


"Muzyka ma w sobie magię, która koi dzikie bestie."

Stephen King


Zgadzacie się z tym? :)

Ale jeszcze nie odchodźcie, jeszcze niespodzianka! KLIK

Mam nadzieję, że sięgniecie po tę powieść, bo naprawdę warto! Nie będziecie się przy niej nudzić!
Pozdrawiam serdecznie, 
Marlena Marszałek
Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.